piątek, 13 lipca 2012

Podkłady Korres

Marka Korres nie jest w Polsce szczególnie popularna. Przyznam szczerze, że sama jeszcze nie tak dawno w ogólnie nie zwracałam na nią uwagi. Wynika to z trzech faktów - słabego marketingu, kiepskiej dostępności ( perfumeria Sephora ma wyłączność na tę markę) i zadziwiająco wysokich cen. Wysokie ceny to akurat wina Sephory - jako jedyny dystrybutor Sephora wyznaje zasadę 'wolność Tomku w swoim domku' i nalicza sobie zatrważającą marżę na te kosmetyki. I o ile w rodzimej Grecji Korres to marka 'poślednia', czyli nie jest traktowana jak jakiś cud, ba! - można ją dostać niemal w każdej aptece, to Sephora traktuje ją na równi z pozostałymi markami selektywnymi. Oznacza to tyle, że podkład zamiast kosztować 90 zł kosztuje 160 zł.

No dobrze, wracając do tematu - w moje ręce w ostatnim czasie,dziwnym trafem wpadły dwa podkłady ( a jakże!) marki Korres. Są to; Ginger & Vitamins Foundation oraz nowość Pomegranate Foundation. Pierwszy zdobyłam na wizażowej wymiance, drugi kupiłam (jak zwykle bardzo pochopnie, ale o tym później).




Jak widzicie tubki urodą nie grzeszą. Są za to bardzo praktyczne. Kartoniki są przyjemniejsze dla oka. Ot, takie spostrzeżenie natury estetycznej:)

Na pierwszy ogień pójdzie podkład Ginger & Vitamins.

Ginger & Vitamins Foundation


Jak widzicie producent zamknął go w dość tradycyjnej tubce, coś a'la pasta do zębów, albo klej szkolny za czasów PRL. Plus jest taki, że tuba jest mała, poręczna i pozwala na dozowanie dowolnej ilości produktu. A jak podkład będzie się kończył, miękką tubkę można najzwyczajniej w świecie przeciąć.

Podkład jest rzadki, lejący, ale jeszcze nie wodnisty. Ładnie rozprowadza się na skórze, nie smuży, nie robi placków, nie podkreśla włosków i zmarszczek.  Kryje raczej słabo, bardziej wyrównuje koloryt skóry, jak krem tonujący. Dobrze nawilża skórę.
Na mojej mieszanej cerze, niestety, nie grzeszy trwałością. Podkład wytrzymuje raptem 5-6 godzin, po czym zaczyna błyszczeć, a cera wygląda nieświeżo. Całość można utrwalić pudrem sypkim lub fiksującym, ale sztuczka ta zwykle kończy się tak zwanym "ciastem".

Dodatkowo podkład nieprzyjemnie pachnie. Nie wiem, może mam spaczony węch, ale dla mnie podkład śmierdzi jak ... kiszony ogórek! Fuj!

Po lewej - Pomegranate Foundation,  po prawej - Ginger & Vitamins

Po lewej - Pomegranate Foundation, po prawej - Ginger & Vitamins



Mój odcień to LF1, czyli najjaśniejszy. Nie jest to kolor powalająco jasny. Co prawda obecnie mnie nie przyciemnia (ha! a nawet rozjaśnia moją mocno opaloną skórę) , ale  zimą z całą pewnością mógłby posłużyć mi jako bronzer.


Podsumowując - miłości z tego nie będzie. Dobrze, że podkład nabyłam na drodze wymianki, a nie kupiłam.


Drugim podkładem jest Pomegranate Foundation. Podkład zakupiłam osobiście w Sephorze, za kwotę 159 zł (słownie: sto pięćdziesiąt dziewięć złotych). Przyznam, że jak na tak mało znaną markę, cena jest zastraszająca.
Za obudzenie we mnie dzikiej chęci posiadania Pomegranate  odpowiada white praline, która porównała go do podkładu Guerlain Parure Extreme (jej recenzję przeczytacie tutaj). Jako, że podkłady Guerlain są dla mnie za ciemne, Pomegranate upatrzyłam swoją szansę na porządny i w miarę jasny podkład.
Tak więc pognałam do Sephory, wymazałam twarz testerem, a kiedy pierwsze oględziny wypadły pozytywnie, podkład nabyłam.

Pomegranate Foundation


Nie będę tutaj przytaczać szumnych obietnic producenta, bo zwykle można je o kant pupy rozbić:P Napiszę, jak podkład sprawdza się na mojej cerze. Będzie to raczej zalążek większej recenzji, gdyż testuję go dopiero od kilku dni i nie wyrobiłam sobie o nim ostatecznej opinii.


Pomegranate jest podkładem gęstym, kremowym. Przyznam, że bardzo nie lubię takich podkładów, bo wydają mi się ciężkie i tłuste.

Pomimo swojej treściwej konsystencji porządnie matuje, mocno kryje niedoskonałości, chowa pory, nie uwidacznia zmarszczek ani włosków. Skóra wygląda na gładką, zdrową i wypoczętą.
O trwałości póki co się nie wypowiem, bo w upały unikam nakładania podkładu na dłużej niż parę godzin. Na podstawie pobieżnych testów nagębnych mogę powiedzieć tyle, że podkład wytrzymał w stanie względnie nienaruszonym około 4 godzin.
Podkład ładnie pachnie, troszkę jak krem dla dzieci.


Opakowanie jest podobne do podkładu Ginger & Vitamins, z tym, że tubka zakończona jest 'dziubkiem' co ułatwia aplikację: 



I to byłoby na razie tyle. Dodatkowymi spostrzeżeniami podzielę się wtedy, kiedy podkład dokładniej przetestuję.

7 komentarzy:

  1. Strasznie drogi ten podkład, ale tak to jest, jak jakaś drogeria jest wyłącznym dystrybutorem. Ja o tej marce dowiedziałam się na blogu Brunettesheart. Bardzo napaliłam się na krem z filtrem Korresa, bo podobno to firma produkująca kosmetyki o naturalnym składzie. Już nawet byłam skłonna wydać te 200-300 zł, ale okazało się, że skład wcale nie jest taki super. Kosmetyki o takiej zawartości mogę kupić w drogerii za 20-30 zł.

    OdpowiedzUsuń
  2. PS Nie wiem, czy wiesz, że masz weryfikację obrazkową:) Ja długo nie wiedziałam, że mam ją włączoną, aż zostałam uświadomiona, dlatego też na wszelki wypadek Cię uświadamiam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za uświadomienie:) Już to poprawiłam:)
    Wracając do Korresa, to cena jest rozbojem w biały dzień. A te ich czary-mary odnośnie super przyjaznych składów to zwykły chwyt marketingowy.

    OdpowiedzUsuń
  4. żadko kiedy, czytam obietnice producenta, bo po prostu w ich piękne treści nie wierze, i szkoda czasu na czytanie. Wazniejsze jest dla mnie info, do jakiej cery się nadaje, bo te mocno nawilżające nie zdają egzaminu na mojej cerze. Co do pomegrante, to technika aplikacji chyba jest w nim jedynym minusem, ale efekt jaki można nim osiągnąć wybgradza ten cały trud nakładania dość gęstego podkładu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Promegranate jest właśnie bardzo specyficznym podkładem. Jeszcze nigdy żaden podkład nie dawał u mnie tak zwartej, a jednocześnie delikatnej warstewki na buzi. Tak jakby coś otuliło twarz kaszmirem. Muszę zobaczyć jak długo moja skóra będzie współpracowała z podkładem, bo ma ona to do siebie, że po jakimś czasie "odrzuca" różne kosmetyki - zaczynają one ścinać się, rolować i tłuścić. Pomimo iż przez pierwsze 2-3 tygodnie efekt był fenomenalny,

      Usuń
    2. też mam tak z niektórymi podkładami, czy nawet kremami. Weź sobie jeszcze na testy dwa ciekawe podkłady, mianowicie Shiseido Perfect Refining (155 zł)oraz Smashbox Studio Skin (200zł).

      Usuń
    3. Dzięki:) Przy najbliższej okazji zakręcę się wokół nich:)

      Usuń