czwartek, 27 września 2012

The Balm Mary-Lou Manizer - wielofunkcyjny rozświetlacz

Dzisiaj śpieszę do Was z recenzją mojego najnowszego kosmetycznego nabytku - rozświetlacza marki The Balm - Mary-Lou Manizer.
Na rozświetlacz dybałam już od pewnego czasu, ale zawsze wypadały mi pilniejsze wydatki i ostatecznie zakup przekładałam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Ostatnio Marionnaud przyszykował swoim klientom miłą niespodziankę - 30% rabatu na wszystkie marki na wyłączność, więc postanowiłam, że dłużej nie będę zwlekać i rozświetlacz w końcu kupię. Tak też się stało.

The Balm Mary-Lou Manizer

The Balm Mary-Lou Manizer

The Balm Mary-Lou Manizer


Jak widzicie na zdjęciach, rozświetlacz zamknięty jest w okrągłym, plastikowym opakowaniu, do złudzenia przypominającym płaską metalową puszkę. Stylistyka retro, to cecha charakterystyczna kosmetyków The Balm i może się ona podobać, lub nie. Mi, szczerze mówiąc, nie do końca ona odpowiada, ale przymykam na nią oko, ze względu na bardzo dobrą jakość kosmetyków the Balm.

Pudełeczko (jak to właściwie nazwać? Puderniczka?) posiada lusterko, co jest bardzo wygodne. Całość zapakowana jest w kartonik, z nadrukowanym składem (nareszcie ktoś pomyślał o tym, że może nie mam ochoty poszukiwać list zbiorczych ze składami), zastosowaniem kosmetyku etc.


Przejdę teraz do opisu zawartości. Rozświetlacz ma jasnozłocisty kolor. Kolor dosyć niefortunny, bo zdecydowanie bardziej pasują mi rozświetlacze utrzymane w chłodnej kolorystyce, np. różowe, srebrne. Plus jest taki, że złocista barwa nie jest intensywna, a roztarta na skórze staje się niemal odcieniem cielistym. Nie wyglądam więc jak Dolores O'Riordan w teledysku "Zombie".


The Balm Mary-Lou Manizer


Drobinki miki są bardzo drobno zmielone, za co chwała producentowi. Nie cierpię tandetnych, brokatowych rozświetlaczy, po których twarz nie jest świeża i pełna blasku, lecz świeci się jak kula dyskotekowa tudzież bożyszcze nastolatek Justin Bieber Edward Cullen. W przypadku Mary-Lou może nie mamy tak pięknej, mokrej tafli, jaką daje żelowy rozświetlacz Estee Lauder (klik!), ale efekt i tak jest rewelacyjny.


The Balm Mary-Lou Manizer

The Balm Mary-Lou Manizer

Przy nakładaniu Mary-Lou posiłkuję się dobrze zbitym pędzlem. Rozświetlacz nie tworzy paskudnych plam, a efekt można z powodzeniem stopniować - od subtelnego blasku, po dość wyraźny glow. Mika nie osypuje się zbytnio, więc kosmetyk można nakładać z dużą precyzją, podkreślając poszczególne partie twarzy.

Szajning lajk e star, czyli Mary-Lou w akcji:)


Trwałość rozświetlacza jest bardzo dobra. Mary-Lou utrzymuje się na mojej twarzy przynajmniej przez 12 godzin,  tracąc tylko trochę na intensywności. Co ciekawe, nawet jeśli spływa nam podkład, to rozświetlacz wciąż jest na swoim miejscu. Czary?
Rozświetlacz mnie nie uczulił, ani nie zapchał, czego się trochę bałam, bo w ostatnim czasie moja skóra ma kaprysy i coraz częściej pojawiają się na niej grudki i wypryski.

Podsumowując, Mary-Lou jest świetnym, uniwersalnym rozświetlczem. Jedyne, nad czym można ubolewać, to nad jego niską dostępnością (perfumerie Marionnaud) i brakiem szerszej gamy kolorystycznej. Mimo to, polecam wszystkim miłośniczkom subtelnego blasku na buzi:)

4 komentarze:

  1. ja unikałam rozświetlaczy jak ognia, aż w końcu postanowiłam pogrzebać. Teraz mam meteorki i za boga nie wiem co z nimi robić. Nie wiem, jak je nakładać żeby COKOLWIEK było widać. Tutaj przynajmniej coś widać :P

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie meteoryty wygładzały twarz i lekko zmiękczały rysy. Ale czasami podejrzewam, że sama to sobie wmówiłam. W sumie nie wiem, dlaczego zaliczane są do stricte rozświetlaczy; dla mnie to bardziej puder w kulkach, który coś tam może i skoryguje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Mary-Lou!:D Inne rozświetlacze już dla mnie nie istnieją i znalazły nowe domki.:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Blask jest naprawdę subtelny. Te złote drobinki nie są zbyt widoczne:) Ostatnio zamówiłam rozświetlacz i gdy zobaczyłam złote cząsteczki to trochę się przeraziłam. Ale dałam kosmetykowi szansę i na twarzy widać tylko delikatny błysk. Nawet moja chłodna karnacja nie kłóci się z tymi złotymi drobinkami:) Czasami można się przekonać do kosmetyków, które w teorii nie do końca powinny pasować do naszego typu urody;)

    OdpowiedzUsuń