niedziela, 27 lipca 2014

Marketing, woda z mózgu i Tangle Teezer

Tangle Teezer... Kto z Was nie słyszał o "rewolucyjnej" szczotce do włosów, pozwalającej na bezbolesne i szybkie rozczesywanie włosów? Chyba nikt. Tangle Teezer szturmem podbił rynek; na blogach aż się roiło od pełnych zachwytów recenzji. Niemal każda włosomaniaczka postawiła sobie za punkt honoru zdobycie magicznego czesadła.



Osobiście wyszłam z założenia, że wydanie ponad 40 PLN na kawałek plastiku jest pomysłem szalonym. I w dalszym ciągu tak twierdzę. Swój egzemplarz nabyłam po niższej cenie, w sumie tylko po to, by zobaczyć o co chodzi w tej powszechnej szczotkowej histerii:P

Tangle Teezer. Wybaczcie proszę zalegające kłaki:)

Tangle Teezer

I znowu się przekonałam, że nic skuteczniej nas nie odmóżdża, jak sprytna reklama. Bo wierzcie mi, Tangle Teezer nie jest czymś niezykłym. Pomimo mistycznej otoczki, to wciąż zwykła, plastikowa szczotka o gęstych ząbkach. I tyle w temacie. Nie zauważyłam przełomu w rozczesywaniu swoich gęstych włosów; wciąż wolę zwykły grzebień za 5 zł. Do masażu skóry głowy też jest trochę zbyt twarda. No cóż...
Nie zamierzam szukać w niej jakichś bzdurnych plusów, w stylu "jej ergonomiczny kształt sprawia, że nie przeszkadzają mi pierścionki na palcach", czy coś takiego. Ot, zwykła szczotka, z niezłą reklamą w postaci zachwytu, tudzież czci blogerek.

Tangle Teezer

Jako osoba pragmatyczna, znalazłam dla plastikowej rewolucji zastosowanie - czeszę nią kota. Kot wydaje się zadowolny:

Tangle Teezer kontra Comax;-)

16 komentarzy:

  1. Jakby miała wtopione opiłki złota, to by była rewolucyjna, bo ma opiłki złota. A tak to zwykły plastik.

    PS. Lubię Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję:_D Opiłków nie widziałam. Widziałam plastik. Co ciekawe, podobno między chińskimi podróbkami za 5 zł a cudowną szczotką nie ma wielkiej różnicy.

      Usuń
    2. Mam. Używam gdy muszę.

      Usuń
  2. Hahaha, padłam! Nie mam i pewnie się nie skuszę, ale dobrze, że w końcu ktoś się wypowiedział szczerze na ten temat. Ja tak się nabrałam na gąbeczkę Inglota, niby beauty blender i naprawdę jestem rozczarowana. Nie liczyłam na cud, ale 40zł to sporo za coś, co już po pierwszym myciu popękało i niemal nie sposób tego domyć jeśli się stosuje bardziej trwały podkład. Reklama dźwignią handlu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zastanawia tylko, jakim cudem wszyscy mogą zachwalać tę szczotkę. To kawałek plastiku, w którym nie ma nic zachwycającego. Rozczesuje włosy jak inna szczotka, czy grzebień. Nie jest wcale też taka delikatna; u mnie kołtunów nie rusza, a włosy też potrafi szarpać i wyrywać. Zastanawiam się więc na ile jej pozytywny odbiór wynika z dobrych doświadczeń, a na ile z optymistycznych recenzji w internecie (jeśli wszyscy są zadowoleni, to i ja będę, bo nie wypada nie być). Inna kwestia - na ile czytane recenzje są obiektywne, a na ile jest to opinia pisana pod dyktando, bo produkt pochodził ze współpracy z producentem tudzież dystrybutorem na rynek w Polsce.

      Usuń
    2. Ja przez prawie dwa lata zwlekałam z zakupem tej szczotki, bo też uważałam, że to kawałek plastiku dookoła którego zrobione jest wielkie boom, ale w końcu zdecydowałam się na wersję podstawową, później na kompakt i całkowicie przepadłam. Na moich długich, ciągle poplątanych i zbitych w strąki włosach naprawdę działa cuda. Już przy pierwszym rozczesaniu włosów widziałam szaloną różnicę, nie wspominając już o tym jak łatwo i szybko rozczesuje mokre włosy od góry po końcówki. Jedyne co uważam za powielaną głupotę, to jej niby ergonomiczny kształt - no niestety, ona wypada z dłoni i za cholerę nie jest wygodna.

      Usuń
  3. Ja mam wersję kompaktową i u mnie na niej zostaje mniej włosów, niż na zwykłej szczotce ;) Ale pewnie nie poradziłaby sobie na bardzo gęstych włosach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez długo tak myslalam-szczotka to szczotka, szału nie bedzie. I tak jak Ty kupilam ją po skrajnie niskiej cenie po 2 latach zastanawiania się czy warto. I moim włosom pomaga. Nie szarpie jak grzebien z szeroko rozstawionymi zabkami. Nie wiem jak ona to robi, ale czesanie stalo sie przyjemnoscia. Sama jestem w szoku !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to nie działa. Najlepiej sprawdza się grzebień z szeroko rozstawionymi zębami i ostrożne rozczesywanie najpierw końcówek a później reszty włosów.

      Usuń
  5. ja mam gęste włosy i nadal chętniej sięgam po zwykłe szczotki. TT używam do rozprowadzania masek na mokrych włosach, bo szkoda mi drewnianej do tego używać. Na codzień czeszę nią yorka, czasem setery, ale rzadko, bo TT nie ogarnia gęstych włosów. A koty wolą psie szczotki :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja otóż się nie zgodzę :) TT tak mnie zachwycił, że po jakimś czasie używania wersji podstawowej kupiłam wersję 'do torebki'. Mam gęste, mocne włosy, często się plączące, zwłaszcza że zazwyczaj kładę się spać z mokrymi... Rano je rozczesać to była tragedia, a próbowałam wszystkiego... TT bez problemu rozczesuje mokre włosy czy suche i splątane. Nie wystają mi żadne kłaczki, są gładkie i błyszczące. Podobno TT nie wyrywa włosów - tutaj akurat nic się nie zmieniło, jak wypadały tak wypadają, ale absolutnie ich nie ciągnie! Nie żałuję ani złotówki, mimo że razem wyniosły mnie ponad 80zł.
    pzdr :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ masz boskie kocię! Szczotce się opieram, mam swój grzebien drewniany z TBS i bardzo go lubię, a i kot się nim nie bawi, bo nie ma jak :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że w końcu znalazłam osobę, która ma takie zdanie jak ja na temat tej szczotki! :) Kupiłam ją z czystej ciekawości i mimo tylu pochwał mojego sera nie skradła. Jest wiele innych szczotek, które są dużo lesze, dużo tańsze i przede wszystkim można je kupić w większości sklepach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę. Trzeba tylko poszukać. Moje włosy TT wyrywał. Wolę zwykły grzebień za 5 zł o szerokich zębach i rozczesywać włosy od końcówek ku skórze głowy. Wtedy też nic się nie plącze.

      Usuń
  9. Podoba mi się Twoje zdanie aczkolwiek to jest trochę jak bycie między młotem a kowadłem. Mam włosy gęste i bardzo puszące się i plączące. Używam szczotek - uwielbiam szczotki i znalazłam taką, która robi mi raj na głowie, za niewielkie pieniądze. Mam już drugą, bo poprzednia po latach w końcu się zużyła. Niemniej będąc u fryzjerki, która zawsze miała problemy z przeczesaniem moich włosów, okazało się że zakupiła TT. No taki drogi i orginalny. I po raz pierwszy uczesała mnie normalnie. Bez ciągnięcia, bez problemów. Przejechała kilka razy, włosy były cudownie rozczesane. Więc.. niby też nie wierzę w boską niesamowitość TT, ale może jednak coś w tym jest? Jak to się mówi: "Przypadek? Nie sądzę" :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Też sprawdziłam TT na sobie i nie zauważyłam żadnej rewolucji. Ciągnie mi włosy jak każda inna szczotka :D

    OdpowiedzUsuń