sobota, 7 lipca 2012

BB mania

Co jakiś czas na rynek wkraczają  kosmetyki, które swoją innowacyjnością wywołują małą rewolucję. Tak było na przykład z tuszami do rzęs z silikonową szczoteczką, czy sypkimi podkładami mineralnymi. Celem większości firm jest dołączenie do swojej oferty 'topowego" towaru i zgarnięcie z tego tytułu jak największej ilości kasy. Cóż, biznes...
Miano tegorocznego hitu powinny zgarnąć bb kremy. Wynalazek pochodzący z Niemiec, swoje triumfy świecił głównie w Korei i Japonii, po czym z wielkim hukiem powrócił do Europy, zalał obie Ameryki, i w końcu opanował cały świat.
Dla tych, którzy nie widzą co to jest bb krem (o ile ktoś taki się uchował) krótkie wyjaśnienie: bb jest kosmetykiem wielofunkcyjnym. Z jednej strony ma działać jak krem - a więc nawilżać, odżywiać, chronić i regenerować skórę, a z drugiej, podobnie jak podkład, kryć niedoskonałości. Krycie, w zależności od kremu bb, może być małe i duże, wykończenie makijażu od bardzo satynowego, po matowe. Czyli full serwis:P
Obecnie większość marek ma już jakiś krem bb na podkładzie. Clinique, Estee Lauder, Dior, Garnier, Maybelline, Smashbox, L'oreal, Illamasqua. Z naszych rodzimych marek kremu bb doczekała się Bielenda i Irena Eris. Reszta zapewne  w drodze...

Jako, że nie mogłam oprzeć się nowinkom,i ja przeżyłam fascynację bb kremami. W moje ręce wpadły azjatyckie bb kremy z prawdziwego zdarzenia, takie jak Missha, Lioele, Skin79, Skinfood, jak i europejskie wariacje Illamasqua, czy Garnier.

I dzisiaj chcę wam zrobić małe porównanie azjatyckiego kremu Missha M Perfect Cover BB Cream i tworu europejskiego, inspirowanego azjatyckimi kremikami: Illamasqua Skin Base Foundation.

A więc do dzieła!


Opakowanie

Oba kremy zamknięte są w plastikowe tubki. W przypadku kremu Illamasqua jest to półprzezroczysty plastik, jeśli chodzi o Misshę - miękka, czerwona tubka. Missha w zależności od pojemności może zawierać pompkę dozującą (wersja 50ml) lub "dziubek" (wersja 20ml). Illamasqua występuje tylko w jednej pojemności (30 ml), nie ma dozownika - jest tradycyjny, poczciwy "dziubek".
Oba kremy zapakowane są w papierowe kartoniki.
Jeśli miałabym wskazać opakowanie, które bardziej mi się podoba, wskazałabym na Misshę.
Niżej swatch z kremami:




Konsystencja:

Kremy mają podobną konsystencję i podobnie zachowują się na skórze. Są kremowe, miękkie, idealnie rozprowadzają się na buzi. Nie tworzą smug, ani zacieków. Zarówno Missha jak i Illamasqua nie podkreślają porów, ale mają tendencję do włażenia w zmarszczki, zbierania przy skrzydełkach nosa, czy strupkach. W tej kategorii nie będzie więc zwycięzców - oba identycznie zachowują się przy nanoszeniu na skórę.

Kolorystyka:

Missha PC występuje w 5 odcieniach. Z czego 2 najciemniejsze nie są znów tak łatwo dostępne. Przynajmniej w Polsce. W Stanach nabyć je można na oficjalnej stronie Misshy, u nas w Polsce szukać możemy na przykład na na e-bayu.

Kolory Misshy PC


 Illamasqua ma za to aż 26 odcieni! Spójrzcie tylko na tabelkę z odcieniami:


Kolory Illamasqua:)


Pomimo mnogości kolorów nie mogłam dobrać dla siebie odcienia. Odcień 02 jest dla mnie za żółty i lekko za ciemny (bo utlenia się na skórze). 01 to czyta biel, 03 jest za ciemne. Musiałabym kupić 2 kolory i mieszać je ze sobą. Co jest drogie i uciążliwe na dłuższą metę. Jeśli chodzi o Misshę, to najjaśniejszy odcień jest dla mnie za ciemny, ale z tonacją trafiłam idealnie. Swatche poniżej:









Trwałość i wygląd na skórze:

Tutaj wygrywa Missha. Zarówno Illamasqua i Missha włażą mi w zmarszczki, ale Illamasqua po paru godzinach spływa bezlitośnie ze strefy T. Missha nie migruje aż tak bardzo. Jeśli chodzi o krycie, to oba bebiki kryją całkiem ładnie, ale Missha umożliwia w większym stopniu kontrolę maskowania niedoskonałości, tzn. krycie można w dowolny sposób budować. W przypadku kremu Illamasqua jest to także możliwe, ale nie tak łatwe, jak w przypadku Misshy.
Jeśli chodzi o wykończenie, to jest ono dosyć podobne. Kremy dają satynowe wykończenie. Bardziej podoba mi się wykończenie jakie daje Missha, jest to zdrowy blask wypoczętej skóry. Illamasqua tego nie daje, ale też nie wygląda źle na buzi.

Skład:

 Missha PC: Water(Aqua), Cyclomethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Triglyceride, Mineral Oil, Phenyl Trimethicone, Talc, Arbutin, Hydrolyzed Collagen, Dimethicone, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Squalane, Adenosine, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, PEG-10 Dimethicone, Polyethylene, Beeswax(Cera Alba), Glycerin, Propylene Glycol, Caviar Extract, Algae Extract, Rosa Canina Fruit Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Fagus Sylvatica Bud Extract, Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Chloride, Fragrance(Parfum), Methylparaben, Propylparaben, Disodium EDTA, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol. May contain: Titanium Dioxide(CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499).


 Illamasqua AQUA (WATER), CYCLOPENTASILOXANE, BUTYLENE GLYCOL, GLYCERIN, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, PARAFFINUM LIQUIDUM (MINERAL OIL), PHENYL TRIMETHICONE, TALC, PEG-10 DIMETHICONE, MICA, DIMETHICONE, SILICA, CETYL PEG/PPG-10/1 DIMETHICONE, POLYMETHYL METHACRYLATE, DISTEARDIMONIUM HECTORITE, CYCLOMETHICONE, PHENOXYETHANOL, ISOSTEARIC ACID, STEARIC ACID, PEG/PPG-18/18 DIMETHICONE, METHYLPARABEN, DIMETHICONE CROSSPOLYMER, NIACINAMIDE, SODIUM ASCORBYL PHOSPHATE, TOCOPHERYL ACETATE, DIMETHICONE/METHICONE COPOLYMER, SODIUM HYALURONATE,PARFUM (FRAGRANCE) [+/- MAY CONTAIN: CI 77491 (IRON OXIDES), CI 77492 (IRON OXIDES), CI 77499 (IRON OXIDES), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77002 (ALUMINUM HYDROXIDE)].

Cóż, Missha ma więcej ekstraktów i substancji czynnych. Illamasqua to w dużej mierze same silikony i wypełniacze.

Zapychanie:

I tu niespodzianka! Missha dosyć mocno zapchała mi skórę. Illamasqua nie zapchała mnie wcale. 

Filtr:

Missha deklaruje ochronę SPF 42 i PAA +++. W przypadku Illamasqua brak deklaracji odnośnie filtrów. W internecie pojawiły się spekulacje na temat skuteczności filtrów zawartych w bb kremach, w tym i Misshy PC. Stosując Misshę w wakacje nie odnotowałam tego, by twarz mi się opaliła. Z resztą, wychodzę z założenia, że lepszy jest jakikolwiek filtr, niż żaden:P

Extra:

Missha całkiem przyjemnie nawilża skórę. Mogę to podpiąć jako odżywcze działanie bb kremu. Illamasqua jest obojętna dla mojej cery. Ani nie nawilża, ani nie wysusza.

Podsumowanie:

Zwycięzcą jest Missha PC. Lepszy skład, lepsza trwałość, lepszy wygląd na skórze, obecność filtrów. Tylko to nieszczęsne zapychanie.
BB krem Illmasqua nie jest zły, ale stosunek: jakość-cena jest rozczarowujący. Dla mnie to zwykły podkład dający satynowe wykończenie a nie stricte bb krem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz