niedziela, 20 października 2013

Iwostin, Correctin Capillin, Fluid wzmacniający trwale kryjący dla skóry naczynkowej SPF 30

O podkładach Iwostinu zrobiło się głośno parę miesięcy temu, kiedy to zaczęły zbierać bardzo pozytywne recenzje na portalu Wizaż.pl. Czaiłam się na nie długo; z jednej strony chciałam wypróbować nowość, z drugiej, po negatywnych doświadczeniach z podkładem La Roche, niekoniecznie chciałam wzbogacać kolekcję fluidów - niewypałów. Z przyczyn mi niewiadomych, nigdzie nie mogłam też zdobyć próbek mazidła:P W końcu, przy wizycie w jednej z aptek, nie wytrzymałam i podkład kupiłam (wersja do skóry naczynkowej). Bardziej z czystej ciekawości, niż z realnej potrzeby. Cóż, tak w życiu każdego Próżniaka bywa...

Iwostin, Correctin Capillin, Fluid wzmacniający trwale kryjący dla skóry naczynkowej SPF 30


Podkład zamknięto w małej, zgrabnej tubeczce wykonanej z miękkiego plastiku. Plastik jest matowy, więc uwielbia zbierać wszelakie zanieczyszczenia z paluchów (takie info dla maniaków czystości). Tuba zakończona jest spiczastym dzióbkiem, który ułatwia dozowanie i aplikację kosmetyku.

Iwostin, Correctin Capillin, Fluid wzmacniający trwale kryjący dla skóry naczynkowej SPF 30

Iwostin, Correctin Capillin, Fluid wzmacniający trwale kryjący dla skóry naczynkowej SPF 30


A jak prezentuje się zawartość? Cóż - idealnie pasują mi tu słowa zaczerpnięte z pewnej popularnej (?) pieśni zespołu Sweet Noise: "Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz, Dzisiaj mnie pragniesz, jutro się wstydzisz".  Tak, tak. Correctin Capillan jest tym dziwnym tworem, który raz na skórze wygląda bardzo dobrze, a już następnego dnia ludzie Cię informują, że do Halloween zostało dużo czasu i idź straszyć gdzie indziej:P Ale do rzeczy:
Podkład jest gęsty, rozprowadza się topornie, ma zadziwiającą tendencję do plackowania i ogólnego nieskoordynowanego szpachlowania twarzy. Nie potrafię go równomiernie rozprowadzić paluchami, co jest wręcz fenomenem. Całość zawsze, ale to zawsze muszę doprowadzić do porządku za pomocą gąbeczki, pędzla i wacików.
Jak już uporam się z nałożeniem mazidła (teraz sobie uświadomiłam, że przypomina mi roztopioną plastelinę), otrzymujemy:
a) pięknie ujednoliconą skórę, z wyrównaną fakturą, schowanymi mankamentami typu rozszerzone pory, pryszcze, blizny, przebarwienia;
b) piękną, niemal odstającą maskę i ogólny wygląd a'la spocona lampucera, która nie ma w domu lustra.
Do tej pory nie wiem, od czego zależy wynik ostateczny pracy z tym podkładem; czy od nawilżenia skóry oraz ogólnej jej kondycji, ilości i techniki nakładania podkładu, tego co nakładamy na niego celem utrwalenia, czy może panujących warunków atmosferycznych. Po prostu nie wiem:P
Faktem jest, że podkład jest nieprzewidywalny, trudny w obsłudze i samo to już mnie zniechęca.
O wzmacnianiu naczyń i gaszeniu rumieńca nie wypowiem się, bo kosmetyku używam dość nieregularnie. Osobiście jednak nie wierzę w takie cuda.

Jeśli chodzi o gamę kolorystyczną, to nie jest ona jakoś szczególnie rozbudowana. Mamy do wyboru trzy odcienie: jasny, naturalny i ciepły beż. Wybrałam odcień najjaśniejszy, a więc "jasny".

Iwostin, Correctin Capillin, Fluid wzmacniający trwale kryjący dla skóry naczynkowej SPF 30, odcień "jasny"

Iwostin, Correctin Capillin, Fluid wzmacniający trwale kryjący dla skóry naczynkowej SPF 30, odcień "jasny"


Podsumowując, podkład Iwostinu w ogóle nie przypadł mi do gustu. Sprawdziła się zasada, że co odpowiada wielu, niekoniecznie może pasować mojej skórze, która jest kapryśna i wymagająca (w sumie to moja skóra, więc nic dziwnego, że taka jest).  Przed zakupem zachęcam Was do zdobycia próbki, bo można się bardzo rozczarować.

Nowość - Catrice All Matt Plus Shine Control Make Up

Na odświeżoną wersję podkładu Catrice Infinite Matt polowałam już od dawna.Wszystko przez producenta, który obiecywał, że All Matt będzie jaśniejszy, trwalszy oraz gwarantujący bardziej naturalne wykończenie niż poprzednik. Kiedy więc podkład pojawił się w drogeriach, bez zbędnych ceregieli weszłam w jego posiadanie.



Nabyłam, rzecz jasna, najjaśniejszy oferowany odcień, czyli 010 light beige.

Catrice All Matt Plus Shine Control Make Up

Catrice All Matt Plus Shine Control Make Up


Podkład, podobnie jak starszy brat, zamknięty jest w szklanej butli z pompką. Producent  nie wysilił się w najmniejszym stopniu - opakowanie wygląda niemal identycznie jak u poprzednika. Czyli mleczne, półprzezroczyste szkło, plus czarna pompka i czarny korek zabezpieczający pompkę. Widać tutaj niemieckie, praktyczne myślenie - po co zmieniać coś, co jest bardzo dobre:)
Pompkę można odkręcić, więc gdyby się zepsuła, nie trzeba butli rozbijać, tudzież opracowywać szaleńczego planu wydobycia podkładu z jej wnętrza. Sama pompka wypluwa rozsądne ilości produktu, nic się nie rozlewa ani nie tryska na boki.
W ty miejscu dodam, że ktoś poszedł po rozum do głowy, i od razu zabezpieczył produkt przed tak zwanymi "macantami". Podkład fabrycznie zaklejony jest zabezpieczającą taśmą, więc osobnicy cierpiący na zaburzenia psychiki, polegające na wkładaniu paluchów tam gdzie im nie wolno (he, he, he), mają utrudnione zadanie. Ogromnie mnie to cieszy - nienawidzę kupować produktów, w których ktoś wcześniej gmerał brudnymi łapskami:P

Fluid ma delikatną, maślaną konsystencję. Nie jest rzadki (tak jak lubię), ale ze względu na swoistą miękkość, bajecznie rozprowadza się na skórze. Nie wiem, jak ogromną niemotą trzeba być, by go nierównomiernie rozprowadzić i narobić sobie plam. Bardzo dobrze współpracuje z pędzlem do podkładu, jak i z gąbeczką, aczkolwiek najwygodniej operuje mi się palcami.

Catrice All Matt Plus Shine Control Make Up, 010 Light Beige


Podkład ma średnie krycie, ale ładnie "rozmazuje" zaczerwienienia, niewielkie syfki czy przebarwienia. Pięknie ujednolica teksturę skóry; pory i zmarszczki nie rzucają się w oczy, a suche skórki nie są wyeksponowane.
Wykończenie podkładu jest półmatowe, skóra nie wygląda na porytą tynkiem,  jest raczej aksamitna. Trochę mnie to zdziwiło, bo po All Matt w nazwie, spodziewałam się płaskiego, suchego matu, a nie czegoś, co jakby nie patrzeć, przypomina zdrową, naturalną skórę człowieka.
Trwałość nie budzi moich zastrzeżeń - przypudrowany podkład wytrzymał u mnie 21 godzinny maraton (czytaj: browarowanie przez pół nocy plus obcieranie facjaty o poduszkę, bo leniłam się zmyć makijaż. Po przebudzeniu podkład był tam gdzie być powinien - to jest na twarzy, a nie na poduszce i narzeczonym, którego traktuję jak drugą, zapasową poduszkę).
Teraz parę słów o gamie kolorystycznej. Tak jak pisałam, przedmiotem mojego zainteresowania jest odcień 010 light beige. Podobno odcień ten jest nieco jaśniejszy, niż w poprzedniej wersji. I być może jest to prawda. Tak czy siak, light beige to jasny beż. Żadna tam porcelana, czy alabaster tudzież coś, co u osób czekających na objawienie w postaci baaardzo jasnego podkładu, może wywołać pisk zachwytu. Niemcy wykazali się dobrym smakiem, inteligencją oraz prawidłowym weryfikowaniem barw, i coś co jest beżowe nazwali beżem. A z doświadczenia wiem, że producenci cierpią na masowy daltonizm przemieszany z krętactwem (np. nazywając brązowawą maź odcieniem alabastrowym). Tym większy szacunek dla Catrice.
 010 jest dla mnie trochę za ciemne, ale póki co dzielnie go używam. Nie przeszkadza mi nawet jego lekka oksydacja w ciągu dnia. Albo wmawiam sobie , że mi nie przeszkadza...


Catrice All Matt Plus Shine Control Make Up, 010 Light Beige


Catrice All Matt Plus Shine Control Make Up, 010 Light Beige

Podkład mnie nie zapchał, nie uczulił, ani w żaden inny widoczny sposób nie zaszkodził skórze. Aktualnie to mój kosmetyczny ulubieniec.

sobota, 19 października 2013

Nowość - Maybelline NY Affinimat (podkład matujący)

Maybelline odświeżyło nieco ofertę podkładów i wypuściło na rynek nowość - podkład matujący Affinimat. Szczerze mówiąc premiera przebiegła po cichu - nie widziałam wcześniej żadnych zapowiedzi ani reklam. Próżno też szukać w internecie dodatkowych informacji - mało zdjęć, recenzji wstępnych brak. O dziwo, nawet na polskiej stronie producenta, nie ma nawet wzmianki o nowym produkcie o_O
By zapełnić pustkę w eterze, postanowiłam heroicznie podkład kupić i podzielić się z Wami pierwszymi wrażeniami.

Od producenta (wygrzebane w jakże niezawodnym portalu wizaż.pl):

"Podkład Affinimat Maybelline łączy w sobie dwie najważniejsze cechy podkładów - matuje i dopasowuje się do odcienia skóry. Bazuje na sile absorbujących "mikrogąbeczek", które natychmiast wchłaniają nadmiar sebum, co zapewnia 100% efektu matowej skóry oraz, jak pozostałe podkłady z gamy Affinitone, idealnie stapia się z odcieniem oraz strukturą skóry, gwarantując perfekcyjne i matowe wykończenie makijażu. Dostępny w 8 odcieniach.
Dostępny w wersji matującej dla skóry tłustej i mieszanej oraz w wersji delikatnie rozświetlającej dedykowanej wszystkim typom skóry."


Podkład zamknięty jest w miękkiej, plastikowej tubie. Lepsza byłaby butelka z pompką, bo podkład jest wodnisty i lejący. Przy aplikacji podkładu trzeba uważać, bo kosmetyk wylewa się z tuby w sposób nieskoordynowany i łatwo upaprać wszystko dookoła. Sama tubka też urodą nie grzeszy - niby czarna, niby zgrabna, a jednak mam nieodparte wrażenie, że producent chciał na opakowaniu zaoszczędzić:P

Jeśli chodzi o właściwości podkładu, to są bardzo podobne do Affinitone. Czyli średnie krycie, średnia trwałość, tendencja do włażenia w pory i podkreślanie suchych skórek. W odróżnieniu od starszego brata, Affinimat nie jest aż tak suchy, złagodzono tutaj swoistą "tynkowość" na którą skarżyły się posiadaczki poprzednika. Nie zasycha też w tak ekspresowym tempie, więc przez chwilę można dokonać poprawek makijażu. Podkład całkiem nieźle matowi skórę, ale nie jest to efekt długotrwały (max.5-6h przy potraktowaniu bambusem). 
Dostępne kolory nie są odkrywcze i mam wrażenie że są wierną kopią kolorów Affinitone. Kupiłam najjaśniejszy dostępny odcień 02 Light Porcelain:


Ze wstępnych wrażeń byłoby na tyle. Podkład to typowy średniak, na pewno niczym nie powala i świata nie zwojuje. Odnoszę wrażenie, że producent wypuścił go jakby "z braku laku" - wypadałoby wprowadzić na rynek coś nowego, ale że koncepcji brak, to odgrzano stare kluchy.
Na zakończenie jeszcze skład:
W pierwszej chwili myślałam, że skład jest identyczny jak w Affinitone, ale mysliłam się. Jest uboższy,  a wysoko w składzie znajdziemy denaturacik. Nie polecam więc wrażliwcom, bo nie dość że może taką skórę wysuszyć na wiór, to jeszcze dodatkowo podrażni.

sobota, 12 października 2013

Post na życzenie - porównanie podkładów

Na życzenie czytelniczki Karmy (pozdrowienia!), wklejam porównanie dwóch podkładów: Rimmela Match Perfection w odcieniu 010 oraz L'Oreal True Match (wersja US) w odcieniu W1.
Karma, odcienie są porównywalnie jasne, ale różnią się tonacją - W1 jest ciepłe, natomiast Rimmel jest chłodny; obecnie go w ogóle nie używam, gdyż mnie "świnkuje".







Nie wiem, jak się ma wersja amerykańska L'Oreala do wersji dostępnej w naszych drogeriach; podejrzewam, że True Match europejski może być ciemniejszy i bardziej pomarańczowy.

Mam nadzieję, że zestawienie jest pomocne:) Pozdrawiam!