sobota, 2 lutego 2013

Łojotokowe zapalenie skóry part I

Tak jak już Wam pisałam (a raczej żaliłam się), miesiąc temu zdiagnozowano u mnie łojotokowe zapalenie skóry. Choroba zmusiła mnie do odstawienia większości kosmetyków kolorowych oraz totalnej zmiany kosmetyków pielęgnacyjnych. No i oczywiście samego podejścia do mojej skóry...
Jak sytuacja wygląda po miesiącu? Stan określiłabym jako akceptowalny, i to wcale, a wcale, mnie nie cieszy. Pomimo stosowania sterydów, leków immunomodulujących, leków antyalergicznych, maści robionych itp. swędzące syfy nadal mam. Przyznam, że jestem zła i rozczarowana, bo spodziewałam się szybkiego pozbycia tego dziadostwa, a póki co, końca leczenia nie widać. Kurację w zasadzie powinnam już zakończyć, ale wystarczy dzień bez zalecanej maści, a mogę  robić za zombie. Oczywiście jestem zapisana na kolejną wizytę u dermatologa, ale muszę na nią swoje odczekać (nadmienię, że konsultacja odbywa się poza NFZ, czyli prywatnie - do czego to dochodzi, by płacąc składki na ubezpieczenie zdrowotne i mając wykupioną polisę, czekać na lekarza 1,5 miesiąca?!).
Wolę już swoje stare AZS niż to to. AZS miałam na ciele, a w zasadzie na udach, natomiast ŁZS zlokalizowało się wokół nosa i ust. Swędzi, swędzi, brzydko wygląda (delikatnie mówiąc), jest uparte i za cholerę nie chce zniknąć.
Od wczoraj zaczęłam własny eksperyment i nowe wykwity traktuję już nie Locoid'em i Protopic'iem, a kwasem glikolowym. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Ciekawą przygodę miałam zaś z tabletkami antyalergicznymi. Dermatolog przypisał mi Xyzal. Na AZS zawsze brałam Telfast oraz polski odpowiednik Telfexo; rzeczony Xyzal był dla mnie nowością. Pierwsze dni totalna huśtawka energii - ot totalnego zamulenia, po ADHD (głównie nocą, mówiąc ściśle - nie mogłam spać). Do tego doszło drętwienie nóg. A w zasadzie nogi prawej. Oczywiście spanikowałam, bo stosując tabletki antykoncepcyjne, doszłam do wniosku, że może to początki zakrzepicy. Jak się okazało, zakrzepicy nie ma, a winę za drętwienie kończyny dolnej  ponosi pan Xyzal. Odstawiłam tabletki po dwóch tygodniach stosowania, i wróciłam do Telfastu. Różnicę w działaniu czuję - nic mi nie drętwieje, niemniej świąd zmian jest silniejszy.
I tak oto bujam się z moją skórą. Mam już tego dość. Tęsknię za czasami, kiedy miałam gładką buzię, bez paskudnych wykwitów... Ach, kiedy to było... Jak się dobrze zastanowić, to początki mojego ŁZS sięgają września.
Powoli też dojrzewam do tego, by zrobić gruntowny remanent w zbiorach kolorówki i puścić w świat swoje podkłady, róże itp. ŁZS jest niezaraźliwe (i tu właśnie jest pies pogrzebany, bo można jedynie sobie gdybać co je wywołuje. Tym samym leczenie jest niezwykle trudne, bo nie wiadomo, z czym tak naprawdę walczyć), a one leżą i się kurzą... Ehhh....



8 komentarzy:

  1. Współczuję. Jak byłam dzieckiem miałam ŁZS na twarzy, ale średnio to pamiętam. Natomiast ponad 4 lata temu zalęgło mi się na głowie. Leczona byłam baaaardzo długo i aktualnie mam stan "pod kontrolą", ale chwila nie uwagi i się pogarsza.
    Trzymam kciuki za szybką poprawę

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję, ja mam AZS i czasami mi na twarzy i placki wychodzą, "na szczęście" częściej na ciele. Ostatnio mi dermatolog Xyzal przepisała i po 2 tygodniach nie było już śladu.
    Ale mam niefajną przygodę z Panią "dermatolog" z mojego miasta. Pół roku mnie leczyła, hydrokortyzonem na ciało i silnymi sterydami na twarz. Byłam młoda, nic nie wiedziałam o tej chorobie, teraz mam piękną pamiątkę w postaci blizn.
    Może udaj się do innego lekarza?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj wymyłam głowę szamponem Selsun Blue i dostaję szału. Takiego łupieżu nie miałam nigdy:(
    Pod koniec lutego idę do innego dermatologa, niech spojrzy na moją twarz, może wymyśli coś lepszego niż poprzedni:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Do mycia- pomada ojca Grzegorza Boniderm. Do smarowania- Dermobon. Oba tej samej firmy. Mi pomogło. Kupisz w zielarskich lub przez internet.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu, dziękuję. Wypróbuję na pewno, bo dzisiaj mam zaostrzenie stanu. Plamy pojawiły się nawet pod oczami:( WTF?!

    OdpowiedzUsuń
  6. bidok :( ja na szczęście miałam tylko wykwity hormonalne przez połowę życia, doszłam z tym do ładu prawie. Ale moja ciężarna znajoma buja się teraz z azs i domyślam się, jakie to musi być męczące (łzs- na twarzy). Zdrowiej to takie słabe, ale konsultuj z innymi lekarzami (dodam że ja łaziłam po dermatologach, miziałam się śmierdzącymi syfami, łykałam tabsy, po których padłymi jelita, a dopiero ginekolog mi pomógł ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie wszystko właśnie zaczęło się od tabletek anty, które biorę ze względu na zespół policystycznych jajników. Podobno estrogeny mogą zaostrzać AZS, więc myślę że ŁZS też mogą wywoływać.

    OdpowiedzUsuń
  8. quench, szczerze Ci współczuję. Ostatnio ryczałam, bo wysypało mnie po Aleppo, ale te niedoskonałości w końcu znikną. Twoja sytuacja jest dużo gorsza, bo masz do czynienia z chorobą o nieznanym podłożu, która daje efekt uboczny w postaci swędzenia. Mam nadzieję, że dermatologowi szybko uda się postawić trafną diagnozę i dobrać właściwe leczenie. Ostatnio często się zastanawiałam, jak przebiega Twoja walka o zdrową cerę, bo ostatni wpis był bardzo niepokojący.

    OdpowiedzUsuń