czwartek, 21 czerwca 2012

Nie wszytko złoto, co się świeci

Czy zdarzyło się Wam kiedyś kupić kosmetyk, tylko ze względu na jego piękny wygląd? Pomimo, iż miałyście świadomość, że to totalny bubel i jedyną jego wartością jest zaspokojenie własnej próżności?
Tak właśnie jakiś czas temu zakupiłam podkład Lancome Teint Miracle. Żeby było śmieszniej, już wcześniej miałam ten podkład i wiedziałam, w co się pakuję. Niestety, przepiękna butelka i przepiękny odcień 005 (nowość na naszym rynku) przyćmiły mi rozum. I kupiłam.





Podkład zamknięty jest w ślicznej, smukłej buteleczce z pompką. Butla jest szklana, swoje waży, ale wygląda przeuroczo. Pompka pracuje bez zarzutu, nie zacina się, w razie konieczności można ją odkręcić.

No i tyle plusów. Bo teraz przejdę do działania.

Podkład jest niby rzadki, niby lekki, ale dziwnie nieprzyjemnie rozprowadza się na skórze. Wyczuwam w nim pewną.... toporność. I tu już krok od robienia sobie plam na twarzy. Jako, że mam doświadczenie w posługiwaniu się nawet najbardziej szajsowatymi podkładami, dziwaczna konsystencja Teint Miracle nie stanowiła dla mnie większego wyzwania. Ale podkreślania rozszerzonych porów, zmarszczek mimicznych, wynajdywania suchych skórek nie mogłam mu wybaczyć. Co więcej, podkład po dwóch, trzech godzinach warzył mi się na twarzy i co tu dużo kryć - wyglądał paskudnie. Obiecane przez producenta rozświetlanie tylko pogarszało całościowy efekt....
A jak już mowa o rozświetlaniu, to muszę wspomnieć o pewnej cesze Teint Miracle. Otóż podkład jest wręcz nasycony drobniutkimi, rozświetlającymi drobinkami. Są one na tyle zmikronizowane, że kosmetyk wydaje się wręcz perłowy. Jeśli uważnie przyjrzycie się zdjęciu poniżej, zobaczycie, że podkład opalizuje:



Wygląda to świetnie w butelce, ale niestety - nie na mojej twarzy:( Na skórze nie widać co prawda drobinek, ale całość wygląda tłusto i nieświeżo.  A nie o takie rozświetlenie mi przecież chodzi.



Powyżej prezentacja odcienia 005 na wierzchu dłoni. Odcień piękny, bardzo jasny, idealny dla porcelanowych cer.  Podkład celowo roztarłam, aby pokazać wam, jak podkreśla włoski i wysuszoną skórę.

Cóż, podkład kupiłam, pozachwycałam się pięknym opakowaniem przez parę dni, przez kolejnych parę roztrząsałam się nad jego wadami, aż puściłam go w świat. Mam nadzieję, że nowa właścicielka jest z niego bardziej zadowolona:)

3 komentarze:

  1. Mam trochę dylemat odnośnie tego podkładu. Ostatnio w Douglasie wzięłam jego próbkę, bo zakochałam się w odcieniu. Po prostu idealnie wtapiał się w kolor mojej szyi, ale jednak w ciemno tak drogiego podkładu nie kupię. Używam na co dzień Lily Lolo, kiedy moja skóra zaczyna być bardziej podrażniona, podejrzewam od pędzla, to przerzucam się na płynne podkłady. Używam Revlonu Nearly Naked, ale ostatnio wygląda gorzej na skórze niż kiedyś. Spróbowałam tej próbki, już po przeczytaniu Twojego wpisu. Załadowałam go na "nieprzygotowaną skórę" - taki rzut na głęboką wodę, bez wcześniejszego peelingu, bez zadbania o szczegóły. Nie wszedł nigdzie, nie osiadł, nie zebrał się w skórkach, porach które mam mocno rozszerzone, konsystencja tak mi się spodobała.. nabrałam wątpliwości czy to możliwe? Jedną rzecz tylko zauważyłam - wydaje się, że szybko schodzi z twarzy. Równomiernie, ale jednak znika. I kolejna rzecz - utlenia się na ręce, ale na twarzy pozostaje niezmieniony kolor, idealnie wtopiony. Jak? Nie wiem teraz, czy jak tak dalej pójdzie, warty jest zakupu. Na co pewnie nikt mi nie odpowie :D
    Ale! Czy spotkałaś na swojej drodze podkład, o podobnej jasności, dość trwały i lekki (ten wydaje mi się lekki już po nałożeniu) i wtapiający się ładnie? Może po prostu podobny ale bardziej warty wydania każdej kwoty? Czy masz coś lub miałaś coś takiego? Jesteś moim guru i Twoja opinia gdzieś pośród mojego chaosu przydałaby się ;)
    Widziałam, że porównywałaś ten podkład z Loreal W1, ale raz że jest ciężko dostępny, dwa nie wiem jak z ceną i trzy - chyba jak patrzyłam na naszą wersję tego podkładu, to nie wyglądał tak dobrze..

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, dobór właściwego podkładu to bardzo, bardzo indywidualna sprawa. Ba, często jest tak, że ten sam podkład wygląda brzydko na naszej skórze, a po paru miesiącach - metamorfoza i to jest to, czego od podkładu oczekujemy.
    Chyba nie mam takiego podkładu, który mogłabym z czystym sumieniem polecić. Z perspektywy czasu, po wypróbowaniu dziesiątek podkładów, mogę powiedzieć tylko, że ponowiłabym zakup podkładu Armani Lasting Silk i Givenchy Photo Perfexion. Niestety, Sephora i Douglas haniebnie wręcz zawyżyły w ostatnich latach ceny tych kosmetyków... Jeśli chodzi o podkład podobny do Lancome, możesz też przyjrzeć się Skin Illusion Clarins. U mnie zachowywał się podobnie do Lancome, ale wiem że ma całe rzesze wiernych fanek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo :) Przyjrzę się w takim razie jeszcze tym podkładom zanim zdecyduję się na jakiś zakup, bo tak jak mówisz, ten sam podkład na początku może wyglądać brzydko, a po jakimś czasie jest idealny - i na odwrót. Najlepiej byłoby móc testować przez cały miesiąc w różnych sytuacjach i przy różnym "samopoczuciu skóry" ;)

    OdpowiedzUsuń