czwartek, 29 listopada 2012

Trochę swatchy...

Jak w tytule. Wrzucam kilka fotek porównawczych, na których widać jaki odcień mają podkłady które ostatnio recenzowałam. W roli neutralnego tła wykorzystałam nie własną skórę a ... przeźroczysty pojemnik na żarcie (swoją drogą nie wiem po co je kupuję, skoro gotuję tak fatalnie, że nawet pies nie jest w stanie zjeść moich 'wyrobów kulinarnych') :D Cóż, potrzeba matką wynalazku...






To byłoby na tyle, jeśli chodzi o moje wywody podkładowe. W najbliższym czasie skupię się na innych kosmetykach, bo blog zrobił się niesamowicie monotematyczny:P A i mi powoli przechodzi obsesja podkładowa (a raczej przesuwa w kierunku tuszy do rzęs...)

A na dobranoc kawałek, jaki mi ostatnio wpadł w ucho i nie chce wypaść:



:)

piątek, 23 listopada 2012

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation

Wywodów podkładowych ciąg dalszy. Dzisiaj dla odmiany będzie o podkładzie, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i który (gdyby nie zbyt ciemny kolor) dołączyłby do grona moich podkładowych ulubieńców. Mowa o podkładzie marki Max Factor Facefinity All Day Flawless.

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation


Opakowanie

Szklana, zgrabna buteleczka z pompką. Pompka działa bez zarzutu, szata graficzna opakowania też niczym nie razi. Wszystko na plus:)

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation


Konsystencja

Dosyć gęsta, kremowa ale nie 'pastowata'. Podkład jest jedwabisty (wyczuwa sie w nim subtelną silikonowość), ale nie można go zaliczyć do podkładów wodnistych.

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation


Rozprowadzanie, efekt na skórze

Podkład rozprowadza się wręcz idealnie. Nie tworzy plam ani smug. Nie podkreśla porów, zmarszczek, włosków ani skórek. Pięknie wyrównuje fakturę skóry, chowając przy tym drobne przebarwienia, blizny, zaczerwienienia i inne mankamenty cery. Oczywiście dużych kulfonów nie przykryje - tutaj ciągle potrzebny będzie korektor, ale osobiście uważam, że podkład osiąga wystarczający stopień krycia - gdyby kamuflował mocniej można by wyczarować sobie przepiękną maskę na buzi.
Wykończenie jest matowe. Nie jest to jednak płaski, pudrowy mat, a raczej mat jaki trzyma zdrowa, zadbana skóra. Chwilę po nałożeniu można odnieść wrażenie, że podkład nieco się błyszczy, ale wystarczy odczekać parę chwil, a podkład utrwali się na cerze i wykończenie przejdzie w kierunku matu.

Trwałość

Dość dobra, aczkolwiek zależy od stanu naszej cery.  W moim przypadku podkład utrzymuje się średnio 8 godzin. Kiedy moja skóra ma gorsze dni potrafi zwarzyć się ledwie po kilku godzinach, natomiast w sytuacji gdy buzia jest dopieszczona (porządnie nawilżona), podkład wytrzymuje calutki dzień w stanie niemal nienaruszonym.

Kolorystyka

No i tu by kogoś pokręciło! Dlaczego, do jasnej cholery, w naszym cudownym kraju nie ma odcienia pearl beige oraz light ivory, tylko kolorówka zaczyna się od ciemnawego 47 nude?! No dlaczego?!
Kolor 47 nude to jasny a nawet średni beż. Będzie pasował osobom z jasną/ średnią karnacją. Posiadaczki cery bardzo jasnej, porcelanowej - nie inwestujcie w ten odcień, bo będzie dla Was za ciemny. Sama nabyłam 'nudziaka'i teraz podkład leżakuje, bo pomimo świetnych właściwości, jest dla mnie zwyczajnie za ciemny i w sposób drastyczny odcina się od szyi. Będę kombinować z mieszaniem go z innym podkładem (NARS-em), ale z doświadczenia wiem, że takie połączenia niespecjalnie sie lubią.
I jeszcze parę słów o oksydacji. Podkład ciemnieje na buzi o pół tonu. Warto to mieć na uwadze i  nie porywać się pochopnie na odcienie ciemniejsze. 47 nude wybija raczej tony ciepłe (żółć i delikatną pomarańcz); w każdym razie nie świnkuje ani też nie przybiera odcienia czerwonej cegły:)

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation, 47 nude

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation , 47 nude


Zapychanie, alergia

Podkład mnie nie zapchał, ani nie uczulił. Duży plus za to, bo pamiętając maskarę jaką uczynił na mojej buzi Lasting Performance, bardzo nieufnie podeszłam do Facefinity.

Podsumowanie

Bardzo dobry podkład za niewygórowaną cenę. Gdyby nie głupia kolorystyka, bylibyśmy najlepszymi przyjaciółmi, a tak podkład powędrował do koszyka i czeka na lepsze czasy. Nie wykluczam, że postram się nabyć odcień jaśniejszy - jesli tak się stanie, dam Wam znać, jak sie on prezentuje:)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Maybelline, Affinitone Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E

Tego pana chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Affinitone to kultowy już podkład ze stajni Maybelline. Nawet nie wiem, od ilu lat dostępny jest na rynku, i o dziwo - wciąż cieszy się niegasnącą popularnością. Sama zużyłam co najmniej 4 opakowania tego fluidu, bo - pomimo wielu wad - co jakiś czas wciąż do niego wracam. Ostatnią tubkę kupiłam skuszona informacją, że nowy odcień Light Porcelain jest bardzo jasny. W drogerii nie było testera (ehhhh) więc podjęłam ryzyko, i podkład trafił do mojego koszyczka zakupowego....

Opakowanie:

Zwykła tubka wykonana z twardego plastiku. Niby solidna i estetyczna, ale nakrętka z czasem się wyciera, a twarda tuba paskudnie utrudnia dozowanie fluidu.

Maybelline, Affinitone Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E

Maybelline, Affinitone Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E

Maybelline, Affinitone Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E


Konsystencja

Uwielbiam konsystencję tego podkładu. Jest bardzo rzadka, w zasadzie wodnista, pozbawiona kremowości. Pomimo tego, uwielbiam pracować z kosmetykami tego typu; mogę bardzo precyzyjnie kontrolować ilość nakładanego podkładu, a tym samym  siłę jego krycia. Jestem świadoma tego, że większość kobiet nie przepada za aż tak wodnistymi podkładami, ja natomiast uważam, że specyficzna konsystencja i poślizg, jest największą zaletą podkładu Affinitone.

Maybelline, Affinitone Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E


Zachowanie na skórze, wygląd:

Podkład bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, ale nie będę ukrywać -  w przypadku tego kosmetyku ważna jest technika nakładania i sprawność manualna. Podkład jest wodnisty i szybko zastyga, a wręcz zasycha na skórze, toteż można narobić sobie nieestetyczny plam i smug na buzi. W przypadku jakichkolwiek problemów przy nakładaniu, polecam wspomóc się gąbeczką albo pędzlem (najbardziej niezawodnie spisuje się u mnie flat top).
Podkład ma delikatne krycie, które można stopniować poprzez dokładanie kolejnych warstw. Nałożony w odpowiedniej ilości i w odpowiedni sposób (wiem, brzmi to głupio:)) nie podkreśli porów, włosków, czy zmarszczek. Nałożony w zbyt dużej ilości, bądź źle rozprowadzony, potrafi bezwzględnie podkreślić każdy defekt skóry, tak więc polecam ostrożność. Lepiej nałożyć dwie cieniutkie warstwy, niż jedną grubą; wtedy ryzyko klęski makijażowej jest mniejsze.
Podkład kiepsko radzi sobie z suchą skórą - w mistrzowski sposób wynajduje suche skórki, więc należy skupić się na nawilżaniu cery.

Trwałość:

Średnia. Podkład wytrzymuje na mojej mieszanej cerze około 6 godzin. Po tym czasie dzieje się jeden z scenariuszy: podkład wchodzi w pory i zmarszczki mimiczne i tam sobie siedzi spokojnie aż do demakijażu albo podkład spływa całkowicie z buzi, pozostawiając po sobie błyszczącą (od sebum?) skórę.

Kolorystyka:

Tak jak pisałam, skusił mnie odcień Light Porcelain. Tyle, że po zakupieniu podkładu, okazało się, że porcelanowy on nie jest. To pospolity, jasny beż. Pomysłodawca musiał być chyba daltonistą, by nazwać to to jasną porcelaną :P Jeśli chodzi o sztandarowe hasło, czyli dopasowanie do kolorytu skóry, to nie chodzi to o jakieś magiczne właściwości podkładu, a raczej jego stosunkowo niskie krycie czy jak kto woli - półtransparentność. Wiadomo - im podkład mniej kryjący (mniej pigmentów), tym lepsze stapianie się z naturalnym kolorytem skóry. I tyle w temacie.

Maybelline, Affinitone Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E, 02 Light Porcelain


Maybelline, Affinitone Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E, 02 Light Porcelain



Maybelline, Affinitone Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E, 02 Light Porcelain



Zapychanie, uczulanie:

Affinitone nie uczulił mnie ani nie zapchał mi porów. Nie zauważyłam też, aby jakoś specjalnie przesuszał mi cerę.

Skład:



Podsumowanie:

Podkład przeciętny. Niczym mnie szczególnie nie zachwyca (z wyjątkiem konsystencji), ale niczym mnie nie odstręcza, dlatego od czasu do czasu lubię do niego wracać. Polecam dla osób, które nie potrzebują wielkiego krycia i mogą poświęcić trochę czasu, by dokładnie rozprowadzić go na skórze. Niecierpliwi, osoby z tłustą i suchą cerą, zabiegani lepiej niech rozejrzą się za czymś innym:)

środa, 14 listopada 2012

Rimmel Wake Me Up Foundation - podkład rozświetlający

Dzisiaj będzie o podkładowym bublu ostatnich miesięcy. Taaak, wiem, że nie tego się spodziewaliście, ale szacowne miano Koszmaru Kwartału wędruję dla podkładu Rimmela...
Jak to zawsze ze mną bywa (uroczyście obiecuję poprawę!!!) kupiłam go zupełnie bezmyślnie, skuszona promocją w Rossmanie. Na swoją obronę mogę dodać, że byłam już wtedy trzecią dobę na nogach i mój mózg nie funkcjonował poprawnie.
Podkład kupiłam, wysmarowałam nim z rana gębę, po 5 godzinach usiłowałam zetrzeć z twarzy, bo to nie było Halloween a nie chciałam nikogo przyprawić o zawał... Tym bardziej, że byłam w delegacji, gdzie powinnam prezentować się nienagannie. Nie wyszło...:P
Ale po kolei...

Opakowanie

Ciężka, szklana butla z pompką i (przepraszam za wyrażenie) oczojebnym korkiem. Szata graficzna nie powstała po to, by cieszyć oko stonowanym wyglądem, a przyciągać spojrzenie. No cóż... Skuteczności owego patentu, nie można odmówić producentowi.
Butla pomimo wszystko estetyczna, pompka funkcjonalna (czytaj: nie rozleciała się po paru użyciach).

Rimmel Wake Me Up Foundation

Rimmel Wake Me Up Foundation

Rimmel Wake Me Up Foundation


Konsystencja

Niespecjalnie rzadka,  w miarę lekka i kremowa.  Podkład zawiera drobinki i nie są to jakieś dyskretne ziarenka miki, a shimmer który w świetle halogenów i na słoneczku świeci jak 100-wattowa żarówka. Tak więc posiadaczki tłustej cery - miejcie się na baczności!

Rimmel Wake Me Up Foundation


Rimmel Wake Me Up Foundation


Rozprowadzanie, wygląd na skórze, trwałość

Podkład rozprowadza się bezproblemowo. Nie tworzy smug, nie rozmazuje się, nie włazi w pory, a wręcz je maskuje, nie podkreśla zmarszczek, włosków, nawet nie znęca się nad suchymi skórkami. Chwilę po nałożeniu, buzia wygląda rewelacyjnie.
Niestety, czar pryska  po dwóch, maksymalnie trzech godzinach. Nie ważne, czym i czy utrwalę podkład, warzy się on ekspresowo. Podkład przemieszcza się do bruzd, porów, zalega przy skrzydełkach nosa, odnajduje każdą zmarszczkę i ją podkreśla. Resztki mazidła, jakie zostały na skórze oksydują i przybierają upiorny, szaro-pomarańczowy kolor. Cała buzia wygląda zaś na spoconą, brudną, jednym słowem umorusaną. Mika dodatkowo potęguje upiorny efekt. Słowo daję, dawno, oj dawno nie miałam nic równie obrzydliwego na twarzy.

Kolorystyka

Nieprzemyślana. Podkład pomimo iż początkowo wtapia się w skórę (nabyłam najjaśniejszy odcień 100 Ivory), potrafi bardzo mocno się utlenić. A że na samym początku, nie grzeszy on naturalnością odcieni (są dziwnie brzoskwiniowe, albo podszyte podejrzanym różem), łatwo o efekt "Indianina".

Rimmel Wake Me Up Foundation, 100 Ivory

Rimmel Wake Me Up Foundation, 100 Ivory


Wysuszenie, uczulenie

Podkład mnie nie wysuszył ani nie uczulił. Być może dlatego, że tylko parę razy nałożyłam go na twarz. Na dalsze testy nie miałam cierpliwości.

Skład:

Aqua/ Water, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Glycerin, Talc, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dimethicone, Crambe Absyssinica Seed Oil, Biosaccharide Gum-1, Dimethicone PEG-10/15 Crosspolymer, Mica, Vinyl Dimethicone/ Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Lauryl PEG-9, Polydimethylsiloxyethyl, Dimethicone, Dimethicone Crosspolymer, Lecithin, Phenoxyethanol, Sodium PCA, Dimethiconol, Magnesium Sulfate, Sodium Chloride, Disodium Stearoyl Glutamate, Parfum/Fragrance, Urea, Caprylyl Glycol, Silica Dimethyl Silylate, Tocopheryl Acetate, Aluminum Hydroxide, Potassium Sorbate, Polyquaternium-51, Sodium Hyaluronate, Trehalose, Glyceryl Polymethacrylate, Disodium EDTA, Hexylene Glycol, PEG-8, Hexyl Cinnamal, Dipropylene Glycol, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Tocopherol Triacetin, Benzyl Salicylate, Linalool, BHT, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Benzic Acid, Sodium Lactate, Palmitoyl Oligopeptide.
May containt: Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499) 



Podsumowanie:

Nie, nie, nie!  Naprawdę, nie chcę mieć z tym tworem już nic wspólnego. Ba, odczuwam teraz niechęć do całej marki. Odechciało mi się też spontanicznych podkładowych zakupów:P Podkład polecam jedynie posiadaczkom cery suchej i  cery normalnej - a i to na własną odpowiedzialność.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Tagowo:)

Zostałam otagowana przez mastiff oraz illonky, co mnie bardzo cieszy, bo mój blog ostatnio coś cienko przędzie... Dzięki, dziewczyny za wyróżnienie :*

Kilka słów o co chodzi w tagu:




"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”


Pytania od  Mastiff: 

1. Zdarza Ci się kupować kosmetyki  na zapas (np. bo są w promocji)?
Oczywiście. Chociaż w ostatnim czasie, coraz rzadziej czynię takie zakupy. Już któryś raz z rzędu przepadła mi zniżka w Sephorze, ci jeszcze dwa lata temu było nie do pomyślenia...Starość?:)
2. Douglas czy Sephora?
Zdecydowanie Sephora.
3. Jaki masz kształt brwi? Naturalny czy wyregulowany?
Wyregulowany. Moje naturalne brwi to zapierające dech w piersi  krzaczory.
4. Czy są jakieś perfumy których zapach rozpoznasz wszędzie (np. na innej osobie przechodzącej obok)?
Tak. Mam bardzo dobrą pamięć do zapachów. W sumie jeśli znam jakiś zapach - a ściślej miałam z nim styczność dłuższą niż powąchanie blotterka, to jestem w stanie bezbłędnie go zidentyfikować na danej osobie. Najbardziej działa na mnie Angel TM - jestem w stanie wyczuć go na kobiecie stojącej na przykład na drugim końcu autobusu. Co ciekawe, zapach ten kojarzył mi się zawsze z trupem i kurzem, a ostatnio zaczynam się do niego przekonywać.
5. Czego najbardziej nie lubisz zimą?
Ujemnej temperatury. Nie jestem typem wybitnie ciepłolubnym, bo dla mnie optymalna temperatura to 23 stopnie, ale mróz mnie dobija. Zwłaszcza jak wlokę się do pracy przez 2 godziny nieogrzewanym autobusem.
6. Lubisz dostawać kosmetyki w prezencie (np. od na urodziny, Święta od rodziny, znajomych)
Nie. Dostając kosmetyki w prezencie zaczynam się zastanawiać, czy nie ma w tym jakiegoś podtekstu (w stylu - dostaję perfumy, czy to znaczy, że śmierdzę?) Wolę je sobie sama kupować:P
7. Czym zmywasz tusz do rzęs i czy Twoje oczy "są" zadowolone z tej metody?
Nie stosuję jakichś niezwykłych technik. Ot, zwykły żel Babydream. Chociaż częściej w ruch idzie oliwka, a całość domywam łagodnym żelem albo nawet szamponem.Oczy, po takim demakijażu nie są podrażnione ani nie szczypią.  Znacznie częściej podrażniają je płyny do demakijażu.
8. Twoje dietetyczne grzechy?
W sumie nigdy nie stosowałam żadnych diet bo z natury mam świetną przemianę materii i mogę pozwolić sobie na wszytko, a waga nie skoczy powyżej 50 kg. Z niezdrowego żarcia preferuję kebab, chińczyka i chipsy.
9. Aktorka, piosenkarka (inna osoba publiczna) której włosami/fryzurą  jesteś zachwycona?
Żadna z osób publicznych nie posiada włosów, które by mnie zachwyciły. Poważnie:) Wolę podziwaić i zielenieć z zazdrości oglądając włosy bloggerek.
10. Miejsce które bardzo chciałabyś zobaczyć?
Wrzosowiska w Szkocji. Jest coś urzekającego w surowych, bezkresnych połaciach pól...
11. Wolałabyś dostać bon na zakup kosmetyków czy ubrań?
Raczej na ubrania. Kosmetyków mam i tak nadmiar, więc bon na ubrania byłby jak najbardziej ok.

Pytania od illonky:

1. Pielęgnacja naturalna, dermokosmetyki apteczne czy "drogeryjna"?
Nie mam faworyta. Zawsze analizuję skład i na podstawie składu kupuję kosmetyki pielęgnacyjne.
2. Sposób na nudny wieczór?
Nie mam czegoś takiego jak "nudny" wieczór:) Poważnie.
3. Pomadka czy błyszczyk?
Zdecydowanie pomadka. W błyszczykach denerwuje mnie ich lepkość i kiepska wytrzymałość.
4. Ulubiony krem do rąk?
Biedronkowy Be Beauty z olejem kokosowym.
5. Ulubiona forma spędzania czasu wolnego?
Wspólne seansy filmowe z moim TŻ:) I jazda na rowerze po lesie.
6. Ulubiony kolor?
Czarny. Ostatnio jednak mam fazę na czerwień.
7. Ulubiona książka?
Nie mam jednej ulubionej książki. Kocham Władcę Pierścieni, Sagę o Wiedźminie a ostatnio na kolana powaliły mnie Igrzyska Śmierci ( a w zasadzie 3 część: Kosogłos).
8. Ulubione perfumy?
I tu rodzi się problem, bo jestem bardzo zmienna. Perfumy dobieram do nastroju, pory roku itd... Najbardziej uniwersalny, ku mojemu zaskoczeniu, okazał się ... Amor Amor Cacharel'a. To jedyne perfumy, z których korzystam przez cały rok.
9. Ulubiony kosmetyk do włosów?
Wycofana (albo będąca w trakcie wycofywania) rossmanowa odżywka z olejkiem babassu.
10. Góry czy jezioro?
Zdecydowanie jezioro:)
11.  Lato czy zima?
 Lato!

Ponieważ większość bloggerek wzięła udział w tagu, do zabawy zaproszę tylko kilka osób:

http://karminoweusta.blogspot.com/
http://wakeup-your-makeup.blogspot.com
http://beautycandies.blogspot.com
http://lacturia.blogspot.com/

Moje pytania:

1. Co w swoim wyglądzie najbardziej cenisz, lubisz?
2. I czego nie znosisz w swoim wyglądzie?
3. Największa urodowa zbrodnia jaką popełniłaś?
4. Gdybyś mogła cofać się w czasie, do jakiego momentu w swoim życiu byś wróciła i co byś zmieniła?
5. Gdybyś miała wybór, wolałabyś zamieszkać na wsi, czy w mieście?
6. Mój podstawowy kosmetyk kolorowy, to...?
7. Najbardziej nielubiana przez Ciebie drogeria/perfumeria?
8.  Ulubiony film/książka?
9. Najbardziej drażniący "celberyta", "gwiazda" kreowana przez media?
10. Hobby z dzieciństwa?
11. Największe marzenie?  

Pozdrawiam i zachęcam do odwiedzania wyżej wymienionych blogów:*

niedziela, 11 listopada 2012

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup - podkład liftingujący

Dzisiaj przybywam do Was z recenzją podkładu, który jak się okazuje, wzbudził Wasze żywe zainteresowanie. Mowa o Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, czyli o podkładzie liftingującym. Chorowałam na niego już od dłuższego czasu, ale niestety, niska dostępność kosmetyku znacznie przeciągnęła zakup w czasie.
Dopiero jakieś trzy tygodnie temu, natrafiłam na pełną ofertę tych podkładów i niezwłocznie zaopatrzyłam się w jeden egzemplarz.

Podkład zamknięty jest w szklanej, smukłej buteleczce z pompką. Nie wiem jak Wy, ale osobiście wolę, kiedy podkłady zamknięte są właśnie w podłużnej buteleczce, niż małej i pękatej (łatwiej mi je wpakować w kosmetyczkę). Pompka jest dosyć specyficzna, bo o ile można nią dozować dowolną ilość produktu, o tyle ma ona niski skok, i jedno naciśnięcie pompki wydobywa stosunkową małą ilość podkładu. Dodatkowo, pompka ma możliwość blokady; wystarczy przekręcić dzióbek pompki, by ją zablokować i nie ryzykować rozlania się kosmetyku po na przykład torebce. Rozwiązanie bardzo pomysłowe, bo butelka pozbawiona jest koreczka.

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup

Sam podkład ma kremową, w miarę lekką konsystencję. Nie jest płynny; wylany na wierzch dłoni nie spłynie po niej, ale z całą pewnością, nie można zaliczyć go do tłustych, treściwych fluidów.
Na skórze rozprowadza się bajecznie. Nie wiem, jakim głąbem makijażowym trzeba być, by narobić sobie plam i smug. Podkład doskonale pokrywa skórę równą warstewką, nie roluje, nie zbija w grudki, nie włazi w zmarszczki mimiczne ani pory. Lekko podkreśla suche skórki, ale ja to odbieram bardziej jako sygnał "Halo! Twoja skóra potrzebuje nawilżenia i natłuszczenia!" niż jako realną wadę kosmetyku. Bezpośrednio po nałożeniu, skóra jest trochę błyszcząca, ale po kilku minutach podkład utrwala się, a wykończenie przechodzi w stronę stonowanego matu. Muszę tutaj nadmienić, że po zastygnięciu podkładu da się odczuć efekt liftingujący skórę - jest ona odczuwalnie bardziej napięta. I średnio mi się to podoba, bo mam wrażenie ściągnięcia skóry na buzi. Myślę jednak, że panie cierpiące na wiotkość cery, będą z takiego efektu niezmiernie zadowolone.

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup


Oczywiście wyprasowania zmarszczek czy poprawienia owalu twarzy nie zauważyłam. Wszak to podkład, a ja mam 25 lat i też nie mam czego korygować.

Krycie podkładu określiłabym mianem średniego. Można je w bardzo łatwy sposób zwiększać, nakładając kolejne, cienkie warstwy kosmetyku. Ważne jest by robić to w sposób spokojny, bo nałożenie zbyt dużej ilości produktu, spowoduje jego natychmiastowe zwarzenie się.

Trwałość podkładu jest bardzo przyzwoita. Potraktowany pudrem bambusowym, podkład utrzymuje się na mojej skórze około 10 godzin, co jest nie lada wyczynem. Zwłaszcza że moja skóra ostatnimi czasu doprowadza mnie niemal do rozpaczy...

Teraz parę słów o kolorystyce. Jak widzicie, zakupiłam odcień oznaczony numerem 2 Honey Beige. I jest to najjaśniejszy odcień w palecie. Tak, Lumene namieszało z kolorami i techniczne "1", jest zdecydowanie ciemniejsze i żółtsze niż poczciwa dwójeczka.
Jeśli chodzi o kolor Honey Beige, jest to ładny, stonowany beż, bez wiodących podtonów. Myślę, że jest to odcień bardzo uniwersalny, bo pasuje zarówno do cer chłodnych jak i ciepłych (sprawdziłam na sobie i dwóch siostrach). Jasność podkładu nie powala, kolor jest zdecydowanie ciemniejszy niż recenzowanego przeze mnie Narsa, ale nie jest też beznadziejnie ciemny. W moim przypadku tylko delikatnie odcina się od szyi (dla przypomnienia moja cera oscyluje w okolicach  NW10 MAC-a).

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, 2 Honey Beige

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, 2 Honey Beige

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, 2 Honey Beige

Lumene Time Freeze Instant Lift Makeup, 2 Honey Beige


No dobra, aby nie było tak pięknie, przejdę do kilku podstawowych wad tego podkładu. Po pierwsze zapychanie. Tak, podkład bardzo mocno zapchał mi cerę. O ile nigdy nie miałam problemów z zatkanymi porami na czole, tak teraz moje czoło domagało się mocnego peelingu i gruntownego oczyszczenia porów. Okolice skrzydełek nosa wyglądały tak paskudnie, że zdesperowana potraktowała je w końcu kwasem glikolowym i dopiero glikol pozwolił mi jakoś osuszyć wstrętne parchy, jakie wykwitły mi przy nosie.
Druga wada to wysuszenie i zgaszenie blasku cery. Miałam więc duży dylemat, bo z jednej strony moja cera była zapchana, z drugiej  szara i wysuszona, więc zastosowanie drogeryjnych ścieraków mechanicznych, było wielce ryzykowne...  Ryzyko podjęłam, ale buzia na tym trochę ucierpiała.
No i po trzecie: cena oraz bardzo niska dostępność. Podkład kosztował mnie 60 zł i szczerze - dla mnie to dość wygórowana kwota.

Podsumowując, podkład Lumene nie jest zły, ale też niczym mnie nie zachwycił. Ponieważ przeznaczony jest dla innego przedziału wiekowego niż mój, nie będę go zupełnie przekreślać, ale jeśli macie możliwość zdobycia odlewki, to gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią. Swój egzemplarz puściłam już w świat i dochodzę do wniosku, że na tym podkładzie zakończę moją przyjaźń z kolorówką Lumene, bo żaden z testowanych produktów nie zbudził mojej głębszej sympatii.

Edit:  
Skład dla zainteresowanych:
Active Ingredients: octinoxate 4.0% (sunscreen), titanium dioxide 0.4% (sunscreen) Inactive Ingredients: Water, cyclopentasiloxane, isododecane, peg/ppg-20/15 dimethicone, magnesium sulfate, mica, calluna vulgaris extract, nylon-12, peat extract, phenoxyethanol, dimethicone, disteardimonium hectorite, c30-45 alkyl cetearyl dimethicone crosspolymer, silica, trimethylsiloxysilicate, propylene carbonate, triethoxycaprylylsilane, ethylhexylglycerin, methicone, alumina, butylene glycol, glycerin, propylene glycol, ethylhexyl cocoate, hydrogenated phosphatidylcholine, xanthan gum, disodium edta, methylparaben, ethylparaben, butylparaben, propylparaben, isobutylparaben, carrageenan, cellulose gum, fragrance. May contain: titanium dioxide, iron oxides


sobota, 10 listopada 2012

Wracam...

Tak jak w tytule:) Wracam do świata żywych. Aparat ożył, co prawda ciągle stroi fochy, ale nie jest źle...
Mam dla was garść nowych recenzji podkładów (tym razem nie bardzo jasnych i nie bardzo drogich - cóż, dziura w budżecie). Podkłady testowałam z wypiekami na twarzy, ale tylko jeden z nich zdobył moją sympatię na tyle, że nie posłałam go w diabły... Szczegóły już niedługo:)