niedziela, 12 sierpnia 2012

Równi i... równiejsi

Dzisiaj poruszę pewien nieprzyjemny i dość kontrowersyjny temat dotyczący jakości obsługi w perfumeriach Douglas, Sephora i Marrionaud. Być może niniejszy post będzie kijem wsadzonym w mrowisko i posypią się na mnie gromy, ale szczerze - mam to głęboko w odbycie. Wychodzę z założenia, że gdzie jak gdzie, ale na swoim własnym blogu mogę pisać, co mi się żywnie podoba (oczywiście nie przekraczając granicy dobrego smaku) i poruszać nawet najmniej wygodne tematy.

Przejdźmy jednak do meritum sprawy... W perfumeriach Douglas/Sephora/Marionnaud kosmetyki kupuję od dobrych sześciu czy siedmiu lat. Wcześniej moja noga w nich nie postała z prostego powodu - w moim rodzinnym mieście takowych luksusów nie było:P Przeprowadzka do stolicy ten fakt oczywiście zmieniła. Mając swobodny dostęp do centrów handlowych oraz dysponując pewną ilością wolnego czasu, rozpoczęłam eksplorację perfumerii.
Obecnie swoje zakupy ograniczam do kilku z nich, zlokalizowanych w Złotych Tarasach, Arkadii, Galerii Mokotów, Wola Parku oraz Promenady. Nie jest tego dużo ale nakładanie kilometrów i krążenie po mieście 'bo chcę kupić/obejrzeć podkład" wydaje mi się bezsensowne. Jeśli chodzi o zagraniczne perfumerie, to odwiedzałam wyłącznie Douglasy w Barcelonie, Maladze i Sevilli. Ilość może i nie robi wrażenia, ale daje jakieś pojęcie o jakości obsługi w innych krajach...
No dobra, skupmy się jednak na rodzimych, a zasadniczo na 'warszawskich' perfumeriach.



Zacznę od sieci perfumerii Douglas, bo tej mam najwięcej do zarzucenia. Politykę sklepu mogę podsumować w jednym zdaniu: Staraj się zdobyć sympatię klienta wyglądającego na zamożnego, resztę olewaj.
Moje wizyty w Douglasie zwykle wyglądają następująco: wchodzę, obsługa od początku do końca mnie ignoruje (chyba, że coś kupuję, albo sama podchodzę i proszę o próbkę, odlewkę produktu, który mnie zainteresował - wtedy olać mnie się  nie da) czasami do moich oględzin dołącza pan z ochrony, który włóczy się za mną, niczym wyjątkowo napuszony pies obronny. 
Przebieg scenariusza w dużej mierze zależy od konkretnego Douglasa - totalna ignorancja panuje w Wola Parku (co akurat mi odpowiada, bo mogę spokojnie przyjrzeć się kosmetykom. Nie rozprasza mnie ani ochroniarz-cień, ani lustrująca mnie obsługa), natomiast zdecydowanie najgorszy, wręcz żenujący poziom obsługi uświadczymy w Złotych Tarasach. Tak moi kochani, to właśnie Douglas w Złotych Tarasach jest kwintesencją powiedzenia : "z dziada pan". Nie mam pojęcia, czy konsultantki przechodzą tam jakieś specjalne szkolenie celem wyłowienia ' wizualnie dobrych (czyt. kasiastych) klientów' i tylko wobec niech są uprzejme, czy może ja natrafiam na nie właśnie w te dni, w które mają wyjątkowo zły humor (czyżby kierownik ogłosił, że w tym miesiącu premii nie będzie?:)) Tak czy siak, o ile nie przyjdę tam ubrana w szpileczki, markowy  płaszczyk i torebeczkę od znanego projektanta, nikt (z wyjątkiem pana ochroniarza rzecz jasna) nie uzna mnie za godną ich jakże cennej uwagi. Dziwnym trafem Douglas ten cierpi na wieczny brak pojemników na próbki, niedobór giftów dorzucanych do zakupów etc. Tak jak już wspomniałam, sytuacja zmienia się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy z szarej myszki przeistoczę się w kobietę światową. Wtedy to konsultantki kłaniają mi się niemal w pas, ochroniarz nagle mówi mi "dzień dobry', wszyscy stają się życzliwi, mili i uśmiechnięci. Cóż za zaskakująca zmiana! Dosyć zabawną historię przeżyłam jesienią ubiegłego roku, kiedy to po pracy wstąpiłam na chwilę do Douglasa z nadzieją na otrzymanie próbki podkładu Clarins. Konsultantka mi odmówiła, twierdząc że nie mają już słoiczków. Traf chciał, że tego samego dnia miałam spotkanie, którego charakter wymagał ode mnie nienagannego, eleganckiego ubioru. Po spotkaniu wróciłam do rzeczonego Douglasa i próbkę podkładu otrzymałam. Razem ze sporą ilością darmowych saszetek z kremami/ balsamami  i innymi darmowymi pierdółkami:P
Od tego wydarzenia, Douglasa odwiedzam bardzo sporadycznie. Nie mam zamiaru dofinansowywać sieci perfumerii, która nie szanuje swoich klientów. Mam w dupie to, jaką politykę preferują, bo szacunek należy się każdemu, bez względu na wygląd czy status materialny*.
Co ciekawe,  odnoszę nieprzyjemne wrażenie, że segregacja klientów na "lepszych" i "gorszych" jest domeną polskich perfumerii Douglas. Tak jak wspominałam, zdarzyło mi się odwiedzać hiszpańskie Douglasy i tamtejszy poziom obsługi jest zupełnie inny. Konsultantki i konsultanci są uprzejmi (ale nie namolni i służalczy, co mogłoby zmieszać klienta), nikogo nie zdziwi, jak wpadniesz do perfumerii w porwanych portkach i z rozwianym włosem. Albo inaczej - nie zdyskredytują ciebie na stracie, a podejdą i uprzejmie zapytają, w czym mogą pomóc.




Porzućmy jednak temat Doulasa i przyjrzyjmy się Sephorze. Nie wiem czy wiecie, ale w Polsce Sephora ma dłuższą tradycję niż Douglas. Pierwszą perfumerię Sephora otworzono w 1998 roku, podczas gdy Douglas zawitał do nas w roku 2001. I nie wiem, czy wynika to z dłuższego stażu pracy, co przekłada się na doświadczenie, czy może z odmiennej polityki firmy wobec klienta, ale biorąc pod uwagę jakość obsługi, Sephora bije Douglasa na głowę.
Nie zdarzyło mi się by obsługa Sephory potraktowała mnie z góry, nie zdarzyło mi się, by ktoś nie zaproponował mi pomocy albo ochroniarz chodził za mną krok w krok. Niezależnie od miejsca robienia zakupów (Złote Trasy, Galeria Mokotów, Wola Park) czy mojego ubioru/fryzury/makijażu, konsultantki traktowały mnie życzliwie. Pamiętam nawet sytuację, w której zdarzyło się, że dziewczynie obsługującej kasę skończyły się próbki, a ta, ku mojemu najwyższemu zdumieniu, pobiegła w głąb perfumerii, by zdobyć dla mnie choć jeden upominek. Nie powiem, było to bardzo, bardzo miłe.
Jeśli miałabym wybrać swoją ulubioną Sephorę, to będzie to perfumeria w Wola Parku. Nie mam nic do zarzucenia dziewczynom tam pracującym; powiem więcej - przez swoje swobodne, przyjacielskie nastawienie, pozwalają mi się rozluźnić i skupić na zakupach, jak w żadnej innej perfumerii.



Jeśli chodzi o Marionnaud, to z perfumerią to mam dość niewielkie doświadczenie. Wynika to z prostej przyczyny - w PL Marionnaud  dopiero raczkuje. Zdarza mi się jednak od czasu do czasu tam zajrzeć, głównie ze względu na częste promocje. Do jakości obsługi nie mam dużych zastrzeżeń, dziewczyny - zwłaszcza młodsze, są uprzejme, nie robią łaski że obsługują klientów, ochrona nie śledzi nas na każdym kroku. Ogólnie - jest ok, myślę że perfumeria ma wielki potencjał i mam nadzieję, że będzie dalej się rozwijać.

Podsumowując - mówię "tak" dla perfumerii Sephora i Marionnaud. Jeśli chodzi o Douglas to sieć powinna otrzymać zdrowego kopniaka w dupę, bo widać pozycja lidera na rynku sprawiła, że komuś przestawiło się coś pod kopułką.

*gdyby ktoś zaproponował mi i pani konsultantce zabawę: "pokaż mi swój PIT", to obawiam się, że wielka pani konsultantka minę miałaby nietęgą. To, że nie przychodzę wystrojona do perfumerii, jak szczur na otwarcie kanału, nie oznacza, że nie mam funduszy na zakupy:PPP

27 komentarzy:

  1. doskonale to rozumiem, chociaż akurat częściej spotkałam się z odwrotną sytuacją. Tzn w douglasie miałam luz, a w sephorze mnie zlewali. Osobiście lubię sephorę, bo ma mojego ukochanego korresa i kiedy skończyło mi się wszystko, poszłam na wielkie zakupy (w starych dzinsach, tiszercie i samym podkładzie- w końcu szłam na wielkie zakupy ergo malowanie, testowanie etc)- w sephorze jak już udało mi się kogoś poprosić o pomoc, to pani obrzuciła mnie tak pełnym pogardy spojrzeniem (zapytałam o podkład guerlain), że wyszłam. Poszłam do douglasa i o dziwo pani nie miała problemu, pokazała wszystko, doradzała. W sumie nawet na przerwę przeze mnei zeszła za późno. Gratisów dostałam masakrycznie dużo.
    A marrionaud rzadko odwiedzam, ale raczej dlatego, że wydałam kiedyś ponad dwie stówki na serum na piersi, a pół roku później było po terminie (sprawdziłam na checkcosmetics). i nie, nie było w promocji. Dlatego do nich podchodzę baaardzo ostrożnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat zawsze zlewa obsługa Douglasa. I nie są to jednostkowe przypadki. Jedyny Douglas który lubię, to Douglas w Promenadzie. Ale mam do niego bardzo daleko.

      Usuń
  2. U mnie w Douglasie sytuacja się poprawiła. Parę lat temu jak się weszło w trampkach czy ogólnie stroju nieeleganckim a nie szpilkach to lepiej o nic nie pytać-pani patrzyła na ciebie wzrokiem mówiącym "po co tu przyszłaś i tak na nic Cię nie stać" ;-D teraz jest lepiej, próbek, ba! pustych słoiczków mi nie odmawiają, pytają w czym pomóc ale nie są namolne. Ale przy zakupach gifów skąpią, kilka razy nawet nic nie dostałam przy zakupie na np. około 100zł. Jak już coś dorzucą to jedną marną próbeczkę mimo że w szufladzie widziałam kupę wszystkiego mają. W Marionnaud też jest w porządku. Co do Sephory niestety nie miałam okazji się przekonać :-(, w moim mieście nie ma a jak raz byłam w pobliskim mieście w tej perfumerii to panie były raczej nieuprzejme :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. ja do Douglasa wchodzę tylko oglądać, i na przekór nic nie kupuję, za to, że mam te same odczucia względem Douglasa co Ty. Za to w Sephorze czuję się jak ryba w wodzie, przychylność konsultantek stała się ich domeną - takie jest moje zdanie na ich temat.

    OdpowiedzUsuń
  4. W Douglasie i Sephorze nigdy mi sie to nie zdarzylo na szczescie. Tajniakami miedzypolkowymi zdecydowanie wszystkich bije na glowe Rossmann. Za KAZDYM razem mam wrazenie, ze zaraz kaza mi wypakowywac torbe.
    Nie lubie w ogole, kiedys ktos podchodzi i pyta, czy w czyms moze pomoc. Wiem, ze tutaj na dwoje babka wrozyla, bo niektore klientki chca byc zapytane, inne nie. Ja mam na tyle smialosci, ze sama podejde i zagadam.
    W Marionnaud nigdy jeszcze nie bylam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na ochroniarza z Rossmana znalazłam sposób - jak zaczyna za mną krążyć idę do stoiska z podpaskami i zaczynam przebierać w tamponach, wkładkach higienicznych itp. Ochroniarz zwykle sterczy jeszcze chwilę i czmycha:)
      Moja koleżanka jest jeszcze lepsza, bo któregoś razu, kiedy ochroniarz się do niej przykleił, chwyciła za wielgachne opakowanie pieluch, wcisnęła je ochroniarzowi do rąk głośno mówiąc: "O, Jak miło że pan tu stoi. Może pan to chwilę potrzymać?" Po czym dalej szperała na półce. Ochroniarz stał w głębokim szoku nawet nie protestując. Podobno teraz unika jej jak ognia:)

      Usuń
    2. Ja zaczęłam się odwracać i pytać, czy żel borówkowy z Alterry jeszcze powróci zimą. Ochroniarz zazwyczaj się peszy i każe iść spytać koleżanek:P

      Usuń
    3. Chyba spróbuję tego sposobu:D

      Usuń
    4. Moja mama była lepsza, bo kiedyś zapytała, czy większość kobiet używa podpasek z Always czy Naturelle, bo niestety sama nie potrafi się zdecydować. Teraz ten pan ochroniarz nawet do niej nie podchodzi, woli unikać niewygodnych pytań:D

      Usuń
    5. Haha, dobre sposoby dziewczyny :D Mnie zwykle bawi, jak widzę ochroniarza, który sunie za mną od alejki do alejki :D Z grzebaniem w podpaskach niezłe, można by jeszcze spytać ''jak pan sądzi, te będą lepsze czy te drugie?'' :P

      Usuń
    6. No widzę, że mama karminowych ust już na to wpadła :D

      Usuń
    7. Albo zapytać o chłonność. Albo rozmiar tamponów:DDDD

      Usuń
    8. Krótko mówiąc, należy zadawać szczegółowe pytania:D

      Usuń
  5. Mnie z kolei w Sephorze parę razy potraktowano z góry, ale gdy wzięłam to, co chciałam i podeszłam do kasy, to hojnie mnie obdarowano próbkami.
    W Douglasie bywam traktowana różnie. Czasem jestem olewana, a czasami traktowana jak królowa. Zdarza się, że chociaż kupuję dwa tuszę za ponad 100 zł, to nie dostaję żadnej próbki...
    Marionnaud mam stosunkowo daleko, więc rzadko tam bywam, ale nigdy nie zostałam tam źle potraktowana. Obsługa jest miła, życzliwa, ale nie można jej określić jako nachalnej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, niestety, nie mam szczęścia do Dougiego:P Moje ostatnie zakupy zakończyły się tym, że stałam z 5 minut przy kasie z podkładem Lancome w garści zanim zdziwiona konsultantka skończyła plotki z koleżanką, podeszła do mnie i zapytała, czy czekam do kasy. Miałam ochotę jej powiedzieć, że nie kuśwa, stoję bo lubię. Teoretycznie mogłam do nich podejść i poprosić, by mnie obsłużono, ale z drugiej strony, to ja przychodzę do nich, by wydać ciężko zarobione pieniądze i to mi przysługuje ten przywilej, by być obsłużonym na najwyższym poziomie.

      Usuń
    2. Tez nie lubie miec wrazenia, ze komus w parade wchodze.
      Zdarzylo mi sie to tutaj, czyli w cholernej Alabamie, na stoisku Lancome. Kupowalam chyba zapach jakis. Pani chciala sie pozbyc mnie jak najszybciej, nie bylo sladu po probkach, nic. Ot tak, mieso mi rzucila, wziela kase i dala do zrozumienia, ze mam spadac :)
      Nastalam sie rowniez swego czasu dobre 15 minut na stoisku MACa (ktorego do tej pory nie sprobowalam), bo co chwile ktos mi mowil, ze "juz juz". Pan bylo dwie, jedna zajeta chyba paznokciem albo ciastkiem, druga jakiejs pani typu "soccer mom" usilowala dobraz roz bodaj. W koncu sobie poszlam :)

      Usuń
    3. Kurczę, jak mnie wkurza takie traktowanie klienta. Gdybym ja tak olała pacjenta, zaraz bym wylądowała na dywaniku u szefowej. Z drugiej strony nie jestem w stanie olewać swoich pacjentów. Nawet jak doprowadzają mnie do szału.
      Co do MAC-a, to w Warszawie mam odwagę wejść tylko do jednego - w Arkadii. W innych obsługa mnie onieśmiela swoim poczuciem wyższości o_O

      Usuń
    4. Też nienawidzę takiej ignorancji. Kiedyś poszłam z przyjaciółką do Douglasa, bo szukałyśmy jakichś ciekawych zapachów. To było między zajęciami. W drogerii oprócz nas była tylko jedna pani, która brała szminkę Diora. Ekspedientek było więcej niż nas, potencjalnych klientek. Mimo to długo sobie poczekałyśmy, zanim zwrócono na nas uwagę. Chyba wyglądałyśmy zbyt biednie na potencjalne klientki. Zwykłe kurtki z sieciówek, niezbyt wyszukany makijaż i ciężkie torby z notatkami musiały je zniechęcić... A gdy w końcu jedna z nich podeszła do nas, to niestety nie była w stanie nam pomóc, ponieważ jej wiedza nt. zapachów była bardzo niewielka...

      Usuń
  6. U nmnie Mario wypada najslabiej pod względem obsługi/próbek itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie jest tak źle... Na szczęście...

      Usuń
  7. Ja myślę, że to kwestia losowa, czasem nic nie kupię, a tylko testuje [w stroju bardzo casualowym], a konsultant chodzi ze mną po sklepie i miło i kompetentnie doradza. Zauważyłam dziwną rzecz - jak chce coś kupic i nawet chetnie skorzystałabym z pomocy, to nikt nie podejdzie, jak przychodzę na oglądanie, macanie i wąchanie to i sześć pracowników mnie zaczepi.

    Ale miałam jedno wydarzenie, które troche mnie rozgoryczyło - modliłam się w martensach i z kostką na plecach przed Lutkami, wąchałam bloterki i naprawde potrzebowałam helpa, bo miałam mocne postanowienie kupna i nie mogłam się zdecydowac, a dwa metry dalej trzy laski szczebiotały panu w średnim wieku, jakie perfumy powinien wybrac i dlaczego. Widac moja prezencja nie zasługiwała na konsultacje. Nie muszę mówic, ze pan i tak wyszedł z pustymi rekami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W martensach do perfumerii? I jeszcze z kostką? A kysz szatanie! :D

      Usuń
  8. Jak zobaczyłam wzmiankę tego posta musiałam go przeczytać. Mam dokładnie, identyczne wrażenia oraz doświadczenia, jak Ty. Z tą różnicą, że ja zawsze jestem w bardzo miły sposób traktowana w Douglasie, natomiast Sephora...zgroza. Tyle, że ja jestem z Wrocławia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny post. Ja osobiście mam odmienne zdanie- Douglas na plus, Sephora na minus. Chociaż miałam kiedyś niemiłą scysję i przy okazji poznałam Panią kierownik z najczęściej odwiedzanej przeze mnie Sephory i zauważyłam, że jak jest na zmianie, to pracownicę chodzą jak w zegarku. Ile sklepów tyle opinii;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ochroniarza w Rossku załatwiłam prosząc o pomoc. Facet był, że tak powiem skromnego wzrostu, a ja kazałam mu zdjąć coś z najwyższej półki :D W Drogerii Naturze na głowę biją panie ekspedientki, które także łażą za klientkami pod pretekstem udzielania porad, pomocy itd.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakże trafne spostrzeżenia. Mam takie samo negatywne zdanie o perfumeriach Douglas. Omijam szerokim łukiem. Sephora na plus. Z Marrionaud nie mam doświadczenia. Byłam może raz ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. W Kielcach w Galerii Echo również obsługa jest nie do końca miła, dobierają podkłady na zasadzie - "trzeba nadać kolor takiej bledocie" i wciskają ciemne odcienie. Z drugiej strony - byłam ostatni w Toruniu w Copernicus i byłam oczarowana :) nie dość, że bardzo mi pomogły, to jeszcze mogłam porozmawiać z wizażystką, która faktycznie znała się na rzeczy i chciała mi pomóc :) Więc może zależy od sklepu. Może nie zawsze obsługa w takich sklepach patrzy na ludzi po wyglądzie kto warty a kto nie :)

    OdpowiedzUsuń