wtorek, 23 października 2012

Maybelline Affinitone 24H Perfecting and Longlasting Foundation z bliska


Tak jak pisałam, weszłam w posiadanie najnowszego podkładu ze stajni Maybelline, czyli Affinitone 24H. Podkładu już trochę poużywałam, zabrałam go ze sobą na urlop i na tym pragnę zakończyć naszą znajomość. Dlaczego? Zapraszam do recenzji :) Z góry uprzedzam, że notka będzie pozbawiona dużej ilości zdjęć, bo mój aparat postanowił się zbuntować i nie robić fotek. Ehhh:) Ok, dość narzekania, przechodzę do sedna:)

Podkład zamknięty jest w szklanej butelce z pompką. Butelka co prawda szczególną urodą nie grzeszy (Dior to nie jest, niestety), ale jest funkcjonalna, a pompka dozuje podkład bez zarzutu. Nic się nie zacina, nie wylewa bezkarnie, nie tryska naokoło podkładowym wodospadem.

Maybelline Affinitone 24H Perfecting and Longlasting Foundation

Maybelline Affinitone 24H Perfecting and Longlasting Foundation


 Sam podkład ma rzadką, lejącą konsystencję. Nie jest  płynny jak klasyczny Affinitone, ale z pewnością nie można zaliczyć go do podkładów gęstych  i treściwych.
Rozprowadza się bez zarzutu, ale radzę nie nanosić na skórę jednorazowo zbyt dużej ilości podkładu, bo zgromadzi się on w porach, albo natychmiastowo się zwarzy (tak zwarzy, nie "zważy"*).
Podkład nie podkreśla suchych skórek, zmarszczek mimicznych, dobrze nałożony nie podkreśla grudek, ani porów-kraterów. Pięknie wyrównuje fakturę skóry, w magiczny sposób chowając mankamenty i odejmując skórze lat. Naprawdę, po raz pierwszy zrozumiałam co w przypadku podkładu oznacza termin "baby skin".
Podkład matuje na średnio 4-6h, później wymaga korekty. I tutaj rodzi się problem, bo nie wiem, czym dokonać poprawek. Podkład niespecjalnie dogaduje się z pudrem ryżowym i bambusowym, łaskawie godzi się na współpracę z krzemionką, ale takie połączenie  mocno przesusza skórę... O ile zwykle moja skóra jest mieszana, tak po tygodniu używania Affinitone 24H, przeistoczyła się w niezłego sucharka... Nawilżenie jej nastręcza sporo trudności, bo skóra łuszczy mi się pomimo nakładania na nią mikstur złożonych z gliceryny, kwasu hialuronowego, mocznika oraz maści z witaminą A...
Pomijając błyszczenie cery, podkład jest bardzo trwały. Na mojej skórze utrzymuje się do 12h, i jeśli nie "pogryzie się" z pudrem wykończeniowym, po całym dniu wygląda wciąż nieskazitelnie. 
Jeśli chodzi o krycie mankamentów, to jest ono średnie. W newralgiczne miejsca można jednak spokojnie nałożyć kolejną warstwę kosmetyku i tym samym zwiększyć siłę jego krycia. Należy jednak pamiętać, że Dermacol to nie jest i nie zakryje dużych pryszczy, intensywnych przebarwień, czy mocnych zaczerwienień.
Gama kolorystyczna wydaje się przemyślana. Początkowo zachwycił mnie odcień 005 light beige, gdyż wydawał się przyjemnie jasnym kolorkiem. Niestety, jak się okazało, podkład oksyduje na skórze, wybijając przedziwne, szare, tudzież... fioletowe tony! Skóra pokryta podkładem staje się nieprzyjemnie sina, wręcz chora. Nie jest to przyjemny widok, a pytania stroskanych znajomych ("Dobrze się czujesz? Nie zatrułaś się czymś?") zaważyły o decyzji odstawienia kosmetyku.

Maybelline Affinitone 24H Perfecting and Longlasting Foundation, 005 Light Beige

Podkład mnie nie zapchał, ani nie uczulił. Jeśli nie liczyć ogromnego przesuszu, nie wyrządził żadnej szkody dla skóry. To plus, bo podkłady o przedłużonej trwałości maja talent do "męczenia" cery.

Podsumowując, Maybelline wypuściło całkiem fajny podkład. Myślę, że gdyby zupełnie nietrafiony odcień 005 light beige, byłaby to prawdziwa podkładowa miłość. Tymczasem szukam dalej...


* tak, podkład warzy się na skórze (tak jak śmietana warzy się w zupie). Termin waŻy odności się do pomiaru masy (wagi) ciała, a nie ścinania się produktu.

czwartek, 18 października 2012

L'Oreal True Match Concealer - korektor dopasowujący się do cery

Muszę przyznać, że jestem korektorowym laikiem. Z ręką na sercu mogę przysiąc, że w całym swoim życiu zużyłam 2 może 3 korektory. Sama nie rozumiem dlaczego, bo jako posiadaczka cery naczynkowej, z korektorami powinnam bardzo blisko się przyjaźnić...
Ale cóż, korektorów nie lubię, to raz, dwa, że większość jest dla mnie za ciemna, więc i tak nie bardzo mam w czym wybierać.
Traf chciał, że któregoś dnia w drogerii Natura, wpadłam na całkiem kuszącą promocję korektorów marki L'Oreal (zniżka ponad 50%). Najjaśniejszy kolor korektora okazał się całkiem przyzwoity, więc mazidło kupiłam. Męczę je już od blisko roku, więc myślę, że to dobry czas na recenzję.

Opakowanie jest proste i schludne. Przypomina trochę błyszczyk; mamy tutaj do czynienia z "włochatym" aplikatorem, który stanowi całkiem fajne, choć nie do końca higieniczne rozwiązanie. Pojemność korektora to 5 ml, niby mało, ale wierzcie mi, korektor jest bardzo wydajny. U mnie ubytek kosmetyku jest ledwie widoczny, a korektor towarzyszy mi od bardzo długiego czasu.

L'Oreal True Match Concealer, 1N Ivory


L'Oreal True Match Concealer, 1N Ivory

L'Oreal True Match Concealer, 1N Ivory

L'Oreal True Match Concealer, 1N Ivory


Konsystencja jest rzadka, lekka, kremowa. Nie czuć w niej niczego oleistego, tłustego, czy ciężkiego, co zapychałoby pory albo dodatkowo zaostrzało trądzik. Korektor bardzo dobrze nakłada się na przebarwienia i inne mankamenty cery, nic się nie rozmazuje ani nie wałkuje. Stosunkowo szybko zastyga doskonale wtapiając się w skórę.

Jeśli chodzi o samo działanie korektora, to jest ono przeciętne. Kosmetyk nie jest jakoś szczególnie kiepski, ale do ideału mu daleko... Krycie jest średnie (znowu nie rozumiem skąd te opinie w internecie, że True Match kryje rewelacyjnie), korektor nie kryje moich popękanych naczyń krwionośnych, a raczej delikatnie je maskuje, "rozmazuje". Z cieniami pod oczami radzi sobie lepiej, ale ze względu na wysuszające właściwości, nie polecam go codziennie nanosić na delikatną i wrażliwą skórę. Wielkich kulfonów nie przykryje z pewnością, ale może je delikatnie obsuszyć i obkurczyć.
Trwałość średnia. Na mojej mieszanej cerze korektor wytrzymuje około 4-6 godzin, po czym po prostu znika. Albo wrednie przemieszcza się i włazi w pory oraz zmarszczki mimiczne. Podkreśla suche skórki.

Kolorystyka jest raczej uboga. Teoretycznie korektor występuje w 9 odcieniach, ale jak to w Polsce bywa, dotarła do nas ledwie 1/3 gamy kolorystycznej. Ja używam najjaśniejszego odcienia, czyli 1 Ivory. Kolor jest jasny (mógłby być jeszcze odrobinę jaśniejszy), całkiem ładnie dopasowuje się do koloru cery. Co ciekawe nie jestem w stanie określić jego tonacji; niby ma brzoskwiniowe podtony, ale po chwili dostrzegam w nim żółty pigment, to znów różowy. Magik:)
Warto wspomnieć, że korektor zawiera w sobie niewielką ilość rozświetlających drobinek miki. Nie daje jednak efektu "brokatowego Edwarda":)

L'Oreal True Match Concealer, 1N Ivory

L'Oreal True Match Concealer, 1N Ivory


Korektor mnie nie podrażnił ani nie uczulił. Tak jak pisałam, wysusza skórę, ale na szczęście nie przyczynia się do powstawania zaskórników.

Niżej skład dla zainteresowanych:

Aqua, Cyclopentasiloxane, Hydrogenated Polyisobutene, Glycerin, Sorbitan Isostearate, Propylene Glycol,Titanium Dioxide, Ozokerite, Phenoxyethanol, Magnesium Sulfate, Disteardimonium Hectorine, Diosidium Glutamate, Methylparaben, Acrylates copolymer, Butylparaben, Aluminum Hydroxyde, Alumina, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Calcium Pantetheine Sulfonate, Dextran Sulfate, Silica. May Contain: CI 77891 / Titanium Dioxide, CI 77499, CI 77492, CI 77491 / Iron Oxides, Mica.
 

Podsumowując - produkt przeciętny. Plus za kolor, fajne wtapianie się w cerę, lekkość. Jednak działanie pozostawia wiele do życzenia i drugi raz na pewno go nie kupię.

środa, 17 października 2012

Lumiere Veena Velvet Foundation - podkład mineralny

Na wstępie chcę Was przeprosić za haniebne zaniedbanie bloga. W ostatnim czasie mam jednak małe zawirowania w życiu i póki się nie ogarnę, blog będzie przeze mnie mniej eksploatowany. Wybaczcie. Dołożę jednak wszelkich starań, by częściej tu zaglądać:)

Dzisiaj mam dla Was recenzję mojego ulubionego podkładu mineralnego, czyli Lumiere w formule Veena Velvet (czyli dedykowanej do skóry normalnej i tłustej). Z podkładem znam się od dwóch lat, przetestowałam go chyba w każdych warunkach klimatycznych, na skórze suchej, tłustej, podrażnionej, sfochowanej niewłaściwą pielęgnacją, permanentnym niewyspaniem i stresem, toteż myślę, że moja recenzja będzie przynajmniej rzetelna. Ok, let's go!

Opakowanie podkładu jest proste i schludne. Żadnych udziwnień, lustereczek, puszków, wstążeczek, wymyślnych kształtów itp. Ot, prosty słoiczek z sitkiem zabezpieczonym przesuwną klapką i czarnym wieczkiem. Jak wiecie, lubię prostotę, więc opakowanie minerałów bardzo mi się podoba.

Lumiere Veena Velvet Foundation

Lumiere Veena Velvet Foundation

Lumiere Veena Velvet Foundation


Sam proszek, ma miękką, aksamitną konsystencję. Jest dosyć kremowy (widać, że zbryla się w piękne grudki), aczkolwiek nie tak bardzo, jak na przykład minerały Lucy Minerals. Dzięki temu, podkład jest nieco prostszy w nakładaniu, ryzyko utworzenia plam, smug i nnych niedociągnięć, jest bez porównania mniejsze.

Lumiere Veena Velvet Foundation

Lumiere Veena Velvet Foundation


Podkład bardzo dobrze rozprowadza się na skórze (używam zwilżonego wodą termalną flat topa z EDM i Pixie), nie włazi w zmarszczki ani pory, co przyjęłam z dużą ulgą. Tworzy na twarzy idealną, jedwabistą powłoczkę, subtelnie ukrywając to, co powinno być ukryte, a więc niewielkie przebarwienia, pryszcze, plamki, cienie pod oczami. Z dużymi kulfonami sobie nie poradzi, ale nie ma co wymagać od podkładu, by krył skutecznie jak korektor. Od biedy można podkład nakładać punktowo, np. zwilżonym pędzelkiem, ale krycie i tak będzie mniejsze niż w przypadku użycia dobrego korektora, a widoczność podkładu nieco wzrośnie.
Podkład pięknie stapia się z cerą, po nałożeniu dwóch, trzech cieniutkich warstw wciąż jest niewidoczny na skórze; nie ma ani pudrowej warstewki ani też znienawidzonego przeze mnie "ciasta". Podkład idealnie imituje skórę, nie jest ani matowy, ani przesadnie świecący (to nie bb krem), a zapewnia naturalne, aksamitne wykończenie, jakim poszczyć się może tylko zdrowa i zadbana cera.
Trwałość podkładu jest bardzo dobra, nawet bez primera czy finishera, podkład wytrzymuje na skórze około 6-8 godzin. Wspomagany pudrem bambusowym (w moim przypadku bambus najlepiej współpracuje z Lumiere), trwałość wzrasta nawet do 12 godzin. Nie straszny mu deszcz, śnieg (nie tworzy brzydkich smug!) ani upalne słońce. Lumiere świetnie łączy się ze skórą i niezależnie od warunków, wygląda bardzo dobrze.

Podkład mnie nie zapchał, ani nie uczulił. Wysusza jednak cerę, więc regularne peelingi i mocne nawiżanie oraz natłuszczanie skóry jest wręcz niezbędne. Jeśli o tym zapomnimy, bardzo szybko dorobimy się uczucia ściągnięcia buzi oraz całego arsenału suchych skórek. A to nie będzie wyglądało dobrze.

Na twarzy: Lumiere Veena Velvet Foundation, primer: puder bambusowy BU


Jeśli chodzi o gamę kolorystyczną, to nie jest źle, ale Lumiere nie dysponuje oszałamiającą ilością odcieni. Osobiście używam odcienia Fair Warm, kiedyś używałam odcienia Fair Neutral. Są to najjaśniejsze kolory z palety, ale mówiąc szczerze, dla prawdziwie porcelanowych cer będą zdecydowanie za ciemne. Obecnie Fair Warm jest dla mnie za ciemny o ton, zimą, kiedy stanę się jeszcze bardziej blada, podkład z całą pewnością pójdzie w odstawkę... Szkoda, bo Fair Warm to ładny, żółtawy kolorek, który w doskonały sposób chowa moje rumiane policzki i zaczerwieniony nochal :P
Pisząc o kolorach podkładów Lumiere, wypada wspomnieć o bardzo ważnym fakcie: jeśli decydujemy się na zakup kilku formuł,  musimy pamiętać, że kolory, pomimo identycznych nazw, nie są bliźniacze! I tak - formuła Veena Velvet, której używam, ma niestety kolory ciemniejsze, niż na przykład formuła Flawless Face, dedykowana do cery suchej i normalnej. Trzeba o tym pamiętać, by nie skończyło się na zakupie niedopasowanego dla siebie odcienia.

Lumiere Veena Velvet Foundation, Fair Warm

Lumiere Veena Velvet Foundation, Fair Warm


Podsumowując, podkład Lumiere to mój najlepszy, najbardziej niezawodny podkład mineralny. Bardzo żałuję, że w Polsce nikt nie prowadzi jego dystrybucji (podkład można zamówić na stronie internetowej producenta http://www.lumierecosmetics.com/), bo ponownie kupiłabym odcień Fair Neutral oraz z chęcią wypróbowałabym inne formuły podkładu: Cashmere i Luminesse.

sobota, 6 października 2012

Maybelline Affinitone 24H Perfecting and Longlasting Foundation

Dzisiaj chcę Wam zaprezentować podkładową (jakże by inaczej:)) nowość od Maybelline: Affinitone 24 H Perfecting & Longlasting Foundation. Jest to odświeżona wersja kultowego już podkładu Affinitone Perfecting & Protecting Foundation with Vitamin E.

Obietnice producenta i dostępne kolory możecie przeczytać/zobaczyć na zdjęciu poniżej:

źródło


Skuszona znalezionymi w sieci opiniami, mówiącymi o tym, że odcień 005 light beige jest "niemal biały", podkład nabyłam. No cóż, do bieli to mu bardzo daleko, ale jak na podkład drogeryjny, nie jest źle! Light beige to faktycznie ładny, jasny beż z dosyć wyraźnymi, różowymi podtonami. Stopień jasności porównywalny jest do najjaśniejszych podkładów Bourjois (czyli rewelacji nie ma, ale od biedy blade twarze mogą go stosować).
Podkład ślicznie wygląda na buzi - bardzo ładnie wygładza skórę, chowa rozszerzone pory, dodaje blasku cerze. Krycie jest raczej średnie, ale z drugiej strony, od korygowania mankamentów cery jest korektor. Trwałość podkładu jest niezła, ale obietnice o 24 h można włożyć między bajki. 6-8h w przypadku mojej mieszanej cery to absolutne maksimum.
Tyle ze wstępnych oględzin. Pełną recenzję zamieszczę, jak zapoznam się z nim bliżej. Na pocieszenie trochę zdjęć:

Maybelline Affinitone 24H Perfecting & Longlasting Foundation, 005 Light Beige

Maybelline Affinitone 24H Perfecting & Longlasting Foundation, 005 Light Beige