niedziela, 11 listopada 2012

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup - podkład liftingujący

Dzisiaj przybywam do Was z recenzją podkładu, który jak się okazuje, wzbudził Wasze żywe zainteresowanie. Mowa o Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, czyli o podkładzie liftingującym. Chorowałam na niego już od dłuższego czasu, ale niestety, niska dostępność kosmetyku znacznie przeciągnęła zakup w czasie.
Dopiero jakieś trzy tygodnie temu, natrafiłam na pełną ofertę tych podkładów i niezwłocznie zaopatrzyłam się w jeden egzemplarz.

Podkład zamknięty jest w szklanej, smukłej buteleczce z pompką. Nie wiem jak Wy, ale osobiście wolę, kiedy podkłady zamknięte są właśnie w podłużnej buteleczce, niż małej i pękatej (łatwiej mi je wpakować w kosmetyczkę). Pompka jest dosyć specyficzna, bo o ile można nią dozować dowolną ilość produktu, o tyle ma ona niski skok, i jedno naciśnięcie pompki wydobywa stosunkową małą ilość podkładu. Dodatkowo, pompka ma możliwość blokady; wystarczy przekręcić dzióbek pompki, by ją zablokować i nie ryzykować rozlania się kosmetyku po na przykład torebce. Rozwiązanie bardzo pomysłowe, bo butelka pozbawiona jest koreczka.

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup

Sam podkład ma kremową, w miarę lekką konsystencję. Nie jest płynny; wylany na wierzch dłoni nie spłynie po niej, ale z całą pewnością, nie można zaliczyć go do tłustych, treściwych fluidów.
Na skórze rozprowadza się bajecznie. Nie wiem, jakim głąbem makijażowym trzeba być, by narobić sobie plam i smug. Podkład doskonale pokrywa skórę równą warstewką, nie roluje, nie zbija w grudki, nie włazi w zmarszczki mimiczne ani pory. Lekko podkreśla suche skórki, ale ja to odbieram bardziej jako sygnał "Halo! Twoja skóra potrzebuje nawilżenia i natłuszczenia!" niż jako realną wadę kosmetyku. Bezpośrednio po nałożeniu, skóra jest trochę błyszcząca, ale po kilku minutach podkład utrwala się, a wykończenie przechodzi w stronę stonowanego matu. Muszę tutaj nadmienić, że po zastygnięciu podkładu da się odczuć efekt liftingujący skórę - jest ona odczuwalnie bardziej napięta. I średnio mi się to podoba, bo mam wrażenie ściągnięcia skóry na buzi. Myślę jednak, że panie cierpiące na wiotkość cery, będą z takiego efektu niezmiernie zadowolone.

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup


Oczywiście wyprasowania zmarszczek czy poprawienia owalu twarzy nie zauważyłam. Wszak to podkład, a ja mam 25 lat i też nie mam czego korygować.

Krycie podkładu określiłabym mianem średniego. Można je w bardzo łatwy sposób zwiększać, nakładając kolejne, cienkie warstwy kosmetyku. Ważne jest by robić to w sposób spokojny, bo nałożenie zbyt dużej ilości produktu, spowoduje jego natychmiastowe zwarzenie się.

Trwałość podkładu jest bardzo przyzwoita. Potraktowany pudrem bambusowym, podkład utrzymuje się na mojej skórze około 10 godzin, co jest nie lada wyczynem. Zwłaszcza że moja skóra ostatnimi czasu doprowadza mnie niemal do rozpaczy...

Teraz parę słów o kolorystyce. Jak widzicie, zakupiłam odcień oznaczony numerem 2 Honey Beige. I jest to najjaśniejszy odcień w palecie. Tak, Lumene namieszało z kolorami i techniczne "1", jest zdecydowanie ciemniejsze i żółtsze niż poczciwa dwójeczka.
Jeśli chodzi o kolor Honey Beige, jest to ładny, stonowany beż, bez wiodących podtonów. Myślę, że jest to odcień bardzo uniwersalny, bo pasuje zarówno do cer chłodnych jak i ciepłych (sprawdziłam na sobie i dwóch siostrach). Jasność podkładu nie powala, kolor jest zdecydowanie ciemniejszy niż recenzowanego przeze mnie Narsa, ale nie jest też beznadziejnie ciemny. W moim przypadku tylko delikatnie odcina się od szyi (dla przypomnienia moja cera oscyluje w okolicach  NW10 MAC-a).

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, 2 Honey Beige

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, 2 Honey Beige

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, 2 Honey Beige

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, 2 Honey Beige


No dobra, aby nie było tak pięknie, przejdę do kilku podstawowych wad tego podkładu. Po pierwsze zapychanie. Tak, podkład bardzo mocno zapchał mi cerę. O ile nigdy nie miałam problemów z zatkanymi porami na czole, tak teraz moje czoło domagało się mocnego peelingu i gruntownego oczyszczenia porów. Okolice skrzydełek nosa wyglądały tak paskudnie, że zdesperowana potraktowała je w końcu kwasem glikolowym i dopiero glikol pozwolił mi jakoś osuszyć wstrętne parchy, jakie wykwitły mi przy nosie.
Druga wada to wysuszenie i zgaszenie blasku cery. Miałam więc duży dylemat, bo z jednej strony moja cera była zapchana, z drugiej  szara i wysuszona, więc zastosowanie drogeryjnych ścieraków mechanicznych, było wielce ryzykowne...  Ryzyko podjęłam, ale buzia na tym trochę ucierpiała.
No i po trzecie: cena oraz bardzo niska dostępność. Podkład kosztował mnie 60 zł i szczerze - dla mnie to dość wygórowana kwota.

Podsumowując, podkład Lumene nie jest zły, ale też niczym mnie nie zachwycił. Ponieważ przeznaczony jest dla innego przedziału wiekowego niż mój, nie będę go zupełnie przekreślać, ale jeśli macie możliwość zdobycia odlewki, to gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią. Swój egzemplarz puściłam już w świat i dochodzę do wniosku, że na tym podkładzie zakończę moją przyjaźń z kolorówką Lumene, bo żaden z testowanych produktów nie zbudził mojej głębszej sympatii.

Edit:  
Skład dla zainteresowanych:
Active Ingredients: octinoxate 4.0% (sunscreen), titanium dioxide 0.4% (sunscreen) Inactive Ingredients: Water, cyclopentasiloxane, isododecane, peg/ppg-20/15 dimethicone, magnesium sulfate, mica, calluna vulgaris extract, nylon-12, peat extract, phenoxyethanol, dimethicone, disteardimonium hectorite, c30-45 alkyl cetearyl dimethicone crosspolymer, silica, trimethylsiloxysilicate, propylene carbonate, triethoxycaprylylsilane, ethylhexylglycerin, methicone, alumina, butylene glycol, glycerin, propylene glycol, ethylhexyl cocoate, hydrogenated phosphatidylcholine, xanthan gum, disodium edta, methylparaben, ethylparaben, butylparaben, propylparaben, isobutylparaben, carrageenan, cellulose gum, fragrance. May contain: titanium dioxide, iron oxides


8 komentarzy:

  1. Początek brzmiał pięknie, ale sam koniec zdecydowanie mnie zgasił :) Choć mam zaraz obok drogerię z szafą Lumene, pewnie przy okazji zmacam ten podkład.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też byłam bardzo rozczarowana, bo myślałam, że trafiła mi się rewelacja. Niestety, wysyp pryszczy skutecznie zgasił mój entuzjazm. Początkowo myślałam, że to wina doustnych środków antykoncepcyjnych, ale odstawienie podkładu dosyć szybko rozwiązało problem. Tylko teraz mam kłopot, bo po glikolu i peelingach mechanicznych moja skóra stała się bardzo odwodniona, delikatna i podatna na podrażnienia.
    Sam podkład warto wypróbować, bo jeśli cera go polubi, to naprawdę, nie jest zły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj naczytałam się że podkłady Lumene zapychają a kiedyś za tą firmą chodziłam, po Twojej recenzji zainteresowanie mi minęło :-D bo mam podatną na zapychanie cerę. Do szybkiego podleczenia buzi polecam żel ślimakowy, szybko regeneruje, nawilża i nie zapycha a wręcz goi wypryski. Ciekawa jestem który to tak Ci przypadł do gustu podkład :-P

      Na marginesie patrzyłam że ten nowy Miss sporty jest o wiele jaśniejszy niż Maybelline Affinitone 24h #005. Tylko nawet ostatnio tych 16zł(i miejsca w kosmetyczce) mi szkoda jakby okazał się bublem...

      Usuń
  3. Z tego, co piszesz, podkład ma rewelacyjną konsystencję. Jego rozprowadzenie nie nastręcza trudności. Poza tym lubię pompki, które można blokować na czas transportu/noszenia w torebce. Ale zapychanie mnie skutecznie do niego zniechęca. Moja cera jest na to szczególnie podatna.
    Odcień całkiem niezły.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Niestety, skład był na pudełeczku a pudełeczko trafiło do kosza:(

      Usuń
    2. Oo,już wygrzebałam z czeluści internetu i dodałam do posta:)

      Usuń
  5. Wyróżniłam Cię w TAGu Liebster Blog :) zapraszam do zabawy :)

    OdpowiedzUsuń