piątek, 17 sierpnia 2012

Producenci, konsumenci i szczypta rozumu...

Do napisania tego posta skłoniła mnie świeża na bloggerze historia z odżywkami do paznokci marki Eveline. Większość z Was zapewne wie o co chodzi, a jeśli wciąż żyjecie w błogiej nieświadomości, to gorąco namawiam do lektury następujących postów na blogach: Panna Joanna, Grzee.

Aferka z formaldehydem nieco mnie zirytowała. Dlaczego? Ano dlatego, że niemal każdy wziął pod obstrzał firmę Eveline, jakoby głównego sprawcę tego całego paznokciowego zła. Przestraszone dziewczyny zaczęły wyrzucać pazurkowe "odżywki" do kosza sypiąc gromy pod adresem producenta.

A ja się pytam, gdzie się podział rozum konsumentów? Bo nie wiem jak inni, ale ja jeśli już coś kupuję, to zawsze sprawdzam skład pod kątem bezpieczeństwa.  A jak trafię na jakiegoś babola w składzie, to sprawdzam po jakie licho on tam siedzi. Nie mówiąc już o tym, że jak mnie piecze skóra po nałożeniu kosmetyku, to szybko zmywam badziewie, a nie sobie wmawiam, że tak ma być.

Tymczasem padły oskarżenia pod adresem firmy, że na preparacie nie ma ostrzeżenia odnośnie negatywnych skutków działania "odżywki". A czy producenci konserwujący produkty parabenami informują nas, że substancje te znaleziono w guzach nowotworowych zlokalizowanych w klatce piersiowej? I że wywołują reakcje alergiczne? Czy spotkaliście się z ostrzeżeniem producenta, że szampon zawiera DMDM hydantoinę, która jest pochodną formaldehydu? Założę się, że nie. I nie ma co się dziwić, bo dewizą świata współczesnego jest hasło: " Jak zarobić, aby się nie narobić." I trzeba być tego cholernie świadomym. Nie ma się co oszukiwać, że firmy jakoś szczególnie troszczą się o nasze szczęście. Bardziej zainteresowane są naszymi pieniędzmi. Wypuszczają więc na rynek produkty spełniające normy bezpieczeństwa narzucane przez regulacje prawne i to tyle. A my, jako świadomi konsumenci, musimy potem wyłuskiwać te produkty, które są dla nas najlepsze i najbezpieczniejsze.

I nie musimy być nawet jakoś szczególnie obeznani w składach. Wystarczy zdrowy rozsądek. Bo jeśli coś mnie podrażnia, jeśli po jakimś mazidle boli mnie skóra, widzę wysuszenie etc. to jasne jest, że to odstawiam, a nie czekam na zmiłowanie boskie.




Być może mój post zostanie napiętnowany. Trudno, przeżyję to. Ale uważam, że każdy kij ma dwa końce i w takich sytuacjach, jak opisywana "afera odżywkowa" warto wziąć pod uwagę różne punkty widzenia.

8 komentarzy:

  1. To tylko zapowiedź, czy blogger znowu oszalał i zjadł rozwinięcie tematu?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogger zaszalał i ledwie po wpisaniu nagłówku posta, opublikował mi go. Bez treści oczywiście ;///

      Usuń
    2. Tak też pomyślałam... Wcześniej miałam podobną przygodę. Treść wprawdzie była, ale bez zdjęć...

      Co do poruszonego przez Ciebie tematu to zgadzam się w całej rozciągłości. To nie wina Eveline, ale składnika. Formaldehyd występuje także w wielu lakierach do paznokci, o czym wiele osób zapewne nie wie. Jeśli komuś szkodzi dany składnik, to powinien zrezygnować z kosmetyków, które go zawierają.

      Usuń
  2. Moim zdaniem błędem przerażonych konsumentek tej odżywki było nieodpowiednie dostosowanie się do treści ulotki, bo jeżeli coś jest nazwane KURACJĄ, to słowo dla mnie oznacza jedno - zastosowanie raz na rok, góra dwa razy do roku, a nie 4, czy 5 opakowań pod rząd. Też używałam tej odżywki(diamentowa), i nic złego się nie stało. Pazurki stały się grubsze i mi to wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie mnie to bardzo zirytowało. Preparat ma w składzie formaldehyd, to raz. Dwa, że jak już ma ten formaldehyd, to wypada zobaczyć jak to to działa. Trzy, że jak już to stosuję, to stosuję z głową, czyli nie przeginam z nakładaniem. Cztery - jak widzę, że dzieje się coś niepokojącego ( i niech dziewczyny piszą co chcą, ja nie wierzę w to, że płytka jednego dnia była piękna, mocna i zdrowa, a następnego zupełnie bezboleśnie nieomal zlazł mi paznokieć) to definitywnie odstawiam preparat. I pięć - jak jeden cykl kuracji nie pomaga, albo efekt szybko znika i znowu mam brzydkie paznokcie, to szukam przyczyn takiego stanu, a nie skupiam się na doraźnym maskowaniu problemu.

      I jeszcze jedno - też stosowałam odżywkę z aldehydem. Marki Wibo. Jak pazury zaczęły mnie boleć po dwóch dniach, to skupiłam się na składzie i odżywkę odstawiłam. Po prostu.

      Usuń
  3. Mi akurat odżywka nie szkodzi,ale używam jej bardzo rzadko. Pomogła paznokciom. Masz rację, trzeba z głową. A myślę, ze sporo posiadaczek Eveline teraz przerzuci się na Nail Tek, bo ma dobre opinie :p a że w składzie też ma formaldehyd :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Twoim zdaniem.
    Formaldehyd utwardza i pogrubia płytkę, sprawia że lakier czy odżywka dłużej się trzyma. O ile w lakierach spotyka się go rzadziej niż kiedyś tak w odżywkach do paznokci jest obecny i producenci tego nie ukrywają przecież! Wystarczy spojrzeć na skład i brać na własną odpowiedzialność- a nie chwytać kosmetyki na ślepo a potem jęczeć w zbiorowej psychozie.
    Również mam tą odżywkę(kupiłam wiedząc co zawiera bo na kartoniku jest napisane jak byk) ale używam jej od przypadku do przypadku np. pod ciemny lakier żeby nie odbarwić sobie płytki albo gdy mam ochotę na frencha :-). Odżywka stosowana rzadko i z głową krzywdy nie robi-paznokcie są utwardzone i wizualnie wyglądają ślicznie. Kosmetyki działają tylko zewnętrznie-nie wyleczą nam przecież chorych paznokci czy włosów. Zresztą nie wyobrażam sobie używać kosmetyków ze szkodliwymi związkami bez przerwy. Tak jak zostało napisane- to jest kuracja do przeprowadzania raz czy dwa razy w roku a jak nas coś boli czy piecze to po prostu odstawiamy natychmiast.
    Takie samo zdanie mam co do jedwabiu do włosów. Gdy mam problem z rozczesaniem włosów to po niego sięgam, ułatwia rozczesywanie, nabłyszcza, włosy chwilę wyglądają na zdrowsze. Ale denerwuje mnie ze dziewczyny traktują jedwab jak lek czy odżywkę na zniszczone włosy a potem sypią się gromy że wcale nie naprawia posiekanych końcówek a stosowany non stop wysusza. Dżizas...
    Konsumentki zapominają że te wszystkie jedwabie, odżywki działają doraźnie. Jak się odstawi to paznokcie i włosy znowu się "sypną" jak nie zadbamy o siebie od wewnątrz. Nie neguję używania takich kosmetyków bo sama się nimi wspomagam ale tylko wspomagam i nie oczekuję cudów a jak coś szkodzi to wywalam i tyle.
    Jak np. szkodziłby mi tlenochlorek bizmutu a kupiłam minerały z tym składnikiem to powinnam mieć pretensje to siebie a nie producenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto mi właśnie chodzi. Zwłaszcza że skład nie jest owiany tajemnicą. Widziały gały co brały, więc pretensje można mieć tylko do siebie.

      Usuń