środa, 27 lutego 2013

Hean High Definition Eyeshadow

Tak jak wspominałam, w ostatnim czasie moje zainteresowania kosmetyczne znacznie się zmieniły - podkłady, pudry, rozświetlacze i cały ów majdan poszły w odstawkę, a w ramach pocieszenia skupiłam się na makijażu oczu. Szybko okazało się, że moje zbiory kolorówki w tym zakresie są dość skromne. Posiadałam raptem paletę cieni The Balm i paletkę paskowych nudziaków Inglota. Czyli nic specjalnego. Postanowiłam więc uzupełnić niedobory i ruszyłam na łowy. I tu spotkało mnie rozczarowanie, bo nijak nie mogłam znaleźć paletki, która by mnie satysfakcjonowała. Nie chciałam czegoś dużego, zawierającego 20 cieni; poszukiwałam paletki małej, poręcznej, którą można śmiało wpakować w torebkę, porządnie napigmentowanej i w miarę niedrogiej. Inglot jakoś mnie nie pociągał, MAC jest aktualnie poza moim zasięgiem finansowym, w ofercie Kobo nie znalazłam odpowiadających mi kolorów, wszelakie Belle, Maybelliny i inne Rimmele rozczrowały mnie marną pigmentacją. Aż w końcu natrafiłam na stoisko Hean, w kórym to moją uwagę przyciągnęły cienie High Definition. Wielki 'boom' na nie panował jakoś latem, ale spłynęło to po mnie jak po kaczce. Teraz przełamałam się i zaopatrzyłam się w uniwersalną paletkę brązów (numer 408 Caffee Twist).
Trochę informacji od producenta:

"Intensywnie napigmentowane trwałe cienie do powiek. 

Źródło


Wysokie nasycenie cieni pigmentem gwarantuje optymalne odwzorowanie koloru na powiece. Aksamitnie miękkie i trwałe, dobrze przylegają do powieki. 


Źródło



A.cień bazowy rozjaśniający
B.cień dzienny
C.cień wieczorowy
D.cień tonujący efekt Smoky Eyes 

Zestaw cieni do aplikacji pacynką lub pędzlem". 

Źródło



Muszę przyznać, że producent nie kłamie (albo przynajmniej nie fantazjuje). Cienie są miękkie, trwałe, doskonale napigmentowane. Na bazie trzymają się cały dzień (osobiście używam bazy Kobo), bez niej wytrzymują około 8 godzin, co i tak uważam za wynik rewelacyjny. Doskonale się rozcierają, nie tworzą nieestetycznych placków ani prześwitów. Lekko się osypują przy nakładaniu, ale wystarczy  otrzepać pędzel przed aplikacją cienia i problem w zasadzie znika.
Nie podrażniły mi powiek, w ciągu dnia nie wyemigrowały do worka spojówkowego, nie rozniosły się też po całej twarzy. Nakładałam je  takżer na mokro -  jako eyeliner, i w tej roli również spisują się rewelacyjnie.
Opakowanie może urodą nie grzeszy, ale jest wytrzymałe - przeżyło upadek na kafelki i codzienne poniewieranie się w torbie:)

Hean, High Definition Eyeshadow, Caffee Twist

I swatch na łapie (twarz dalej wygląda niewyjściowo):

Hean, High Definition Eyeshadow, Caffee Twist

Jedyne czego żałuję, to tego, że cienie są tak marnie dostępne - chyba najwygodniej zamówić je przez internet, bo w sklepach stacjonarnych bardzo ciężko natrafić na pełną ofertę. 

środa, 20 lutego 2013

Skóro, why?

Byłam dzisiaj u dermatologa. Leczenie nie przynosi skutków, a moje łojotokowe zapalenie skóry ewoluowało niczym pokemon. I tak oto z łojotokowego zapalenia skóry uzyskałam okołoustne oraz okołooczne zapalenie skóry.
Ponieważ dotychczasowe miejscowe leczenie można o kant pupy rozbić, dermatolog zdecydowała się wytoczyć działa większego kalibru, czyli wdrożyć antybiotykoterapię doustną. Czekają mnie 3 miesiące romansu z Tetralysalem. Na skórę zaś idzie Rozex i Pimafucort. Zobaczymy czy nowa koncepcja leczenia coś wniesie.

Na dzień dzisiejszy moja facjata (na zdjęciach fragment facjaty, bo całość może działać wymiototwórczo) wygląda tak:




Widok nieszczególny, no ale cóż. Liczę na poprawę.

Ponieważ moja skóra wygląda jak wygląda, skupiam się na tym, co w twarzy wygląda jeszcze w miarę normalnie (hah!) i staram się to akcentować. Mowa o oczach. Ponieważ przez ostatnie dwa lata niespecjalnie interesowałam się makijażem oczu, moje zbiory cieniowo - tuszowe były dość skromne. Teraz staram się to trochę nadrobić. Weszłam w posiadanie kliku (niedrogich) paletek cieni, o których napiszę niebawem i kilku tuszy do rzęs. Badziewiastych jak jeden mąż. Ale o tym też wkrótce:)

sobota, 9 lutego 2013

Przegląd kremów do skóry dotkniętej AZS i ŁZS

Jako alergik, atopowiec i w ostatnim czasie łojotokowiec (lol!) w swoim życiu używałam wielu kremów do twarzy. Jedne były paskudne, podrażniające (jeśli na opakowaniu jest napisane hypoalergiczny, to wierzcie mi - wcale to nie oznacza, że krem nas nie uczuli!), inne zapychające a jeszcze inne całkiem przyzwoite. Poniżej macie mały przegląd dobroci, jakie gościły na mojej twarzy.


La Roche Posay, Toleriane Ultra




Niby lekki, ale solidnie natłuszczający skórę i w mniejszym stopniu nawilżający. Ładnie się wchłania, ale pozostawia tłustą warstewkę na skórze. Nie podrażnił mnie, nie uczulił, ale zapchał pory. Nie radzi sobie z nawilżaniem mocnych przesuszeń skóry. Nie polecam też nakładania na świeże, zaognione zmiany, bo wywołuje wtedy pieczenie.
Skład:

AQUA / WATER
ISOCETYL STEARATE
SQUALANE
BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER / SHEA BUTTER
DIMETHICONE
GLYCERIN
ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE
PENTYLENE GLYCOL
PEG-100 STEARATE
GLYCERYL STEARATE
CETYL ALCOHOL
DIMETHICONOL
SODIUM HYDROXIDE
ACETYL DIPEPTIDE-1 CETYL ESTER
ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER




La Roche Posay, Toleriane Riche





Bogatsza wersja wyżej wymienionej wersji. Nieco mocniej natłuszczająca, bardziej nawilżająca, ale też gęstsza i treściwsza. Ładnie uzupełnia niedobory lipidów, pomaga utrzymać wilgoć w naskórku. Niestety, zapycha.

Skład:


AQUA / WATER
ISOCETYL STEARATE
CYCLOPENTASILOXANE
SQUALANE
BUTYROSPERMUM PARKII / SHEA BUTTER
GLYCERIN
CETYL ALCOHOL
ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE
PENTYLENE GLYCOL
PEG-100 STEARATE
GLYCERYL STEARATE
DIMETHICONOL
SODIUM HYDROXIDE
CITRIC ACID
ETHYLHEXYLGLYCERIN
ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER


La Roche Posay Hydreane Riche





Lekki kremik, do stosowania zarówno na dzień, jak i na noc. Ładnie się wchłania, fajnie nawilża i lekko natłuszcza skórę, ale bez efektu smalcu. Nie zapycha. Niestety, podrażnił mnie i lekko uczulił. 

Skład:


AQUA / WATER
GLYCERIN
CETEARYL ALCOHOL
ISOHEXADECANE
GLYCERYL STEARATE
CYCLOHEXASILOXANE
CAPRYLIC/CAPRIC/SUCCINIC TRIGLYCERIDE
PETROLATUM
BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER / SHEA BUTTER
PEG-100 STEARATE
TOCOPHEROL
CHLORHEXIDINE DIGLUCONATE
POLYPHOSPHORYLCHOLINE GLYCOL ACRYLATE
CAPRYLYL GLYCOL
CETEARETH-20
CITRIC ACID
PARFUM / FRAGRANCE


La Roche Posay, Kerium DS




Na dzień dzisiejszy mój ulubiony krem do twarzy. Bardzo lekki, wodnisty, ale całkiem dobrze nawilżający i delikatnie natłuszczający. Razem z Protopic'iem pozwalają utrzymać skórę dostkniętą ŁZS w miarę akceptowalnym stanie. Pomógł mi uporać się z masakrą na twarzy, jaką zafundnował mi inny krem (AA do cery atopowej). Początkowo lekko mnie podrażniał, ale po paru dniach stosowania skóra się przyzwyczaiła i uspokoiła.


Skład:

AQUA / WATER
ISONONYL ISONONANOATE
GLYCERIN
DIMETHICONE
AMMONIUM POLYACRYLDIMETHYLTAURAMIDE / AMMONIUM POLYACRYLOYLDIMETHYL TAURATE
MYRISTYL MYRISTATE
STEARIC ACID
POTASSIUM CETYL PHOSPHATE
ZINC PCA
GLYCERYL STEARATE SE
SODIUM HYDROXIDE
PALMITIC ACID
DISODIUM EDTA
CAPRYLOYL GLYCINE
VITREOSCILLA FERMENT
CITRIC ACID
XANTHAN GUM
ACRYLATES COPOLYMER
SODIUM BENZOATE
PHENOXYETHANOL
PIROCTONE OLAMINE
PARFUM / FRAGRANCE




Iwostin Sensitia Zero krem kojący




Lekki, ładnie nawilżający i lekko natłuszczający krem ochronny. Fajnie się wchłania, likwiduje szorstkość i napięcie skóry. Niestety, zatkał mi pory i pogarszał (nie wiedzieć czemu) moje ŁZS. Zostawia lekki film na twarzy.

Skład: Aqua, Iwonowicz Aqua, Cetearyl Alcohol, Polysorbate 60, Betaglucan, Mineral Oil, Caprylic/Caoric Triglyceride, Vitis Vinifera Oil, Glycerin, Shea Butter, Dimethicone, Trimethylsiloxysilicate, Squalane, Glycerl Stearate, Biosacharide Gum, Triticum vulgare, Germ Extract, Saccharomyces Cerevisiae Extract, Sodium Hyaluronate, Pantenol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Tocopherol, Beta-Sistosterol, Squalene, Allantoin, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Disodium EDTA.



Pharmaceris Ultra - Sensilium




Tłustawy, porządnie nawilżający specyfik. Faktycznie - koi podrażnioną skórę i przyspiesza regenerację naskórka. Przy dłuższym stosowaniu może zapchać, więc polecam go jako kurację krótkoterminową . Nakładany na mocno zaognione zmiany może wywołać pieczenie, więc bez szaleństw:)

Skład: Aqua, Canola (Canola) Oil, Glycerin, Panthenol, Steareth-2, Steareth-21, Allantoin, Dimethicone, Stearic Acid, Shea Butter (Butyrospermum Parkii), Cetearyl Alcohol, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Methylparaben, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid





Pharmaceris Octopirox SPF15 





Przeznaczony do cery łojotokowej. Niby nawilżał i natłuszczał, ale jednocześnie mnie zapchał. W żaden sposób nie wpłynął na moje ŁZS; może nawet nasilał zmiany.  Nakładany na uwrażliwione partie skóry, wywoływał pieczenie.

Skład:
Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Potassium Cetyl Phosphate, Hydrogenated Decyl Olive Esters, Glycerin, Cetyl Alcohol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Sodium Polyacrylate, Ethylhexyl Triazone, Piroctone Olamine, Allantoin, Citric Acid, Chlor- -phenesin, Methylparaben.



AA Help Cera Atopowa, Krem nawilżający 0%




Krem, który doprowadził mnie do białej gorączki. Niby lekki, niby hipoalergiczny ale skutecznie zablokował pory, uczulił mnie na tyle, że zeszła mi skóra wokół oczu, a ŁZS rozsiało się na pół twarzy. Skutki używania tego cuda, przez tydzień leczyłam sterydami. 

Skład: Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Pentylene Glycol, Glycerin, Di-C12-13 Alkyl Malate, Myristyl Myristate, Arachidyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Squalane, Borago Officinalis Seed Oil, Cucurbita Pepo Seed Extract, Panthenol, Sodium Acrylate/ Sodium Acryloyldimethyl Taurate/ Copolymer, Isohexadecane, Behenyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Stearic Acid, Dimethicone, Arachidyl Glucoside, Allantoin, Caprylyl Glycol, Carbomer, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Polysorbate 80 .


Ziaja Med, Kuracja Lipidowa, Fizjoderm, krem na dzień/ na noc




Całkiem fajny krem. W miarę rzadki, lekki, skutecznie natłuszcza, troszkę gorzej nawilża. Zostawia tłustawy film, ale jest on w miarę akceptowalny. Nie uczulił mnie ani nie zapchał. Ładnie gasi rumień, likwiduje szorstkość naskórka, radzi sobie z suchymi skórkami. Stosowałam go w krytycznym momencie ŁZS i nie pogarszał stanu skóry.  Nakładany na zaognione zmiany skórne wywołuje pieczenie.

Skład: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Octyldodecanol, Glycerin, Hexyl Laurate, Macadamia Ternifolia Seed Oil,Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Oil, Squalane, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Hydrogenated Coco Glycerides, Hydrogenated Lecithin, C 12-16 Alcohols, Palmitic Acis, Ceramide 3, Ceramide 6II, Ceramide 1, Phytosphingosine, Cholesterol, Sodium Lauroyl Lactylate, Carbomer, Xanthan Gum, Stearyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Diazolidinyl Urea, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide.




Podsumowując, obecnie najbardziej odpowiada mi krem La Roche Kerium DS. Największym rozczarowaniem były zaś kremy Pharmaceris i krem AA (chociaż ten rewelacyjnie spisuje się w roli balsamu do rąk). Miło zaskoczyła mnie Ziaja - za śmieszne grosze dostajemy całkiem przyjemny produkt - aż mam ochotę sięgnąć po inne preparaty z tej serii, a w szczególności po balsam do ciała i krem naprawczy:)



sobota, 2 lutego 2013

Łojotokowe zapalenie skóry part I

Tak jak już Wam pisałam (a raczej żaliłam się), miesiąc temu zdiagnozowano u mnie łojotokowe zapalenie skóry. Choroba zmusiła mnie do odstawienia większości kosmetyków kolorowych oraz totalnej zmiany kosmetyków pielęgnacyjnych. No i oczywiście samego podejścia do mojej skóry...
Jak sytuacja wygląda po miesiącu? Stan określiłabym jako akceptowalny, i to wcale, a wcale, mnie nie cieszy. Pomimo stosowania sterydów, leków immunomodulujących, leków antyalergicznych, maści robionych itp. swędzące syfy nadal mam. Przyznam, że jestem zła i rozczarowana, bo spodziewałam się szybkiego pozbycia tego dziadostwa, a póki co, końca leczenia nie widać. Kurację w zasadzie powinnam już zakończyć, ale wystarczy dzień bez zalecanej maści, a mogę  robić za zombie. Oczywiście jestem zapisana na kolejną wizytę u dermatologa, ale muszę na nią swoje odczekać (nadmienię, że konsultacja odbywa się poza NFZ, czyli prywatnie - do czego to dochodzi, by płacąc składki na ubezpieczenie zdrowotne i mając wykupioną polisę, czekać na lekarza 1,5 miesiąca?!).
Wolę już swoje stare AZS niż to to. AZS miałam na ciele, a w zasadzie na udach, natomiast ŁZS zlokalizowało się wokół nosa i ust. Swędzi, swędzi, brzydko wygląda (delikatnie mówiąc), jest uparte i za cholerę nie chce zniknąć.
Od wczoraj zaczęłam własny eksperyment i nowe wykwity traktuję już nie Locoid'em i Protopic'iem, a kwasem glikolowym. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Ciekawą przygodę miałam zaś z tabletkami antyalergicznymi. Dermatolog przypisał mi Xyzal. Na AZS zawsze brałam Telfast oraz polski odpowiednik Telfexo; rzeczony Xyzal był dla mnie nowością. Pierwsze dni totalna huśtawka energii - ot totalnego zamulenia, po ADHD (głównie nocą, mówiąc ściśle - nie mogłam spać). Do tego doszło drętwienie nóg. A w zasadzie nogi prawej. Oczywiście spanikowałam, bo stosując tabletki antykoncepcyjne, doszłam do wniosku, że może to początki zakrzepicy. Jak się okazało, zakrzepicy nie ma, a winę za drętwienie kończyny dolnej  ponosi pan Xyzal. Odstawiłam tabletki po dwóch tygodniach stosowania, i wróciłam do Telfastu. Różnicę w działaniu czuję - nic mi nie drętwieje, niemniej świąd zmian jest silniejszy.
I tak oto bujam się z moją skórą. Mam już tego dość. Tęsknię za czasami, kiedy miałam gładką buzię, bez paskudnych wykwitów... Ach, kiedy to było... Jak się dobrze zastanowić, to początki mojego ŁZS sięgają września.
Powoli też dojrzewam do tego, by zrobić gruntowny remanent w zbiorach kolorówki i puścić w świat swoje podkłady, róże itp. ŁZS jest niezaraźliwe (i tu właśnie jest pies pogrzebany, bo można jedynie sobie gdybać co je wywołuje. Tym samym leczenie jest niezwykle trudne, bo nie wiadomo, z czym tak naprawdę walczyć), a one leżą i się kurzą... Ehhh....