wtorek, 14 sierpnia 2012

Laminowanie włosów żelatyną by quench:)

Moda na laminowanie włosów żelatyną rozprzestrzeniła się w blogsferze, niczym zaraza:) Zastanawiam się, czy uchował się jeszcze ktoś, kto nie słyszał o najnowszej metodzie na pozyskanie pięknej, lśniącej kaskady włosów.
Jako, że metoda nie jest ani pracochłonna, ani nie wymaga posiadania w domu nadzwyczajnych środków pielęgnacyjnych (wystarczy łyżka żelatyny spożywczej oraz maska bądź odżywka do włosów), laminowaniem włosów zainfekowałam się i ja. Z tym, że ja laminowanie włosów przechodzę po swojemu:D

Standardowy przepis na laminowanie znajdziecie na blogu anwen  (w wielkim skrócie - jedną łyżkę żelatyny rozpuszczamy w trzech łyżkach gorącej wody i po ostudzeniu dodajemy do maski. Przygotowaną mieszankę nakładamy na umyte szamponem włosy i zostawiamy na minimum 40 minut. Po tym czasie maskę spłukujmy i cieszymy się odżywionymi włosami).

Moje włosy wyznają zasadę równowagi. Nie lubią czystych, samotnych protein, podobnie jak nie przepadają za samotnymi humektantami czy emolientami. Muszę więc równoważyć poszczególne składniki, bo inaczej moje włosy stroją fochy. A wierzcie mi - kręcone włosy z fochem, to nie jest przyjemny widok :P

Mieszanka do laminowania włosów mojego autorstwa wyglądała więc następująco:

  • 1 płaska łyżka żelatyny spożywczej,
  • 1/3 szklanki gorącej wody,
  • łyżka maski do włosów Garnier "Nutri Odbudowa",
  • kilka kropel kwasu hialuronowego,
  • niecała łyżka gliceryny,
  • łyżka oleju łopianowego.

Składniki mieszanki:)


Składniki wymieszałam w miseczce (wszytko pięknie się połączyło, a mieszanka miała konsystencję lekkiego kremu), nałożyłam folię na głowę, a całość owinęłam ciepłym ręcznikiem. Utrzymywanie ciepła jest ważne, bo chłodne powietrze może powodować ścinanie się maski. A wydłubywanie galaretki z włosów nie jest fajne, zaręczam;)

Mieszanka gotowa do nałożenia na włosy


W turbanie spędziłam 35 minut, po czym dokładnie wypłukałam włosy letnią wodą. Bałam się, że maź będzie ciężko schodziła, np. porobią się farfocle albo galaretowate gluty, ale na szczęście wszytko znakomicie się zmyło. Pozostało mi tylko poczekać, aż włosy naturalnie wyschną.

Efekt laminowania pozytywnie mnie zaskoczył. Przyznam, że bałam się, że moje włosy źle zareagują na proteiny i pojawi się przesuszenie. Nic takiego się nie stało - włosy po laminowaniu stały się jedwabiste w dotyku, miękkie (nie ma usztywnienia o którym czytałam na blogach), są zdecydowanie bardziej lśniące i mięsiste.
Foto kudełków poniżej:





Podsumowując - laminowanie okazało się bardzo fajnym pomysłem na dokarmienie włosów. Nie mam po nim tradycyjnego, proteinowego przesuszu wołającego o pomstę do nieba. Skręt się nie pogorszył, a nawet lekko poprawił, włosy nabrały miękkości i blasku. Polecam!

8 komentarzy:

  1. Ja parę dni temu robiłam to laminowanie, u mnie efekty były zerowe. Po spłukaniu włosy były tak samo ciężkie, grube i proste jak zawsze czy jak po zwykłej masce :-) będę próbować jeszcze, dodam na drugi raz jakoś olejku bo robiłam z samej wody, żelatyny i maski. Proporcje na oko ale wyszła fajna konsystencja więc jeśli chodzi o nakładanie i spłukiwanie to spoko. Tylko efekty mnie nie oszołomiły niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że udało Ci się zachować naturalne skręty:) Ja cały czas sprawdzam, jakie efekty dało laminowanie u osób z kręconymi włosami. Coraz bardziej się przekonuję do tej metody. Na początku obawiałam się przyklapu. W prostych, ugładzonych włosach nie wyglądam zbyt korzystnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może właśnie na falowanych i kręconych są lepsze rezultaty. Na prostych z natury i mięsistych się nie sprawdza-jedynie włosy może trochę dłużej są sztywne i proste jak druty :-) ja już sobie dałam spokój z kręceniem włosów, również gładka kaskada mi się u mnie nie widzi-mam ciężkie przylizane włosy... ale efekt push up nie chce mi się trzymać dłużej jak pół godziny. Muszę teraz z kolei wypróbować naturalnego utrwalacza do włosów w postaci siemienia lnianego :-)

      Usuń
    2. Właśnie bałam się, że na kręciołach laminowanie się nie sprawdzi, bo kręcone włosy są zwykle porowate i nie lubią protein. Kiedyś wypróbowałam na swoich włosach kolagen, i efekt był opłakany. Włosy wróciły do siebie dopiero po dwóch miesiącach ale i tak musiałam obciąć suche końcówki. Żelatyna jednak działa inaczej - nie wysusza jak kolagen.

      Usuń
    3. Ja nie wiem, jakie moje włosy mają podejście do protein. Nie licząc odżywek fryzjerskich z keratyną, nigdy nie próbowałam ich karmić białkiem. Po kosmetykach profesjonalnych moje włosy są zwykle wysuszone na wiór, ale w ich przypadku ciężko znaleźć winowajcę. W tego typu produktach aż roi się od substancji, które mogą mi zaszkodzić. Moje włosy nie lubią alkoholu.

      Usuń
    4. W sumie też na początku nie wiedziałam, jak to będzie z proteinami. Zrobiłam sobie mgiełkę składającą się z soku z aloesu, keratyny, kolagenu z elastyną oraz gliceryny i uzyskałam dech zapierające siano...
      Wczoraj znowu laminowałam włosy, ale zmodyfikowałam przepis. Darowałam sobie olej i kwas hialuronowy, zmniejszyłam ilość gliceryny, a zwiększyłam ilość żelatyny ( a więc protein). Maskę trzymałam 10 minut i uzyskałam dużo gorszy efekt niż za pierwszym razem. Co oznacza, że moje włosy są fanatykami równowagi. Czyli proteiny muszę obowiązkowo równoważyć nawilżaczami i emolientami.

      Usuń
  3. Tez się przymierzam, skoro to proste i efektowne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj. Jeśli się boisz obciążenia, to nie dodawaj tylko tak dużej ilości żelatyny, a np. jedną łyżeczkę i obserwuj jak się zachowają włosy:) Ja zaryzykowałam i nie żałuję:)

      Usuń