piątek, 6 grudnia 2013

Catrice Camouflage Cream - podkład korygujący w kremie

Korektory i kamuflaże nigdy nie były moją bajką. Aby ujednolicić kolor skóry zwykle wystarcza mi podkład, więc nie miałam nawet potrzeby posiadania w kosmetyczce dodatkowych mazideł kryjących. Latem naczytałam się jednak na wizażu.pl (a gdzieżby indziej:P) bardzo pochlebnych recenzji na temat kamuflażu marki Catrice i postanowiłam, że wypróbuję owego "czarodzieja".


Catrice Camouflage Cream

źródło


Pomimo jęków, że produkt jest trudno dostępny, nie miałam najmniejszych problemów z jego nabyciem. Ot, weszłam do pierwszej lepszej drogerii Natura in kamuflaż kupiłam:P Teraz tego oczywiście żałuję, bo może gdyby był niedostępny, to nie zasiliłby arsenału bubli w mojej kosmetyczce. Ale po kolei...

Kamuflaż zamknięty jest w zakręcanym słoiczku. Ani to fajne, ani praktyczne (o higienie już nie wspomnę), ale uzasadnione jego gęstą konsystencją. Inaczej się po prostu nie dało.

Catrice Camouflage Cream 010 Ivory

Catrice Camouflage Cream 010 Ivory


Kosmetyk rozprowadza się na skórze topornie. Słyszałam coś o rzekomej jego kremowości. Ja jej nie widzę. Dla mnie to bardziej gęsta pasta, która roztapia się nieco pod wpływem temperatury ciała, i tylko to pozwala jej jako tako rozetrzeć się na skórze. Po czym znowu tężeje i zaczyna wyglądać paskudnie. Krycia jej nie odmówię (paście, oczywiście), ale co z tego, jeśli jest widoczna na twarzy? Usiłowałam nakładać ją pod oczy, bo tam mam najwięcej do ukrycia. Efekt był obrzydliwy - pasta zostawiona sama sobie wlazła w zmarszczki i nawet najdrobniejsze załamania skóry, eksponując je do granic możliwości. Potraktowana pudrem wysuszyła się na wiór, przy okazji ściągając skórę. Na nosie, który z powodu pękniętych naczyń krwionośnych nie prezentuje się zbyt okazale, też się nie spisała. W pierwszym momencie coś tam ukryła, po czym spłynęła i znikła.  Skutecznie zapchać pory, o dziwo, jednak zdążyła. Brawo.
By nie dać tak szybko za wygraną próbowałam walczyć z nią na różne sposoby - nakładałam na skórę nakremowaną, przetartą tonikiem, to znowu saute i... klops! Zmieniałam sposób nakładania i narzędzia; posiłkowałam się pędzlem, gąbeczką, to znowu palcami i nadal było fatalnie...


Catrice Camouflage Cream 010 Ivory


Podsumowując, kolejny bublel od Catrice. Naprawdę, nie widzę żadnych zalet tego kamuflażu. Ani kolor, ani trwałość, ani wygląd na skórze, nawet opakowanie mnie nie urzekły. Przestanę chyba odwiedzać wizaż (a ściślej KWC), bo za jego sprawą gromadzę w domu cały arsenał badziewiastych kosmetyków, pffe!:P

2 komentarze:

  1. Miałam kupić ją na ostatniej promocji -40% Catrice w Hebe, była już jednak wykupiona. Teraz chyba nie żałuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. widocznie do Twojej cery się nie sprawdził. ja mam baaaardzo dużo do ukrycia i go uwielbiam bo jako jedyny ma odpowiedni kolor, konsystencję i pięknie zakrywa mi wszystkie czerwone plamy. sprawdza się i na podkład i zupełnie bez - kiedy mam skórę w lepszej kondycji zakrywam niedoskonałości korektorem i pudruję sypkim pudrem. znam zresztą mnóstwo dziewczyn które go ubóstwiają. warto dać mu szansę, szczególnie, że kosztuje grosze w porównaniu z korektorem ArtDeco. ;]

    OdpowiedzUsuń