niedziela, 17 czerwca 2012

The Body Shop - Lily Cole - Pearl Radiance Primer

Dzisiaj post o bublu miesiąca, czyli bazie rozświetlającej The Body Shop Pearl Radiance Primer, promowanej przez dobrze znaną modelkę i aktorkę Lily Cole.
Baza pochodzi z dość kontrowersyjnej* edycji limitowej, której asortyment przedstawia zdjęcie poniżej:






W skład edycji limitowanej wchodzą cienie do powiek, liner, róże do policzków, perełki rozświetlające, błyszczyki do ust, rozświetlająca baza (którą tutaj 'zjadę') oraz akcesoria - kosmetyczka, lusterko, pilniczek i polerka do paznokci.

Kosmetyki, trzeba to im przyznać, mają urocze opakowania. Przyciągają wzrok, wabiąc kosmetykoholiczki takie jak ja. Dobra, nie będę ukrywać. Do serii limitowanej przekonał mnie wygląd kosmetyków, a nie ich jakość, czy walory pielęgnacyjne:P
I tak oto skuszona ślicznym opakowaniem, weszłam w posiadanie Pearl Radiance Primer, czyli perłowej bazy rozświetlającej.


Baza wygląda tak:




Nie da się ukryć, że producent inspirował się słynną bazą Guerlain, która wygląda tak. Zapewniam Was jednak, że wygląd to jedyna cecha wspólna tych kosmetyków. Działanie mają zaś zgoła odmienne.
Baza TBS ma żelową, glutowatą konsystencję. Po wyciśnięciu na skórę prezentuje się hmmnnn... niezbyt okazale:



Taaaa.... Farfocle, które możecie podziwiać, to właśnie nasze urocze kuleczki. To, że wyglądają paskudnie, to pół biedy - jeszcze gorsze jest ich rozcieranie na skórze. Otóż baza rozprowadza się bardzo topornie, gluty ani myślą wchłaniać się w skórę, tak więc zanim dokładnie je rozprowadzimy na buzi, serwujemy jej solidny masaż:P

Po roztarciu naszym oczom ukazuje się taki widok:


Tak, mamy tu czystą skórę i trochę wielkich drobin miki. Owo rozświetlenie to właśnie wspomniane drobiny miki. Żeby było śmieszniej mika po jakimś czasie osypuje się i po naszym 'rozświetleniu' nie zostaje już nic.

Baza nie poprawia trwałości makijażu, ale nawilża skórę i nieco chowa rozszerzone pory. Wielkim wyczynem to nie jest, bo w moim przypadku potrafi to zrobić niemal każdy krem do twarzy, mający w składzie trochę silikonów.

Podsumowując, baza nie robi niczego spektakularnego. Poza ślicznym wyglądem wizualnym jest absolutnie zbędna w kosmetyczce. Ot, taki gadżet, na którym można zawiesić oko, ale nic poza tym.

Skład ze strony TBS:
Aqua/Water (Solvent/Diluent), Glycerin (Humectant), Dimethicone (Skin Conditioning Agent), Butylene Glycol (Humectant), Bertholletia Excelsa Seed Oil (Emollient), Sclerocarya Birrea Seed Oil (Skin Conditioning Agent), Mica (Opacifier), Calcium Chloride (Cosmetic Astringent), Phenoxyethanol (Preservative), Benzyl Alcohol (Preservative), Algin (Gelling Agent), Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer (Stabiliser/Viscosity Modifier), Chlorphenesin (Cosmetic Biocide), Polysorbate 20 (Emulsifier), Isononyl Isononanoate (Emollient/Skin Conditioner), Allantoin (Skin Soothing Agent), Gellan Gum (Emulsion stabilizer, Viscocity increasing agent), Potassium Phosphate (pH Adjuster), Potassium Hydroxide (pH Adjuster), Octocrylene (Sunscreen), Tocopherol (Antioxidant), Parfum/Fragrance (Fragrance), Aloe Barbadensis Leaf Juice (Skin Conditioning Agent), Benzyl Benzoate (Solvent), Hydroxycitronellal (Fragrance Ingredient), Geraniol (Fragrance Ingredient), Linalool (Fragrance Ingredient), Limonene (Fragrance Ingredient), Citronellol (Fragrance Ingredient), Talc (Absorbent/Bulking Agent), CI 77891/Titanium Dioxide (Colour), CI 77491/Iron Oxides (Colour).

* o co chodzi z kontrowersyjnością serii limitowanej: TBS reklamuje serię jako cruelty free, czyli nietestowaną na zwierzętach. Ba, ogłasza się wręcz bojownikiem o prawa zwierząt i zbiera podpisy pod petycją dotyczącą zaprzestanie testów. Sam jednak należy do koncernu L'Oreal, który z upodobaniem przeprowadza testy na zwierzakach. Hipokryzja, nieprawdaż? Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz