piątek, 21 listopada 2014

Krótki przegląd pudrów do twarzy

Tak jak w tytule. Dzisiaj krótka charakterystyka trzech pudrów do twarzy, jakie w ostatnim kwartale trafiły do mojej kosmetyczki. Od razu wyjaśnię, że nie jestem jakąś wielką fanką tego kosmetyku i bardzo często zdarza mi się, że w ogóle nie utrwalam nim makijażu, a rozprowadzony podkład pozostawiam samemu sobie:P Nie jest to profesjonalne, ale cóż...



Inglot HD Illuminating Loose Powder

Inglot HD Illuminating Loose Powder
Inglot HD Illuminating Loose Powder


Delikatny puder sypki dający miękkie, satynowe wykończenie. Bardzo go lubię, aczkolwiek nie nakładam na całą twarz (za dużo blink, blink!;-), a jedynie pod oczy, na grzbiet nosa i szczyty kości policzkowych. Pięknie wygładza skórę, rozświetla, zmiękcza rysy twarzy. Ratuję się nim, kiedy moja buzia wygląda na zmęczoną lub chorą. Puder jest dość wydajny; używam od paru miesięcy, a nie dobrnęłam nawet do jego połowy. Cena oscyluje w granicach 40 PLN za 4,5 gram produktu.

Catrice All Matt Plus Shine Control

Catrice All Matt plus Shine Control Powder
Catrice All Matt plus Shine Control Powder


Nie polubiłam się z tym produktem. Pomimo, iż jest bardzo drobno zmielony i wręcz satynowy w dotyku, brzydko osiada na mojej skórze podkreślając pory i zmarszczki. Dobrze matuje cerę, ale nie jest to efekt długotrwały. Plusem jest jego niska cena i dobra wydajność. Zauważyłam, że przy codziennym stosowaniu lekko wysusza i zapycha cerę.

Inglot 3S, Stage Sport Studio


Inglot 3S, Stage Sport Studio

Inglot 3S, Stage Sport Studio


Posiadam wersję prasowaną w odcieniu transparentnym. Bardzo dobry produkt - drobno zmielony, porządnie matujący i utrwalający makijaż na długie, długie godziny. Dobrze współpracuje ze wszystkimi moimi podkładami. Nie bieli, nie roluje się w zmarszczkach, nie schodzi plamami. Nie podrażnia ani nie wysusza. Wydajność rewelacyjna. Zaznaczam, że trzeba kupić do niego kasetkę, bo puder ma formę wkładu. Cena dość wysoka - za kasetkę i puder zapłaciłam około 50 PLN.

Obok wyżej opisanych pudrów testowałam jeszcze słynnego prasowańca od Rimmela - Stay Matte, ale nie polubiłam się z nim. Zachowywał się zupełnie tak samo, jak puder z Catrice, a więc osiadał na skórze bez stapiania się z podkładem i dawał wrażenie brzydkiej 'mąki'. Zapałałam za to namiętnością do Shiseido Sheer and Perfect Compact. Kupiłam do w Douglasie, chyba w czasie jakiejś przeceny lub zniżki, bo nie zapłaciłam za niego regularnej ceny. Niestety kolor jaki wybrałam okazał się w domu za ciemny i puder powędrował do mojej siostry;(

Więcej pudrowych grzeszków na dzień dzisiejszy nie pamiętam. Jeśli macie jakieś sprawdzone produkty, podzielcie się wrażeniami na ich temat w komentarzach. Pozdawiam Was serdcecznie;-)
quench

czwartek, 20 listopada 2014

Pupa Active Light Skin Foundation - podkład rozświetlający

Dzisiaj parę słów o podkładzie rozświetlającym marki Pupa. Nie jest to jakaś nowość, na rynku w Polsce obecny jest już od 1,5 roku. Bardzo długo zastanawiałam się, czy w niego zainwestować - opinie ma bardzo skrajne, na wizażowym KWC większość jest negatywna (klik!).
Ciekawość jednak zwyciężyła i podkład jakoś we wrześniu wylądował w mojej kosmetyczce.

Od producenta:

Beztłuszczowa lekka formuła wzbogacona o cząsteczki odbijające światło optycznie koryguje wszelkie niedoskonałości skóry sprawiając,że cera wygląda świeżo i promiennie przez cały dzień. Zawiera wyciąg z niebieskiego lotosu o właściwościach antyoksydacyjnych oraz nawilżający wyciąg z malwy.
Podkład o kryciu delikatnym do średniego.
Testowany dermatologicznie. 



 
Pupa Active Light Skin Foundation

Według quench:

Podkład zamknięto w szklanej butelce z pompką. Buteleczka jest nieduża, w sumie ładna i zgrabna. 

Pupa Active Light Skin Foundation

Pupa Active Light Skin Foundation

Pompka od czasu do czasu zacinania się, więc przy aplikacji trzeba uważać. Początkowo myślałam, że tylko mi trafił się kiepski egzemplarz, ale w drogerii natrafiłam na tester zrobiony z pełnowymiarowego podkładu (nie mały, fabryczny testerek) i niestety, w nim też coś szwankowało. Efekty działania wadliwej pompeczki możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej:)

 
Pupa Active Light Skin Foundation


Sam podkład ma lekką, delikatną konsystencję. Zauważyłam, że ma tendencję do rozwarstwiania się pigmentów - tak jakby biała frakcja oddzielała się od pigmentów beżowych. Przed użyciem trzeba więc porządnie wstrząsnąć butelką, by podkład wymieszać. W środku jest kulka, która ułatwia nam to zadanie. 

Do wyboru mamy około dwunastu odcieni  podkładu. W zależności od miejsca zakupu (perfumerie Douglas, mniejsze lokalne perfumerie, perfumerie on-line) liczba kolorków może nieco się różnić. Ja mam najjaśniejszy z oferowanych -  002 ivory. Jest to jasny, ciepły beż z odrobiną złotych i brzoskwiniowych tonów.
 
Pupa Active Light Skin Foundation, 002 Ivory

Pupa Active Light Skin Foundation, 002 Ivory

Efekty jakie uzyskujemy na skórze w dużej mierze zależą od stanu naszej cery. Nie będę tutaj czarować; Active Light jest podkładem wymagającym. Aby dobrze prezentował się na buzi, skóra musi być nawilżona i gładka, w innym przypadku tylko drastycznie podkreśli mankamenty skóry. 
Sama praca z podkładem nie sprawia trudności - podkład dobrze współpracuje z pędzlem, palcami, ale najlepiej wygląda nałożony gąbeczką. Nie jestem jakąś fanką gąbek, ale  w tym przypadku warto się pomęczyć. Fluid delikatnie kryje niedoskonałości, ładnie wyrównuje fakturę skóry, ślicznie rozpromienia i ożywia cerę. Przypudrowany trzyma się praktycznie cały dzień nie rolując się ani nie ciemniejąc. Bez problemu utrzymuje róż, rozświetlacz czy bronzer.
Niestety, tak jak wspominałam, warunkiem udanego makijażu jest tutaj odpowiednie przygotowanie naszej cery. Na odwodnionej, czy nadmiernie tłustej cerze podkład buntuje się niemal po godzinie - warzy się, spływa, miejscami drastycznie ciemnieje (przynajmniej 2 tony), podkreśla zmarszczki, pory i pryszcze.  Nie jest więc to' podkład ratunkowy', jaki możemy użyć po zarwanej nocy, czy przy większych problemach ze skórą. Dla mnie to niestety ogromny minus, bo od podkładu oczekuję niezawodności. Tutaj tego nie otrzymamy.
Podkład mnie nie zapchał ani nie uczulił. Kosmetyk jest mocno perfumowany, nie wiem więc, czy nada się dla dużych wrażliwców.
Jego cena oscyluje w granicach 100 zł. 

Podsumowując - dobry podkład dla zadbanych cer, które potrzebują tylko ostatecznego szlifu. Jeśli nasza cera aby ładnie się prezentować wymaga większego wysiłku, albo nie jest w dobrej kondycji, lepiej odpuścić sobie kupno tego produktu i poszukać czegoś innego.

środa, 19 listopada 2014

Yves Rocher Réactivateur de lumière - rozświetlający aktywator usuwający oznaki zmęczenia

Czy zdarza Wam się taka sytuacja, że testujecie przez pewien czas próbkę kosmetyku, jesteście z niego bardzo zadowolone, kupujecie pełnowymiarowe opakowanie i nagle okazuje się, że coś jest jednak nie tak? Taką przygodę miałam z rzeczonym aktywatorem blasku od Yves Rocher. Próbkę kosmetyku dostałam przy okazji zakupów w YR, a że byłam z niegozadowolona, zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowego opakowania.

Na początek obietnice producenta:

"Kosmetyk stanowi doskonałe uzupełnienie codziennej pielęgnacji twarzy. Wyjątkowe połączenie Kompleksu Elixir 7.9 i Technologii Lumi-Roślinnej pozwala uzyskać efekt rozświetlenia cery już pod pierwszej aplikacji. Po tygodniu stosowania strefy cienia są wyraźnie zredukowane a po miesiącu skóra jest świetlista i w pełni zrewitalizowana. Krem posiada aksamitne wykończenie dzięki lekko połyskującej konsystencji fluidu.

Działanie
• Usuwa oznaki zmęczenia
• Rozświetla skórę
• Stanowi doskonałą bazę pod makijaż
Składniki
7 roślin o działaniu przeciwzmarszczkowym potwierdzonym 9 patentami
Sposób użycia
Niewielką ilość fluidu rozprowadź codziennie rano na twarzy delikatnymi ruchami. Kosmetyk może być stosowany samodzielnie lub po nałożeniu Kremu na dzień Elixir 7.9 aby odczuwać większy komfort. Doskonała baza pod makijaż."

Yves Rocher, Réactivateur de lumière

No i fajnie. Mamy mieć blask, rewitalizację, świetlistość i inne kuszące rzeczy. Jak to wygląda w praktyce?

Opakowanie

Plastikowa buteleczka z pompką. Moim zdaniem bardzo brzydka, ale to kwestia gustu. Plastik jest nieprzeźroczysty, więc nie widać, ile kosmetyku zostało. Pompka ma funkcję blokady - przesuwając ją w bok blokujemy dozownik. To, co mnie irytuje, to fakt, że naklejki z napisami odklejają się z butelki. Nie wygląda to estetycznie i po prostu mam wrażenie, że YR maksymalnie "poszło po kosztach" projektując opakowanie.

  Yves Rocher, Réactivateur de lumière
Yves Rocher, Réactivateur de lumière

Yves Rocher, Réactivateur de lumière

Konsystencja

Lekka, delikatna ale nie wodnista. Krem nie spływa ze skóry, nie jest też tłusty i ciężki, więc z powodzeniem można nakładać go pod makijaż. Ma zatopione w sobie drobinki miki. Od razu wyjaśniam, że nie jest to  nachalny brokat a drobniutki shimmer. Chciałam uchwycić to na zdjęciach, ale nie bardzo mi się to udało:(

Yves Rocher, Réactivateur de lumière

Yves Rocher, Réactivateur de lumière

Zapach

Okropny; syntetycznie roślinny, ciężki i duszący. Kompletnie mi nie odpowiada, a co gorsza, długo utrzymuje się na skórze. Dla alergików powinna zapalić się w tym momencie czerwona lampka - taki śmierdziuch może uczulać!

Działanie

Na początku (czyli do czasu zużycia próbki) wszystko było w porządku. Krem robił to co powinien - nawilżał skórę, nie pozostawiając tłustej warstwy, a dzięki drobniutkim ziarnom miki, ładnie rozświetlał i ożywiał buzię. Nie był to może efekt "wow, a patrząc w lustro nie dostawałam ślinotoku połączonego z pianiem z zachwytu, niemniej byłam zadowolona. Kiedy kupiłam pełnowymiarowe opakowanie i trochę dłużej go poużywałam, zauważyłam jednak, że z moją cerą dzieje się coś złego. Na początku było to drobne przetłuszczenie w strefie T, później w okolicach nosa pojawiły się suche skórki (!), a jednocześnie pozapychane pory i podskórne grudki. Z czasem całe policzki i czoło pokryły się drobną, podskórną kaszką, a na powiekach i pod oczami pojawiły się czerwone placki - objaw uczulenia. Jak się domyślicie krem odstawiłam, ale pomimo paru tygodni rekonwalescencji, moja buzia wciąż nie doszła do siebie:P
Początkowo chciałam krem "uratować" i zużyć jako nawilżacz do kolan, łokci, ewentualnie stóp, tam gdzie skóra jest grubsza i bardziej odporna, ale zapach skutecznie mnie do tego pomysłu zniechęca. Nie wiem jaki los czeka ten krem, ale najprędzej będzie to kosz.

Cena

Regularna cena kremu to 99 zł. Na szczęście YR bardzo często organizuje zniżki i rabaty na swoje kosmetyki, tak więc krem bez większego wysiłku można kupić za niższą cenę.

Podsumowanie

Rozczarowanie, rozczarowanie i jeszcze raz rozczarowanie. Po całkiem niezłym  początku krem okazał się ogromnym bublem. Odradzam kupowanie w ciemno, odradzam też kupowanie go w regularnej cenie, bo nawet pomijając uczulenie i zapchanie cery, krem najzwyklej w świecie nie jest jej wart. Może osobom zadowolonym z pozostałych produktów serii 7.9 aktywator przypadnie do gustu, ja jednak od tej pory zacznę omijać pielęgnację YR szerokim łukiem.

piątek, 14 listopada 2014

Vichy Aqualia Thermal Serum - dynamicznie nawilżające serum do twarzy

Ciąża jest dla mojej skóry bardzo trudnym okresem. Naczytałam się, że w tym szczególnym stanie stan cery bardzo się poprawia, ale u mnie stało się zupełnie inaczej. Szalejące hormony wywołały burzę - skóra stała się bardzo, bardzo wrażliwa, pojawiły się nowe popękane naczynka, a ja nie byłam w stanie zapanować nad odwodnieniem, to znowu z mocnym przetłuszczaniem cery. Całość komplikowała też nadwrażliwość na zapachy - większość pachnących nawilżaczy prowokowała u mnie wymioty.

Zaczęłam więc szukać czegoś lekkiego, w ogóle nietłustego, a przy tym dobrze nawadniającego skórę. Na wstępie odrzuciłam wszelakie kremy o treściwszych konsystencjach, a skupiłam na kosmetykach w formie żelu tudzież lekkiej emulsji, później zainteresowałam się produktami a'la serum. Traf chciał, że w SuperPharm natrafiłam na zniżkę 20% na produkty Vichy, więc postanowiłam, że na początek wypróbuję Aqualia Thermal Serum.



Od producenta:

"Nawilżenie przez 48H.
Poprawa sprężystości.
Oznaki odwodnienia skóry zredukowane.
Skóra bardziej promienna.

Woda Termalna z Vichy w połączeniu z trzema energetyzującymi cukrami [KWAS HIALURONOWY + AQUABIORYL™ + λ-KARAGEN] aby przywrócić równomierne nawilżenie we wszystkich obszarach twarzy.


Kobiety potwierdzają skuteczność AQUALIA THERMAL.
Po zastosowaniu serum:
- skóra jest dobrze nawilżona wg 94% kobiet,
- uczucie nawilżenia utrzymuje się przez cały dzień wg 87% kobiet,
- skóra jest gładsza wg 96% kobiet,
- skóra jest bardziej promienna wg 77% kobiet.*
*Test kosmeto-kliniczny, 52 kobiety posiadające skórę wrażliwą."


Czy producent spełnia obietnice? Zapraszam do dalszej lektury:)

Opakowanie

Szklana butelka z pompką. Ładna, dosyć ciężka, wytrzymała na upadki (serum mi spadło na kafelki w łazience, ale na szczęście się nie stłukło). Pompka nie zacina się, ani nie zasysa powietrza. Dobrze, że szkło jest tylko lekko barwione na niebiesko, więc widać ile produktu nam jeszcze zostało w buteleczce.

Vichy Aqualia Thermal Serum


Konsystencja

Bardzo lekka, lejąca, w zasadzie półpłynna. Serum jest bardzo delikatne i absolutnie nie jest tłuste.
 
Vichy Aqualia Thermal Serum
 
 
Zapach
 
Cóż, świeży i bardzo intensywny. Osoby, które nie tolerują produktów perfumowanych, powinny mieć się na baczności. Serum dedykowane jest co prawda wrażliwej skórze, ale nie oszukujmy się - jeśli  godzinę po aplikacji wciąż wyraźnie wyczuwam kompozycję zapachową, to produkt jest "hipoalergiczny" tylko z nazwy.

Działanie
 
Produkt genialnie się rozprowadza, błyskawicznie wchłania się nie pozostawiając tłustej, czy lepkiej warstwy i niemal natychmiast daje ukojenie przesuszonej skórze. Serum nie roluje się na buzi, nie podrażnia nawet wrażliwych okolic oczu. Świetnie nadaje się pod makijaż. Dla wzmocnienia efektu można nałożyć je pod ulubiony krem do twarzy - wtedy intensyfikuje jego działanie. 
Szczerze mówiąc jestem zdziwiona, że produkt o tak prostym składzie, może tak dobrze pielęgnować skórę. Cera jest miękka, sprężysta, znika uczucie ściągnięcia, próżno też szukać na buzi suchych skórek. Co najważniejsze, efekt ten jest u mnie długotrwały - serum stosuję teraz co dwa, trzy dni, a skóra w dalszym ciągu utrzymuje wilgoć.
 
Dostępność i cena

Apteki stacjonarne i on-line, niektóre sklepy internetowe i drogerie z dermokosmetykami. Polecam polowanie na promocje, bo cena regularna jest wysoka i sięga nawet 100 PLN, podczas gdy w internecie kupimy je za około 60 zł.

Skład:
 
AQUA/WATER • GLYCERIN • DIMETHICONE • SERINE • ALCOHOL DENAT. • PROPYLENE GLYCOL • PEG-60 HYDROGENATED CASTOR OIL • GLYCERYL ACRYLATE/ACRYLIC ACID COPOLYMER • DIMETHICONOL • SODIUM HYALURONATE • AMMONIUM POLYACRYLDIMETHYLTAURAMIDE • DISODIUM EDTA • CAPRYLYL GLYCOL • CITRIC ACID • BIOSACCHARIDE GUM-1 • PARFUM/FRAGRANCE

Skład pochodzi z amerykańskiej strony internetowej  Vichy; tamtejsze serum ma troszkę inne opakowanie; ale mniemam, że zawartość buteleczki niczym się nie różni. Gdyby okazało się inaczej, wrzucę dla porównania ingrediencje "europejskie".

Podsumowanie

Bardzo fajne serum. Nigdy nie darzyłam Vichy jakąś szczególną sympatią, teraz to się powoli zmienia. Kiedy serum dobije dna (a jest w miarę wydajne - produktu używam od miesiąca i zostało mi jeszcze dobre pół buteleczki), sięgnę po nie ponownie, lub połakomię się na jego siostrę z linii Idealia.

poniedziałek, 27 października 2014

Puk, puk! Czy jest tam ktoś?!

Dawno, oj dawno nie dodawałam nowych wpisów. Przyczyna owego stanu była jedna, ale bardzo konkretna. W sierpniu dowiedziałam się, że ponad trzy lata leczenia hormonalnego przyniosły w końcu skutek i zostanę mamą:-)



Niewiele później pojawiły się komplikacje z ciążą, a dalej przyplątały się chyba wszystkie niefajne rzeczy jakich doświadczają kobiety w I trymestrze (ciągłe nudności, wymioty, zawroty głowy etc...). Powoli jednak wracam do świata żywych:-)

Dzisiaj wrzucę Wam recenzję zbiorczą podkładów, jakie późną wiosną i w wakacje pojawiły się w mojej kosmetyczce. Musicie wybaczyć mi niemal zupełny brak zdjęć, ale większość produktów poszła już w świat, a nie byłam w stanie wcześniej ich "uwiecznić".



Bobbi Brown, Long Wear Even Finish Foundation - bardzo dobry ale i drogi podkład. Pięknie kryje, idealnie tuszuje niedoskonałości i cudnie wyrównuje fakturę skóry. Jeden z lepszych podkładów, jakie kiedykolwiek używałam. Niestety - odcień porcelain okazał się nieporozumieniem (jest lekko różowy! I gdzie tu ta filozofia BB, by podkłady tworzyć w żółtych tonacjach?), a lawendowy zapach wywoływał wymioty.

Max Factor Skin Luminizer Foundation - testowałam odcień 45 Warm Almond. Podkład ciemnieje chwilę po nałożeniu, warzy się, brzydko się świeci. Dodatkowo zapycha. Nie polecam.

Misslyn Ultmate Stay Make Up - kolejny bardzo przeciętny produkt. Coś tam kryje, coś tam matowi, ale bez szału. Trwałość mizerna, bo spływał ze skóry po 3-4 godzinach. Brak pompki też daje się we znaki. Myślałam, że będzie to lepsza, odrobinę lżejsza wersja Revlona CS, ale się przeliczyłam. Raczej nie polecam.

Avon, Luxe - kupiony przypadkiem. Miał być jego rozświetlający brat, omyłkowo zamówiłam "klasyka". Okropny podkład - niby lekki, ale fatalnie rozprowadza się na skórze, tworząc paskudną, oleistą powłoczkę. Warzy się i spływa ledwie godzinę po aplikacji, dając upiorny efekt. Bardzo, bardzo odradzam kupno tego produktu.

Calvin Klein, Infinite Mate - mam z wizażowej wymiany, skusiłam się na jasny kolor (213 porcelain). Podkład przeciętny, bardzo silikonowy. Przypomina mi trochę spartaczoną wersję Face Fabric Armaniego albo bardzo treściwą, silikonową bazę. Lekko kryje, lekko wyrównuje fakturę i koloryt skóry. Dużych przebarwień, popękanych naczynek, pryszczy z pewnością nie ukryje. Lubi podkreślać suche skórki i wchodzić w zmarszczki. Utrzymuje mat przez parę godzin. Miłości z tego jednak nie będzie.

Lavera, Trend Sensitive Mousse - bardzo fajny, naturalny podkład. Krycie lekkie, bardziej wyrównuje fakturę koloryt skóry niż chowa mankamenty, ładnie wygładza i ujednolica buzię. Nie matowi jakoś szczególnie, ale też nie natłuszcza skóry. Jeden z lepszych podkładów naturalnych, jakie miałam okazje testować. Szalenie wydajny. Minusem jest intensywny, ziołowy zapach.Myślę, że zwolenniczki naturalnego makijażu i kosmetyków ekologicznych, powinny się koło niego zakręcić.

MAC, Face and Body Foundation - pełną recenzję znajdziecie tutaj.

Shiseido, Sheer and Perfect Foudation - znowu odsyłam do pełnej recenzji (klik!)

Lumene, CC Color Correcting Cream - kolejny przeciętniak w zestawieniu. Lekko kryje, ładnie wyrównuje fakturę skóry, chowa rozszerzone pory, delikatnie nawilża. Nie wysusza, nie podrażnia wrażliwej skóry. Trwałość raczej średnia - znika parę godzin po aplikacji. Do wyboru mamy trzy odcienie. Miałam, rzecz jasna, najjaśniejszy (01 Light) i wpada on w róż. Nie odradzam, ani też nie polecam.


To na razie tyle. Gdybyście mieli jakieś pytania odnośnie recenzowanych produktów, piszcie śmiało w komentarzach. Postaram się na nie odpowiedzieć. Tymczasem trzymajcie się;) Ściskam!
quench



środa, 6 sierpnia 2014

MAC Face and Body Foundation - podkład do twarzy i do ciała

Dzisiaj o produkcie, do którego zabierałam się jak przysłowiowy pies do jeża. Rozsławiony zarówno w blogsferze, jak i wśród profesjonalistów, MAC Face and Body Foundation, bardzo długo nie mógł znaleść drogi do mojej kosmetyczki. Przyczyn jest kilka: po pierwsze nie przepadam za marką MAC. Używałam ich cieni, paint potów, podkładów, pędzli, pomadek i nic na dłuższą metę nie podbiło mojego serca; jakość jest w miarę dobra aczkolwiek w wielu przypadkach nieadekwatna do ceny, do tego jeszcze ograniczona dostępność... Po drugie dziwne pojemności podkładu: 120 ml i 50 ml. Pierwszej ilości sama nigdy bym nie zużyła (mam małą twarz, więc do pełnego makijażu wystarcza mi maksymalnie pompka produktu), a zakup mniejszego opakowania jest nieopłacalany, gdyż kosztuje prawie tyle co wielka butla (gdzie tu logika?)... Po trzecie opinie o tym, że produkt w ogóle nie kryje i bliżej mu do kremu tonującego niż podkładu:P

No dobra, co więc się stało, że podkład trafił do mych rąk? Zwykły przypadek. Chciałam kupić  podkład Bobbi Brown Long Wear Even Finish Foundation w odcieniu 0 Porcelain bądź 00 Alabaster, bo wzdycham do niego już od roku, ale kiedy w końcu zdarzyła się okazja, to w Douglasie nie było żadnego z tych odcieni (pfff! gratulacje). Obrażona na cały świat udałam się do MAC-a by tam poszukać pocieszenia (przypominam że na Sephorę wciąż się gniewam). Nie zastanwiając się specjalnie długo, zakupiłam 50 ml butelkę F&B. Wiem, rozum mi odjęło ale cóż:P

Opakowanie

Urodą nie grzeszy. Zwykła butelka z miękkiego tworzywa. Brzydka, wyglądająca jak klej czy farbka. Do kufra profesjonalisty się nada, bo jest lekka i odporna na uszkodzenia, ale z całą pewnością ozdobą toaletki nie zostanie. Umówmy się więc, że opakowanie jest po prostu praktyczne.

MAC Face and Body Foundation

MAC Face and Body Foundation

MAC Face and Body Foundation


Konsystencja

Przedziwna. Niby bardzo rzadka, lejąca jak woda, co słychać kiedy wstrząsamy butelką. Pod wpływem ciepła skóry znacznie gęstnieje. Początkowo się przeraziłam, bo wcale nie wyglądało to dobrze: zaczynamy od wody, a po chwili mamy półprzezroczysty, klejący kisiel.

MAC Face and Body Foundation

MAC Face and Body Foundation


Efekt na skórze

Wszystko zależy od samej skóry. Nie jest to podkład do skóry tłustej, z rozszerzonymi porami, trądzikiem, czarnymi wągrami, naczynkowej, bo faktycznie nie kryje nic a nic. Chyba, że połączymy go z dobrym korektorem. W pierwszej chwili, kiedy go nakładałam, pomyślałam, ze wywaliłam w błoto 130 PLN, bo mazał się na skórze i w zasadzie byłoby to wszytko. Rzucałam więc przekleństawami (niejeden pracowik budowy by się zawstydził) i czekałam na cud... I cud się stał! Podkład wtopił się w skórę, ujednolicił jej koloryt oraz wygładził fakturę. To co widziałam w lusterku, to wciąż była moja skóra, tylko, że lepsza. A przecież o to chodzi w makijażu.
Podkład nie podkreślił mi rozszerzonych porów ani suchych skórek, ale zaznaczam, że nakładam go na skórę nawilżoną i ogólnie w dobrej kondycji. Przy skórze problematycznej, przesuszonej bądź w drugą stronę - przetłuszczonej, spodziewam się, że zaczęłby się schody.
Tak, jak pisałam, podkład wygładza, ujednolica koloryt, dodaje blasku i witalności skórze. W ciagu dnia nieznacznie oksyduje, ale nie spływa ani się nie ściera. Ładnie utrzymuje róż, brązer czy rozświetlacz. Tylko podkreślam- on nic a nic nie kryje. Krycie niby można budować, ale według mnie nie jest to łatwe, bo podkład jest lekko lepki i pozbawiony poślizgu. Co więcej, w efekcie i tak maksymalnie otrzymamy krycie średnie, tak więc nie wiem, czy gra jest warta świeczki. Gdybym więc miała do czegoś porównać ten podkład, byłby to krem tonujący o przedłużonej trwałości.

MAC Face and Body Foundation


Kolorystyka

Całkiem przyzwoita.
Mój odcień to C1, czyli najjaśniejszy z gamy ciepłej. W zimę może być za ciemny, ale na lato jest w sam raz.

MAC Face and Body Foundation, c1

MAC Face and Body Foundation


Zapach

Znośny. Nie śmierdzi tak, jak Matchmaster czy Studio Fix, niemniej też nie pachnie ładnie.

Wpływ na skórę, alergie

Nie zapchał mnie ani nie uczulił, nie spowodował ściągnięcia skóry. Najwyraźniej jest obojętny dla mojej cery.

Dostępność

Salony MAC a także internetowy sklep firmowy oraz internetowy sklep Douglasa. To ostatnie szczególnie polecam, jeśli mamy kody zniżkowe - kosmetyk może być wtedy tańszy niż w samym salonie MAC. Allegro nie polecam - bardzo łatwo natrafić na podróbkę!

Cena
50 ml - 126 PLN, 120 ml - 148 PLN.

Podsumowanie

Mam duży dylemat z tym podkładem. Z jednej strony spełnia obietnice producenta, bo kryje delikatnie, daje satynowe wykończenie i jest trwały, z drugiej - czy owy efekt jest czymś niespotykanym na rynku kosmetycznym? Czy inny podkład, tudzież bb krem, nie dałby mi tego samego, za znacznie niższą cenę? W przeliczniu na ml może cena nie jest tak zatrważająca, ale na litość boską, przeciętny konsument będzie 120 ml butelkę wykańczał latami:P Osobiście skłaniam się ku opcji, że jeśli kupować ten produkt, to tylko na spółkę z innymi osobami (chyba że jesteście pewni, że produkt wykorzytacie do ostatniej kropelki), w innym przypadku jest to najzwyklej w świecie nieopłacalne. Zagrywka z ceną 126 zł za 50 ml jest moim zdaniem nie fair wobec klienta, ale najwyraźniej polityka MAC nie pozwala na wypuszczenie na rynek podkładu który kosztowałby poniżej 100 PLN :P

niedziela, 27 lipca 2014

Marketing, woda z mózgu i Tangle Teezer

Tangle Teezer... Kto z Was nie słyszał o "rewolucyjnej" szczotce do włosów, pozwalającej na bezbolesne i szybkie rozczesywanie włosów? Chyba nikt. Tangle Teezer szturmem podbił rynek; na blogach aż się roiło od pełnych zachwytów recenzji. Niemal każda włosomaniaczka postawiła sobie za punkt honoru zdobycie magicznego czesadła.



Osobiście wyszłam z założenia, że wydanie ponad 40 PLN na kawałek plastiku jest pomysłem szalonym. I w dalszym ciągu tak twierdzę. Swój egzemplarz nabyłam po niższej cenie, w sumie tylko po to, by zobaczyć o co chodzi w tej powszechnej szczotkowej histerii:P

Tangle Teezer. Wybaczcie proszę zalegające kłaki:)

Tangle Teezer

I znowu się przekonałam, że nic skuteczniej nas nie odmóżdża, jak sprytna reklama. Bo wierzcie mi, Tangle Teezer nie jest czymś niezykłym. Pomimo mistycznej otoczki, to wciąż zwykła, plastikowa szczotka o gęstych ząbkach. I tyle w temacie. Nie zauważyłam przełomu w rozczesywaniu swoich gęstych włosów; wciąż wolę zwykły grzebień za 5 zł. Do masażu skóry głowy też jest trochę zbyt twarda. No cóż...
Nie zamierzam szukać w niej jakichś bzdurnych plusów, w stylu "jej ergonomiczny kształt sprawia, że nie przeszkadzają mi pierścionki na palcach", czy coś takiego. Ot, zwykła szczotka, z niezłą reklamą w postaci zachwytu, tudzież czci blogerek.

Tangle Teezer

Jako osoba pragmatyczna, znalazłam dla plastikowej rewolucji zastosowanie - czeszę nią kota. Kot wydaje się zadowolny:

Tangle Teezer kontra Comax;-)

sobota, 12 lipca 2014

Shiseido Sheer and Perfect Foundation - podkład rozświetlający

Dzisiaj o podkładzie, który nie do końca się u mnie sprawdza i pomimo obiecujących początków, najprawdopodobniej pójdzie w odstawkę. Mowa o Shiseido Sheer and Perfect Foundation.

Shiseido Sheer and Perfect Foundation

Jak wicie lubię podkłady rzadkie, lekkie, średnio kryjące i rozświetlające. Nie lubię produktów maksymalnie kryjących i matujących, bo te nie dość że wyglądają na mojej twarzy nieestetycznie ciężko, to mają tendencję do warzenia się i spływania.
Sheer Perfection skusił mnie obietnicą delikatnego korygowania niedoskonałości, nawilżeniem i rozpromienieniem cery:

"Lekki podkład w płynie, który wyrównuje koloryt skóry i nadaje cerze zdrowy, promienny wygląd. Ultralekkie wykończenie utrzymuje się przez cały dzień. Ma właściwości pielęgnacyjne zapobiegające zmianom wywołującym nierówną karnację. Nawilża skórę nie zatyka porów.
Podkład zawiera beztłuszczową formułę, dzięki czemu skóra nie świeci się i wygląda świeżo przez cały dzień. "



Opakowanie


Proste, malutkie, wręcz minimalistyczne. Nieco podobne do Perfect Refining. Prostokątna tubka posiada 'dzióbek', co ułatwia dozowanie podkładu.

Shiseido Sheer and Perfect Foundation

Shiseido Sheer and Perfect Foundation

Shiseido Sheer and Perfect Foundation

Shiseido Sheer and Perfect Foundation

Konsystencja

Bardzo, bardzo lekka, wręcz wodnista. Przypomina mi nieco Chanel Vitalumiere Aqua. Trzeba uważać przy aplikacji, by nie zalać niczego podkładem. Zwolenniczki podkładów kremowych - to nie jest kosmetyk dla Was!:-)


Shiseido Sheer and Perfect Foundation

Efekt na skórze

I tutaj pies pogrzebany. Efekt jest po prostu nieprzewidywalny. Jedego dnia podkład wygląda fenomenalnie, innego beznadziejnie. Krycie jest delikatne, bliższe kremom tonującym niż typowym podkładom, a wykonczenie satynowe, wręcz świetliste. Wszystko jest w porządku, kiedy podkład trzyma się na skórze cały dzień, gorzej - kiedy z nieznanych przyczyn zaczyna oksydować, tłuścić, warzyć, włazić w pory, zmarszczki, wynajdować strupki, suche skórki, grudki, pryszczyki i inne mankamenty skóry. Nie odkryłam, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy; czy jest wrażliwy na krem do twarzy, tonik, czy puder wykończeniowy. Faktem jest, że nie jest to produkt na którym można polegać w każdej sytuacji.
Podkład nie wysusza skóry, a lekko ją nawilża. Nie zapycha i nie uczula nawet mojej wrażliwej cery. Posiada filtr przeciwsłoneczny SPF 18.

Kolory

Producent wypuścił na rynek 18 kolorów, z czego ledwie garstka  dotarła do Polski (na stronie internetowej Douglasa jest ich 'aż' 7!). Tradycyjnie dla Shiseido kolorytyka podzielona jest na odcienie neutralne (I), ciepłe (O) i chłodne (B). Przy wyborze koloru trzeba pamiętać, że podkład oksyduje w ciągu dnia o mniej więcej jeden ton.

Shiseido Sheer and Perfect Foundation I00 very light ivory

Shiseido Sheer and Perfect Foundation I00 - wyżej świeży podkład, niżej podkład który uległ oksydacji

Shiseido Sheer and Perfect Foundation - tabela kolorów


Skład

Skład nie powala. Silikony, alkohol, a na końcu wyciąg z peonii:


Shiseido Sheer and Perfect Foundation


Dostępność i cena

Perfumerie Douglas oraz Sephora (około 150 zł) i perfumerie internetowe (tutaj ceny oscylują w granicach 90-100 zł).

Podsumowanie

Bardzo przeciętny podkład o mocno wygórowanej cenie. Polecić mogę jedynie zwolenniczkom bardzo naturalnego, delikatnego makijażu, które nie oczekują od fluidów krycia czy trwałości... Osobiście jestem rozczarowna tym produktem i używam go jedynie w połączeniu z Perfect Refining Foundation. Jeśli macie na niego ochotę, to stanowczo odradzam zakupy w ciemno - testy próbek obowiązkowe:-)

niedziela, 15 czerwca 2014

Shu Uemura The Lightbulb Foundation - podkład rozświetlający

Dzisiaj o cholernie drogim podkładzie (na szczęście mam go z wizażowej wymiany), do którego podchodziłam milion razy dając mu "kolejną szansę" i który ostatecznie u mnie się nie spradził. Co więcej, nadaję mu szlachetne miano Bubla Ostatniego Półrocza. Panie i Panowie, przed Wami The Lightbulb Foundation!

Shu Uemura The Lightbulb Foundation

Shu Uemura The Lightbulb Foundation


Obietnice producenta

Skrótowo:

Wiedza Shu Uemury o technologii oleo, kompleksie nadającym wielowymiarowego blasku i stopniowego połączeniu olejków umożliwia nowy sposób na wysokie krycie połączone z naturalnym blaskiem. 


Na stronie producenta znajdziecie cały wywód odnośnie rozświetlających właściwości podkładu i jego genialnego krycia. Miliony obrazków przedstawiających techniki nakładania produktu, jego fantastyczne efekty i bla, bla, bla. Jest nawet film instruktażowy. Muszę przyznać, że reklama robi wrażenie.

Tylko obietnice obietnicami a reklama reklamą. Rzeczywistość już nie maluje się tak pięknie i świetliście...

Opakowanie

Szklana butelka z pompką i precyzyjnym dozownikiem (pompką). Buteleczka jest mała, schludna, bez niepotrzebnych udziwnień.


Shu Uemura The Lightbulb Foundation

Shu Uemura The Lightbulb Foundation


Shu Uemura The Lightbulb Foundation


Konsystecja

Lekka, delikatna i kremowa. 

Shu Uemura The Lightbulb Foundation


Efekty na skórze

Podkład nanosiłam na twarz palcami, jajkiem bb, tradycyjną lateksową gąbką do makijażu, różnymi pędzlami: flat topem i kabuki od EDM, Haukuro H54, Glam Brush T2, nawet jakimś pędzlem z Eco Tools. Oryginalnej gąbki co prawda nie posiadam, ale bez przesady. Po co mi podkład, który do nałożenia wymaga jakiegoś nadzwyczjnego sprzętu?:P Niemniej nigdy nie udało mi się uzyskać zadowalających rezultatów. Podkład niby ładnie kryje, niby jest plastyczny i fajnie rozprowadza się na twarzy, faktycznie daje fantastyczny poblask zdrowej i wypoczętej cery ale... nie zastyga na buzi i migruje po niej w dowolny sposób. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z produktem, który nawet wiele godzin po aplikacji wciąż był plastyczny i w żaden sposób się nie utrwalił. Produkt już parę minut po aplikacji mocno włazi w zmarczki mimiczne, albo osiada w rozszerzonych porach, skórkach, gromadzi się przy skrzydełkach nosa czy wszelakich załamaniach skóry. Nie chciał utrwalić się ani pudrem bambusowym, ani pudrem HD z Inglota czy też Stay Mattem z Rimmela. W ciągu dnia przecierał się na twarzy, spływał z nosa i po paru godzinach domagał się poprawek. Być może jakaś fajna baza pod podkład uratowałaby sytuację, ale przyznam szczerze, że wizja "krem+baza+podkład+puder wykończeniowy" to dla mnie trochę za wiele:P
Krycie podkładu jest bardzo przyzwoite; produkt ładnie chowa przebarwienia, niewielkie zmiany trądzikowe i naczynkowe. Z dorodnymi kufonami sobie nie poradzi ale nie należy mieć o to pretensji. To podkład, a nie korektor. 
Wykończenie, tak jak wspominałam, jest satynowe, bardzo świetliste, wręcz "mokre". Dla mnie nawet za świetliste :P Zadowoli na pewno fanki bb kremów.

Kolorystyka 

Bogata. Znajdziemy tutaj odcienie różowe, beżowe i żółte.

Shu Uemura The Lightbulb Foundation  - paleta kolorów


W wyborze odcienia pomocna może być wyszukiwarka odcienia dostępna na amerykańskiej stronie producenta (klik!):

Wyszukiwarka odcienia

Odcień jaki posiadam to 774 light beige. Jest to jasny beż z mocno żółtym (a wręcz lekko pomarańczowym podtonem). Swatch poniżej:

Shu Uemura The Lightbulb Foundation 774 light beige

 
Zapychanie, uczulanie

Podkład mnie nie zapchał, ale mam wrażenie że lekko męczył cerę. Po zmyciu skóra była poszarzała, jakby niedotlenionia. Żadnych objawów uczulenia, czy zaostrzenia AZS nie zaobserwowałam.

Cena i dostepność

Wysoka. Oscyluje w granicach 50-75$ za 27 ml, co moim zdaniem jest kwotą bardzo wygórwaną biorąc pod uwagę jakość produktu. Naprawdę, gdybym kupiła ten podkład za własne pieniądze, to byłabym za pewne wściekła na siebie :P Dostępność w PL bardzo marna. Stacjonarnie go nie uświadczymy; podkład można zamówić jedynie przez internet.

Podsumowanie

Marny podkład za bardzo duże pieniądze. Z rozświetlających podkładów/bb kremów dużo lepiej radzą sobie podkłady Shiseido, Guerlain czy choćby bb kremy Missha. Wiadomo - dobór podkładu to kwestia bardzo indywidualna, niemniej The Lightbulb bardzo mnie rozczarował i zdecydowanie odradzam zakup podkładu bez jego wcześniejszych testów.