środa, 20 czerwca 2012

"T" jak trądzik, czyli o Pharmaceris T, Sebo - Almond Peel 10% słów kilka...

Linia Pharmaceris T przeznaczona jest do skóry przetłuszczającej się, ze zmianami zapalnymi, zaskórnikami, rozszerzonymi porami oraz przebarwieniami. W skład serii wchodzi cały arsenał dermokosmetyków; mnie jednak zainteresował tylko jeden: krem na noc Sebo-Almond Peel 10%.



Parę słów od producenta:
"Krem złuszczający z 10% zawartością kwasu migdałowego rekomendowany jest do specjalistycznej kuracji przeciwtrądzikowej. Wysoka zawartość kwasu migdałowego intensywnie złuszcza i regeneruje naskórek, poprawiając stan skóry trądzikowej. Dzięki specjalistycznie opracowanej recepturze krem rozjaśnia nieregularne przebarwienia powierzchowne i pozapalne. Polecany jest również do stosowania w celu zapobiegania i zmniejszenia oznak starzenia się skóry. Proteiny ze słodkich migdałów wygładzają naskórek, a skóra staje się świeża i wypoczęta. Produkt może być stosowany samodzielnie lub w dwu-stopniowej kuracji złuszczającej z kremem SEBO - PEEL 5%. Przy kuracjach kwasem migdałowym w ciągu dnia zaleca się stosowanie kremów z filtrami zabezpieczającymi przed promieniowaniem UVA i UVB o SPF min. 20."



Zanim rozpocznę subiektywny wywód na temat działania kremu, wspomnę o rzeczach tak przyziemnych, jak opakowanie. Jest one estetyczne, lekkie, wykonane z solidnego plastiku, więc mamy pewność, że się nie potłucze w czasie upadku. Przyznam szczerze, że mój krem notorycznie ląduje na ziemi (ehhh, niech żyje zgrabność i koordynacja ruchowa:P) i do tej pory nic mu się nie stało.
Krem wyposażony jest w pompkę próżniową, co ma swoje wady i zalety. Zaletą tego rozwiązania jest niewątpliwa higiena, największą wadą - niemożność wydostania zawartości, w przypadku gdy pompka nawali. No chyba że rozetnie się opakowanie. Zadanie jest o tyle trudne, że plastik jest dosyć gruby, więc cała operacja może być kłopotliwa. Póki co, moja pompka działa bez zarzutu, więc obyło się bez imprezy z rozcinaniem. 






Sam krem ma delikatną, lekko silikonową strukturę. Nie jest tłusty, ładnie rozsmarowuje się na skórze. Nałożony w większej ilości potrafi się jednak nieprzyjemnie rolować, tak więc ważny jest umiar. Nie zostawia tłustej warstwy, nie klei się, bardzo szybko się wchłania.







Jeśli chodzi o samo działanie, to moje uczucia są dość mieszane. Krem lekko nawilża skórę i tyle w temacie. Jakiegoś szczególnego złuszczania naskórka nie zauważyłam (a wyobrażałam sobie odpadające płaty skóry), tak jak i redukcji rozszerzonych porów,  zaskórników czy grudek. Z drugiej strony, ominęło mnie przedmiesiączkowe pogorszenie stanu cery, więc jakieś działanie na tym polu krem może mieć. Pomimo sumiennego używania kremu przez osiem tygodni, nie zauważyłam też rozjaśnienia cery, a na to najbardziej liczyłam. No cóż...
Plusem jest to, że krem mnie nie uczulił, nie podrażnił ani nie zapchał,co jest ogromnym wyczynem, bo większość mazideł nagębnych bardziej szkodzi mojej skórze, niż jej pomaga.

Co jeszcze? Krem ładnie pachnie i jest wydajny. Na dokładne pokrycie buzi wystarcza mi zaledwie pół pompki kremu.



Podsumowując, sama nie wiem, co myśleć o tym produkcie. Pomimo iż samo działanie nie powala mnie na kolana i pewnie nie kupię kolejnego opakowania, to jednak nie żałuję, że miałam okazję z nim obcować:) 


I jeszcze skład: Skład: Aqua, Mandelic Acid, Butylene Glycol, Glycerin, Tromethamine, Isohexadecane, Dicaprylyl Ether, Cyclopentasiloxane, Cetyl Alcohol, Sodium Polyacrylate, Cyclohexasiloxane, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Methyl Glucose Sesquistearate, Ceteareth-20, Silica Dimethyl Silylate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Methylparaben, Parfum.

1 komentarz:

  1. Spróbuj połączenia z płynem złuszczającym Clinique - tym z 3 kroków :)) U mnie działa :)

    OdpowiedzUsuń